Kalendarium 2015 cz. I

Kolejny sezon się zapełnia

003

Ustalone są już terminy cyklu zielarskiego w Dobrym Miejscu 

10259818_616385688449991_1956885314612563980_n

Dobre Miejsce Alfredówka

„Wiosna czarodziejka” 2014 – fot. archiwum

Kontakt, informacje, zgłoszenia: Dobre Miejsce

***

Terminy wiosenne w

 Szkole  Wrażliwości Kapkazy:

 * 17 – 19 kwiecień

* 1 -3  maj

* 29 – 31 maj

616111_363838223710208_1228280734_o

Magiczny świat Szkoły Wrażliwości 

fot = facebook

Kontakt, informacje, zgłoszenia: Kapkazy Szkoła Wrażliwości

albo 

Zielicha

***

 

23 i 24 maja planowane spotkanie z odtwórcami w

Ogrodzieńcu

DSC00101

***

W początkach czerwca , na pewno 6.06, będę na

Zlocie zielarskim w Puszczy Goleniowskiej

z warsztatem otwartym przy ognisku wraz z Kasią Miłochną z Miejskiej Kniei oraz własnym

„Spotkaniem z magią ziół”

(16,30 – 18,00)  dla kilkuosobowej grupy.

Cdn

Kiedy zacząć? Wiosenne pożytki

Wiosna bywa chyba najbardziej wyczekiwaną porą roku.

Przynajmniej w warunkach klimatu umiarkowanego.

brzoza wczesna

Doskonale pamiętam, jak będąc początkującą poszukiwaczką ziół, a nawet i wcześniej, dzieckiem jeszcze, z nosem przy ziemi i wytężoną uwagą śledziłam każdy, nawet najmniejszy ślad zieleni. Przyglądałam sie pąkom drzew, pierwszym listkom i kwiatom z nie mniejszą uwagą niż ptasim harcom wokół gniazd, za to z większą niecierpliwością. Skubałam miniaturowe listeczki, „piórka” krwawnika, ssałam pączki brzóz, lipy, nawet wierzby, chociaż gorzkie…

Całe to moje napięcie i wyczekiwanie najmniejszym stopniu nie miało wpływu na rytm i cykl Natury.

Miało natomiast i po latach to widzę wyraźnie, wpływ na mnie samą! Widzę również jak wiele dała mi lekcja cierpliwości i zaufania, odbierana rok po roku mojej zielarskiej przygody.

Naturalnych zmian poganiać ani zmusić do niczego się nie da. Nie zbiorę i nie przetworzę liści przed ich rozwinięciem, kwiatów, dopóki nie zakwitną, owoców czy nasion… Nie uda mi się niczego zdobyć przed czasem – ani po czasie.

Z wieloletniego doświadczenia wyniosłam cenne nauki dla siebie i szacunek dla Dawczyni – Przyrody.

Pisałam już o tym TUTAJ.

Zbyt wczesne, w bardzo młodych fazach wzrostu zbieranie roślin, mnie samej być może dawało trochę surowca i satysfakcji – ale wielu roślinom utrudnia rozwój i opóźnia go. Bardzo trudno też wiele gatunków rozpoznać, nie mówiąc już o wysiłku wkładanym w zbiory. Niewspółmiernym często do korzyści z nich.

Teraz to już wiem i bez niepokoju ani nadmiernej presji czekam z radością na kolejne „odsłony”, rok po roku przecież te same, chociaż nie zawsze w dokładnie identycznym terminie!

To nie oznacza, że bardzo wczesna wiosna i przedwiośnie nie mają swoich „pożytków”!

Jest ich wprawdzie niezbyt wiele, ale sporo z nich ma unikalną wartość i w późniejszych okresach już ich nie będzie. Są i takie, po które warto sięgać już teraz, mimo, że będą dosstępne i później. Chociażby dla urozmaicenia stołu i wzmocnienia/ oczyszczenia organizmu.

