Czy na co dzień?

003Jak to nierzadko bywa, temat wpisu nieco się zmienił w stosunku do wstępnego planu…

Pisałam o suszeniu roślin, kolejne powinny być teoretycznie inne sposoby ich konserwacji. Tymczasem z różnych stron i źródeł (i różnymi drogami ) przypomniało o sobie pytanie na tyle częste, iż uznałam je za warte rozważenia….

Otóż wielokrotnie słyszę, czytam, spotykam sie z zapytaniem:

Jak często można pić zioła?

Czy można codziennie?  Ile, jeżeli tak? 

Czy robić przerwy? Ewentualnie – kiedy i jakie?

Cóż – jak na wiele innych pytań związanych z ziołami, na te również nie ma jednoznacznej ani kompleksowej odpowiedzi, ponieważ zależy ona od definicji słowa „zioła” oraz celu, w jakim chcemy ich używać. Postaram się jednak rozważyć ten temat – i podsunąć kilka prostych wskazówek do własnego wykorzystania.

Na początek może słów kilka o historii – oraz  semantyce. Otóż lat temu… kilkaset w Europie, jak wszędzie na świecie, piło się różne napoje. To raczej oczywiste.  Europejskimi napojami codziennymi, poza bardzo popularnym piwem, w niektórych regionach winem, wodą oraz sokami, były „herby” – czyli napary z roślin, oczywiście  rodzimych: mięty, lipy, maliny, czarnego bzu, rumianku, poziomki, macierzanki, krwawnika, pokrzywy, dziurawca, mniszka, dzikiej róży i wielu, wielu, bardzo wielu innych. Były łatwo dostępne i zbierane, a z czasem także  kupowane, właśnie w celu popijania „herbatek”. Czyli – naparów z ziół (roślin)… Jako że słowo „ziele” tłumaczy się z łaciny na „herba”

Używane dziś polskie określenie „herbata” powstało z połączenia słów „herba” oraz zapożyczonych z chińskiej wymowy „tê” lub „chá”, nazw napojów z krzewu herbacianego (agielskie „tea„); dosłownie można przetłumaczyć to jako: „ziele tê”.

Zastosowania lecznicze ziół stanowiły osobny rozdział, temat do badań, rozważań i „poznawania” dla osob specjalizujących się w tematach terapii – zielarzy, aptekarzy, wiedźm, wiedzących… lekarzy. „Lekarskie” stosowanie roślin wymagało (i nadal wymaga) nieco innego niż do codziennego użytku preparowania i dawkowania.

Nie były znane na naszym kontynencie rośliny rodzaju Camellia sinensis, Coffea L., Theobroma cacao L., Aspalathus linearis czy też wielu innych egzotycznych. Poza stosunkowo niewielką ilością gatunków przyprawowo-zapachowych,  tzw „korzeni” (imbir, kurkuma, gałka muszkatołowa, cynamon, z czasem goździki), nie znano ich. Nie używano – a już na pewno nie  na co dzień – ich liści, kwiatów ani owoców (nasion).  Zostały „odkryte” i zaczęto je spowadzać  dopiero PO fali wielkich odkryć geograficznych. W różnych latach i z różnych kontynentów. Warto też pamietać, że wszystkie one, bez wyjątku, swoją karierę w Europie zaczynały jako rośliny lecznicze, zalecane do terapii, w małych dawkach i wedle ścisłych receptur!

Rozszyfruję może tajemniczo brzmiące łacińskie nazwy:

Camellia sinensiskrzew herbaty chińskiej (rodzina Camelia, herbatowate)

Coffea L. – Kawowiec (rodzina marzanowate)

Theobroma cacao L. – kakaowiec właściwy (rodzina ślazowate)

 Aspalathus linearisczerwonokrzew, rooibos (rodzna bobowate)

Jak widać napoje, takie jak kawa, kakao, różne gatunki herbaty, uznawane dziś za podstawę codziennego użytkowania, nie są w świecie roślin wyjątkami. Również, podobnie jak te rodzime – są ziołami! I jako przybysze z dalekich stron, przez czas dłuższy za takowe były uznawane. W odróżnieniu od roślin rodzimych, których używało się „na codzień”…

 

IMG_1169

fot. Archiwum własne

Czasy sie zmieniają, obyczaje – także. Dziś napoje takie jak herbata (w bardzo różnych odmianach i gatunkach), kawa czy kakao są dla nas codziennymi towarzyszami. Poszły natomiast w zapomnienie i odstawkę rośliny rodzime. Mało tego, odwrotnie niż nasi przodkowie – w nich, a nie gatunkach egzotycznych – poszukujemy „potencjału zielarskiego”. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza – leków… Bo tak właśnie, jako fitoterapię, nauczyliśmy się postrzegać zielarstwo! 

