Moje ziół rozumienie czyli „z czym się to je?”

Jak rozumiem słowo, którym określam swoją pracę, czyli zielarstwo?

Zielarstwo najczęściej utożsamiane jest z ziołolecznictwem i jako takie, postrzegane obecnie bardzo często jako wiedza unikalna, wręcz tajemna. Najczęściej – zapomniana. Szczególnie w wersji europejskiej, wliczając w to znajomość rodzimych roślin.

Albo odwrotnie, jeżeli ulegamy współczesnemu pędowi do zgłębiania wszelkich tajemnic – jest traktowane jako materiał do badań stricte naukowych. Farmakognozja, czyli zagłębianie się w tajniki składu biochemicznego roślin, coraz staranniejsze poznawanie ich możliwości leczniczych, to zadanie z pewnością fascynujące. W ogólnym rozrachunku zaś – przydatne. Ale zielarstwo liczy sobie setki tysięcy lat i doskonale radziło sobie, jako dziedzina wiedzy i praktyki, bez aż tak szczegółowych informacji…

Zielarstwo bowiem jest czymś znacznie więcej niż na oko się wydaje. Łączy w sobie elementy badzo różnych (we współczesnym rozumieniu) dziedzin nauki, będąc zarazem nieodłączną składową codzienności. Nawet jeżeli nie uświadamiamy sobie tego, nasza powszechna wiedza na temat roślin, chociażby spożywczych, to także zagadnienia „zielarskie”.

Najogólniej można przyjąć, że jest to wiedza botaniczna, uzupełniona znajomością oddziaływania roślin na organizm człowieka.

W zakresie kulinarnym dojdą to tego kwestie smaku, zapachu, przyprawiania potraw, ich dekorowania i temu podobne. W obszarze kosmetyki także istotny jest zapach, ale również szerokie zastosowanie roślin do pielęgnacji ciała. W kwestiach działań doraźnych najsilniej zwrócimy uwagę na sposoby szybkiego stosowania metod zielarskich i ich skuteczności w zakresie np usuwania lub łagodzenia skutków urazów. Natomiast dopiero leczenie za pomocą ziół schorzeń poważniejszych, szczególnie przewlekłych, nazwać można „ziołolecznictwem”. Ten obszar zielarstwa stawia wyzwania największe, wymaga najwięcej doświadczenia z roślinami – ale także wiadomości z zakresu fizjologii, patologii, anatomii i, co najtrudniejsze – diagnozowania.

Jest też zielarstwo, pojmowane jako wiedza o stosowaniu roślin, ściśle związane z innymi metodami terapii naturalnych, jak chociażby oddech, ruch, oddziaływanie koloru czy zapachu. Nie da się oddzialić od tej umiejętności naturalnych właściwości roślin (barwnych i pachnących) ani organizmu ludzkiego (dynamika, oddech, emocje itd). Toteż zielarstwo w żadnym razie nie może traktować schorzeń czy też po prostu potrzeb organizmu wybiórczo! Człowiek jest mniej lub bardziej harmonijną całością zarówno na poziomie biologii jak psychiki, ściśle przecież ze sobą powiązanych. Rośliny zaś i uzupełniające je metody nie ograniczają swego wpływu do jednej tkanki czy też organu – zawsze zachowują różnorodność działania, jakiś, w różnym stopniu występujący, wachlarz możliwości. Ta cecha powoduje, iż stosowanie roślin zawsze jest kompleksowe, przynajmniej w pewnym zakresie. Oczywiście o ile stosujemy naturalny materiał roślinny, a nie pozyskane z niego związki. Różnica jest mniej więcej taka jak między zażyciem aspiryny, a wypiciem naparu z kory wierzbowej…

W ten sposób pojmowane, współczesne zielarstwo staje się w dużym stopniu sztuką – sztuką łączenia różnorodnych aspektów codzienności i nauki. A także włączenia Natury z całym jej bogactwem w zurbanizowany i przesycony techniką świat współczesnego człowieka. Bowiem człowiek, mimo swych niezaprzeczalnych osiągnięć, nadal pozostaje, jak wieki temu, częścią Natury. I nic tu nie zmieni ani nie pomoże tworzenie coraz bardziej zlożonej cywilizacji technicznej. Przeciwnie, rozwój i zaawansowanie wielu technologii staje się dla nas groźne, zgubne wręcz – zaś pomocy możemy oczekiwać tylko w środowisku, które nas ukształtowało – czyli w Naturze właśnie..Jest zatem współczesne zielarstwo czymś w rodzaju antidotum na technologizację, pośpiech, stres, zanieczyszczenia, wpływ promieniowania (różnego pochodzenia) i wszelkie inne utrudnienia, które paradoksalnie, chcąc sobie ułatwiac życie, stawia człowiek własnemu organizmowi.

Czy trudno się tego nauczyć? Nie ziolołolecznictwa, zaawansowanej wiedzy o leczeniu – ale zielarstwa na poziomie codziennej użyteczności? Szeroko pojętej profilaktyki? Zapobieganiu skutkom cywilizacji, która i tak nas otacza? Cóż – nie ma takiej wiedzy, której nie można posiąść, jeżeli tylko naprawdę tego chcemy. Zaś proste działania kulinarne lub kosmetyczne nie wymagają zaawansowanych umiejętności…

Tytułowe „z czym się to je” można odczytać symbolicznie, albo całkowicie dosłownie. Jak się niebawem okaże…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s