SONY DSC

Kwiaty magnolii

źródło internet

Surowce wyłącznie wczesnowiosenne:

  • Soki drzew – klonu, jawora i brzozowy  (oskoła)

  • Ziarnopłon wiosenny

  • Kwiat podbiału

  • Ziele miodunki plamistej

  • Kwiat forsycji

  • Kwiat magnolii

    • kwiaty (bazie) leszczyny, olchy, wierzby

  • Pączki wybranych drzew i krzewów

    • Czosnaczek (liść)

    • Czosnek niedźwiedzi

(i kilka/ kilkanaście innych)

szczawik

Listki szczawiku zajęczego

Surowce wartościowe od wczesnej wiosny:

  • Mlodziutka pokrzywa

  • Mlode liście krwawnika

  • Listki mniszka

  • Młode jasnoty

  • Gwiazdnice

    • Szczawik zajęczy i szczaw polny

    • Pędy przytulii

To oczywiście też jeszcze nie wszystko, w dodatku pora na konkretne zbiory jest różna w różnych regionach. Tym niemniej wymienione wyżej rośliny są cennymi wiosennymi skarbami, po które warto sięgać już w porze „wybudzania” Natury z zimowego snu…

Jak to wszystko zagospodarować, by dało nam pożytek i radość?

Poza oczywistą radością samego zbioru, spaceru, poszukiwań?

O sokach drzew, szczególnie brzozy było już tyle w różnych miejscach i blogach, w tym w moim, że nie będę się przy niej zatrzymywać…

 Ziarnopłon: dość mało rozpowszechniona w zbiorach roślina, której okres pozyskiwania jest stosunkowo krótki – do zakwitnięcia. Jadalne są listki, bardzo wartościowe odżywczo (witaminy, w tym C, łatwo przyswajalne minerały), drobne, ale zwykle rosnące wręcz „dywanowo”. Ziarnopłon będzie użytkowy jeszcze późnym latem, jako bulwki. Dr. Różański podaje bardzo cenne informacje o ziarnopłonie (link)

Podbiał, miodunka: urocze rośliny, kwitnące wcześnie i wnoszące w przedwiosenna szarzyznę barwy i radość. Najlepiej nadają się do spożycia „od ręki” lub na syropy

Forsycja i magnolia: egzotyczne piękności, ubarwiające wiosnę swymi urokliwymi kwiatami, znane i popularne na tyle, że warto i o nich pamiętać. Forsycje nieco upowszechniły opowieści o niej i akcje w rodzaju „Cała Polska widzi forsycję”; o magnolii mówi się niewiele, a również jest bardzo cennym surowcem, chociaż raczej leczniczym niż profilaktycznym.

Kwiaty, w umiarkowanych ilościach, są jadalne.

Bazie i pączki drzew i krzewów: zawsze trzeba pamiętać, by te akurat surowce zbierać bardzo oszczędnie! Warto je znać, warto wspomagać się ich potencjałem, ale miejmy świadomość, ze są to pożytki niezbędne do prawidłowego rozwoju i harmonii również dla Natury! W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że wartość pączków liściowych znana była już przed wiekami, na długo zanim powstała dziedzina o mądrej nazwie „gemmoterapia”

Dla przykładu „wiekowy”  przepis:

 Maść topolowa

 łyżkę świeżo zmiażdżonych pączków topoli zmieszać z 2 łyżkami niesolonego smalcu i smażyć tak długo, aż wilgoć z pączków zupełnie wyparuje, po czym jeszcze w stanie ciepłym przecisnąć zawartość przez płótno; zastudzić

Pisze o niej też dr. Różański:

„W dawnej medycynie stosowana była maść topolowa […] Maść topolowa nadaje się do leczenia stanów zapalnych skóry, do smarowania urazów, oparzeń ( w tym oparzeń słonecznych), obrzęków okołostawowych. Pomocna do smarowania i masażu przy nerwobólach i bólach mięśni, po kontuzjach sportowych
h i intensywnym treningu (dla przyspieszenia ustępowania wysięków i zakwasów). Także po ciężkiej pracy fizycznej (np. w ogrodzie) maść topolowa przyniesie ulgę w cierpieniach.”