Dużo częściej też i z dużo wiekszą swobodą posługujemy się egzotycznymi przyprawami różnego pochodzenia i zastosowań. Dotyczy to także wielu warzyw (włoszczyzna, ziemniaki, dynie), zbóż (kukurydza, ryż), owoców (cytrusy, banany, ananasy). Po pierwsze – łatwiej obecnie je zdobyć, po drugie – przestały być fascynującą (i bardzo kosztowną!) nowinką, po trzecie zaś – podobnie jak w przypadku kawy czy herbaty – nie postrzegamy ich jako „ziół”, czyli leków…

Czy to nasze postrzeganie zmienia w jakikolwiek sposób potencjał roślin?  OTÓŻ – NIE!  One są, podobnie jak w czasach historycznych, tak samo wartościowe jako „leki”. I odwrotnie – rośliny rodzime nadal, poza potencjałem leczniczym, zachowały ten „codzienny”, można by rzec – profilaktyczny… prozdrowotny.

Jak więc odpowiedzialnie odpowiedzieć na pytania o częstotliwość, ilości i regularność „picia ziół”?

Jeżeli na co dzień i bez zbędnych wahań pijamy różne herbaty, kawy, a nawet napoje mało mające wspólnego z jakością zdrowia (gazowane, energetyki, ba, nawet wody mineralne z dodatkiem stabilizatorów), to wątpliwości w kwestii mięty, rumianku, pokrzywy, róży, lipy, lawendy, dziurawca – itd itp – stają sie zupełnie nieuzasadnione! Urozmaicenie diety o te herbatki nikomu nie przyniesie szkody, raczej pożytek.

Oczywiście należy podkreślić wyraźne rozróżnienie pomiędzy herbatką dla wzbogacenia diety (regulacji, stabilizacji, wspomagania), a terapią jako taką. Ale terapia ziołowa to proces. Złożony, określony czasem, dawkowaniem i często specyficznym preparowaniem lub obróbką konkretnych roślin… Oczywiście, są i takie, których nie używa się na codzień i lekką ręką. Ale dotyczy to roślin i surowców z każdego obszaru i klimatu – nie tylko tych rodzimych! I raczej nie należą do nich te z „listy codziennej”…

Niewiele  spośród powszechnie znanych roślin określanych jako zielarskie nie nadaje się do częstego użytkowania.  Większość, w niewielkich dawkach, jako napary, dodatki przyprawowe, smakowe, urozmaicające posiłki –  są po prostu pożyteczne.

Najwięcej obaw i oporów w stosunku do dzikich roślin rodzimych wynika z braku wiedzy, traktowania ich wyłącznie jako „leków” oraz po prostu… zapomnienia.  Jeszcze niespełna sto lat temu mięta, maliny, lipa, rumianek (i znowu – lista jest długa) były stałym elementem codzienności. Jako napoje, jako przyprawy, składniki potraw… Nikogo to nie dziwiło – i nie przerażało! Nikt też nie miał wątpliwości czy to jest bezpieczne…


10259818_616385688449991_1956885314612563980_n

 fot. – warsztaty w „Dobrym Miejscu”

Reasumując

Nie próbujmy sami i według zaleceń z prasy, internetu czy telewizji stosować ziół leczniczo. Nie ma to wielkiego sensu – i realnie może zaszkodzić. Ale nie przesadzajmy też w drugą stronę. Jest bardzo wiele roślin, których częste, a nawet codzienne stosowanie, wyjdzie na pożytek nam samym i naszym rodzinom. Warto kierować się tu własnym gustem, smakiem, preferencjami, potrzebami organizmu i po prostu zdrowym rozsądkiem. Jeżeli mamy obawy przed zbyt długim stosowaniem tych samych naparów – zmieniajmy je! Mniej szkody przyniesie codzienna herbatka ziołowa niż kilka razy dziennie pita kawa, mocna herbata lub kupne napoje!

Zdrowia życząc wszystkim, zachęcam do prób. Warto!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s