Czosnek niedźwiedzi i podobny do niego w smaku i zapachu czosnaczek to kolejne atrakcje wiosny – może nie tak wczesnej jak pączki lub sok brzozowy, ale są to zdecydowanie rośliny sezonowe. W zasadzie każda z nich zasługuje na osobny wpis, wspomnę tylko zatem, że są jadalne, smaczne i, szczególnie czosnek niedźwiedzi, bardzo wartościowe jako zamienniki czosnku. Zarówno w smaku jak i zakresie działania.

Pozostałe wymienione – a i sporo nie wymienionych – rośliny warto wykorzystywać po prostu do spożycia. Nie ma potrzeby zbierać ich w dużych ilościach, nie trzeba również pilnować proporcji ani składu takich „miksów” spożywczych. Nie zajmujemy się w ten sposób żadnym leczeniem – są to najłatwiejsze z możliwych działania prozdrowotne, do których zachęcam od początku istnienia mojego bloga!

I wszelkimi innymi metodami:

warsztaty, Kurs Profilaktyki Zielarskiej, wykłady, pogadanki, spotkania… 

mix sałatkowy

 Mix sałatkowy: gwiazdnica, pokrzywa, przytulia

fot. Ewa Ślęczek; mix: Zielicha

W zestawieniach spożywczych kierujmy się dostępnością roślin, własnym gustem, smakiem i … rozsądkiem. Po raz kolejny zachęcam do uruchomienia wyobraźni i polotu! Wykorzystać można mnóstwo znanych przepisów kuchennych (jajecznice, twarogi, masła, pasty, sałatki, jogurty, nadzienia, soki, zielone shake’i  – itd itp), albo komponować zupełnie nowe.

Garść gotowych przepisów, w tym kosmetycznych, w kolejnym wpisie.

Na razie zaś:

cudownej wiosny wszystkim!!!

fiołek wonny

źródło internet

Z wiosną!!!

Trzydziesty wpis na blogu przypadł na początek wiosny…

Nie planowałam tego ani też nie celowałam specjalnie.

Cieszę się jednak, że ów „mini jubileusz” wita tę właśnie porę roku!

Oczywiście kalendarzowy 1 dzień wiosny nie musi być jednoznaczny z eksplozją wiosenną wokół nas. Często w naszych warunkach klimatycznych nie bywa nią, pozostając nadal szarawym jeszcze przedwiośniem lub wręcz białą zimą!

Tym niemniej Wiosenna Równonoc, czyli 20 lub 21 marca to umowny, kalendarzowy i astronomiczny „próg”.

Moment przełomu.

Od tej daty ilość godzin światła słonecznego w ciągu doby przeważa i niezależnie od temperatur czy też pogody, budzi sie wkoło coraz więcej życia. Mamy też juz spokojną pewność, że, wraz z nasiloną aktywnością zwierząt, w tym rozśpiewanych ptaków, prędzej niż później pojawi się zieleń, kwiaty, barwy i ciepłe dni.

Od wieków była to okazja do świętowania odradzajacego sie, zmartychwstającego

ŻYCIA

z jego bogactwem, różnorodnością, szczodrością – i pięknem.

Bogatą i różnorodną paletą surowców na smakołyki, kosmetyki, wspomagajace zdrowie, a i lecznicze preparaty. Jeszcze nie kolorową, wciąż zieloną tylko ledwo ledwo, tym niemniej już użytkową.

Jare Gody, Ostara, Marzanna, Wielkanoc

cieszmy się wiosną, świętujmy ją, uhonorujmy każdy po swojemu i… korzystajmy z jej dobrodziejstw!

pokrzywa marzec

Konserwacja ziół sposób 5: cukier i miód odc. I

Konserwacja w cukrze/miodzie, syropy, soki

Podobnie jak proces kiszenia lub zasolenia, doskonałym konserwantem dla roślin zielarskich są miód lub cukier. Do takich, słodkich wyrobów, należą syropy, soki, konfitury, dżemy, marmolady, galaretki, a nawet wina. Na bazie cukru i miodu da się robić także żelki, cukierki (mniej lub bardziej lecznicze), czekolady i czekoladki… lody, ciasta.

Jak widać wybór jest bardzo bogaty

Wprawdzie jakość białego cukru, dostępnego obecnie w sklepach, pozostawia bardzo wiele do życzenia, tym niemniej niektórych przetworów bez użycia cukru zrobić się po prostu nie da! Można cukier biały zastępować brązowym lub melasą. W wielu przypadkach da się wykorzystać miód, chociaż ten ostatni, sam w sobie będąc surowcem leczniczym, zawsze nieco zmienia skład przygotowywanego wyrobu. Przy czym w przetworach codziennego użytku lub kosmetykach nie ma to większego znaczenia.

Miód nie jest polecany dla osób uczulonych na produkty pszczele!

Jeżeli decydujemy się na użycie miodu, pamiętajmy, iż nie powinien to być miód spadziowy. Wszystkie pozostałe nadają się jako dodatek do przetworów zielarskich. Najlepsze są łagodne miody kwiatowe, w tym np wielokwiatowy, lipowy, mniszkowy, rzepakowy itp

Aby zakonserwować zioła miodem często wystarczy

wymieszać z nim sok lub miazgę roślinną.

W proporcji 2/3 miodu na 1/3 roślin uzyskujemy wartościową mieszankę, rodzaj intensywnego syropu. Ten sposób warto zastosować do roślin, które nie jest trudno zebrać w większych ilościach.

  • pokrzywę, uzyskując doskonały „wzmacniacz” odporności, także dla dzieci,
  • babkę lancetowatą – dla ochrony i regulowania gardła
  • liście podagrycznika
  • kwitnące pędy i młode listki bluszczyku kurdybanka
  • liście podbiału lub liście i kwiaty ślazów

Podaję tylko przykłady – sugestie. Warto samemu sprawdzić jakie smaki komponują nam się z miodem i wypróbować, choćby niewielkie ilości. Tego typu maceraty miodowe są w miarę trwałe i zachowują większość potencjału roślin świeżych.

Konieczne jest przy robieniu takich mieszanek bardzo staranne rozdrobnienie roślin. Najlepiej je zemleć lub dokładnie rozetrzeć np w makutrze.

Do doraźnego lub szybkiego wykorzystania, mniej więcej na czas około miesiąca, można w podobny sposób – mieszając z miodem – zagospodarować świeże kwiaty mniszka, wiązówki, czarnego bzu, lipy itp. Przechowywać w lodówce, w niewielkich słoiczkach.

Dandelions_(mlecz)

 

Unikam tu zwykle omawiania leczenia . Jednakże syropy są tak powszechnie znane i używane, a zarazem na tyle proste do wykonania we własnym zakresie, że odejdę tym razem od powyższej zasady. Tym bardziej, że syrop może być użyty także jako dodatek smakowy – rodzaj soku. Najpopularniejsze przykłady to „miodek” z kwiatów mniszka lekarskiego, syropy z kwiatów lub owoców czarnego bzu, róży, mięty, lipy i wiele innych

Klasyczne syropy lecznicze robi się kilkoma metodami.

Najprostszy do wykonania i zarazem intensywny w działaniu syrop uzyskamy przez ugniecenie surowca roślinnegoz cukrem lub miodem. Ta metoda nadaje się do miękkich części roślin: kwiatów, liści, większości owoców. Jej zalety to prostota wykonania i efektywność. Wadą jest nieco mała trwałość takiego wyrobu: 2 – 3 miesiące w chłodnym,ciemnym miejscu.

Jak zrobić?

miodunka

(fot. z Kursu Zielarstwa; D. Wojczyk)

Syrop z … [XYZ] : 

* cukier lub miód plus:

  • kwiaty podbiału
  • liść babki lancetowatej
  • ziele miodunki plamistej
  • kwiat mniszka lekarskiego
  • liść podbiału
  • kwiat lipy
  • liście i kwiat ślazu
  • ziele mięty
  • ziele macierzanki
  • lub inne….

Rośliny, całe lub rozdrobnione, ugniatamy (ubijamy) w słoiczkach, przesypując cukrem lub polewając miodem. Znacznie zmniejszają objętość ,zatem zużyjemy surowca przynajmniej o połowię więcej niż przewidziane naczynie! W niektórych przypadkach – drugie tyle. Trzeba się z tym liczyć…

W bardzo podobny sposób robi się popularne syropy z młodych odrostów roślin iglastych:

  • sosny,
  • jodły,
  • świerka

Zebrane pędy dzielimy na mniejsze kawałki lub zgniatamy – łatwiej uwolnią sok. W naczyniu, podczas przesypywania cukrem, wystarczy je tylko lekko ubić – zawarte w nich żywice działają konserwująco.

Syropy – soki owocowe

Tę samą metodę, tylko raczej bez ugniatania, warto zastosować do wszystkich prawie owoców miękkich – jak maliny, borówki, porzeczki, truskawki, poziomki, jeżyny… Lub wielu innych.

Jedyny wyjątek to owoc czarnego bzu, który powinien być ogrzany do ok 50 – 70 stopni.

Syropy z roślin iglastych i soki owocowe są jednymi z niewielu wyrobów zielarskich, które mogą, powinny wręcz, być wystawione na słońce.

Bardziej złożona jest technika syropów robionych z maceratów.

Jak zrobić?

Trzeba najpierw uzyskać wodny macerat z materiału roślinnego.

Uwaga!

Czas macerowania jest różny dla różnych roślin i warto sięgnąć po konkretne zalecenia. Najkrótsze maceracje to ok godziny – półtorej, najdłuższe: 2 – 3 dni

Zalewamy surowiec wodą, wrzącą lub lekko przestudzoną, pozostawiamy do maceracji. Odcedzamy, dość mocno odciskając wodę. Najwygodniej cedzić porcjami przez płótno i wycisnąć każdą starannie. Czysty macerat ogrzewamy, dodając do niego cukier lub miód, zazwyczaj w proporcji ok 1 kg cukru lub ¾ l miodu na 1 l maceratu. Ogrzewamy do temperatury bliskiej wrzeniu, utrzymując ją dla odparowania wody (zagęszczenia). Syropy gotuje się powoli i na małym ogniu, unikajmy intensywnego wrzenia! Gęstniejący syrop bardzo łatwo, szczególnie pod koniec procesu, „ucieka ” z garnka, czyli po prostu kipi!!! Czego nikomu nie życzę ;)

Uzyskane syropy zlewamy na gorąco do wyparzonych niewielkich butelek lub słoiczków.

Przykładowy przepis:

podbial kwiaty

Syrop z podbiału

kwiaty podbiału lub (po ich przekwitnięciu) liście podbiału ok 1 l (lekko ugniecione w naczyniu)

woda 1/2 l

cukier 1/2 kg

opcjonalnie kilka kropel cytryny lub szczypta kwasku cytrynowego

Kwiaty lub rozdrobnione liście zalać wrzątkiem, raz zagotować. Odstawić pod przykryciem na 5 – 10 godz (można na całą noc) do macerowania. Po tym czasie odcedzić, wyciskając starannie. Zużyte rośliny wyrzucić. Płyn wlać do szerokiego garnka, ogrzać, dodając cukier. Doprowadzić do zawrzenia, pozostawić minimalne ogrzewanie, tak, by lekko „mrugał”, do zagęszczenia. Konsystencja powinna przypominać syrop na lukier („do nitki”). Pod koniec można dodać sok z cytryny lub kwasek. Gorący zlewamy do małych, wyjałowionych wcześniej słoiczków/ buteleczek.

Ten lub bardzo podobny proces wykonania da się zastosować do wszystkich syropów, produkowanych metodą na ciepło. Można robić je monotematyczne, lub modyfikować, łącząc np wartościowe rośliny wzmacniające/ poszerzające działanie, przykładowo:

syropy czyste:

  • podbiał (kwiat lub liście)
  • ziele pierwiosnka (Uwaga – roślina uczulająca! Należy sprawdzić)
  • liść babki lancetowatej
  • kwiat wiązówki błotnej
  • kwiat czarnego bzu
  • liść i/ lub kwiat ślazu
  • liść bluszczu hedery (Uwaga – mocny surowiec!) 

Lub mieszanki:

  • podbiał + tymianek (macierzanka) + kwiat lipy
  • kwiat dziewanny + ślaz + ziele mięty
  • kwiat lipy + liść podbiału + ziele oregano
  • kwiat wiązówki błotnej + kwiat czarnego bzu + płatki róży

Zachęcam do wypróbowania własnych pomysłów/ kompozycji!

Bardzo namawiam też do wykorzystania wersji „syropowej” nie tylko dla roślin typowo z syropami kojarzonych.

Syropy, czyli słodkie wyciągi z roślin, mogą doskonale posłużyć jako:

1. dodatek smakowy:

rumianek, lipa, mięta, czarny bez (kwiat), płatki róży, fiołków

2. wspomagajacy trawienie:

kwiat mniszka lekarskiego, owoc orzech włoskiego,

3. uspokajający:

ziele lub kwiat lawendy, kwiat lipy, rumianek, marzanka wonna, melisa

To tylko przykłady i propozycje. Zastosowań może być wiele, a zrobić je naprawdę nie jest trudno!

Uwaga! Podobnie jak przy wielu innych metodach zielarskich, proponowane przepisy często mniej lub bardziej różnią się od siebie. To nie znaczy na ogół, że jedne są lepsze od innych – zróżnicowanie wynika z tradycji, własnych doświadczeń, odnalezionych lub wypróbowanych receptur…

Wybierajmy te, do których mamy zaufanie – lub takie, które sami znamy!

Jako ze temat „słodkiego przetwórstwa” zielarskiego jest bardzo szeroki…

C.D.N.

Strachy na Lachy czyli czego tu się bać?

Opory i niepewność. Lęk i obawy. Brak zaufania wobec własnych pomysłów, blokady na chęć próbowania i eksperymentów…

Cały ten bagaż problemów i zahamowań dotyczy nie tylko ziół. Odnośnie zielarstwa ten temat już poruszałam w tekście „Czy na co dzień?”, przewija się on także przez inne wpisy.

Dlaczego? Bo jest istotny!

Istotne jest jak dalece i do jakiego stopnia potrafimy uruchomić własną kreatywność, odwagę i swobodę. Spokój, z jakim podchodzimy do nowinek… Beztroskę, dzięki której dane jest nam nie przejmować się czy coś się uda, czy nie.

W świecie zielarstwa prozdrowotnego ten sposób myślenia jest bardzo znaczący i potrzebny.

Powodów jest kilka:

  • wszystko, co użytkowe w codzienności, jest łatwo dostępne w postaci „gotowców”; możemy każdej chwili pójść do przeładowanych towarem sklepów i wybrać; jedzenie, napoje, kosmetyki przywykliśmy otrzymywać w postaci gotowej lub przynajmniej półproduktów, z dołączoną „instrukcja obsługi”;
  • rośliny rodzime nauczyliśmy sie traktować albo jako nieprzydatne zielsko, albo – surowiec leczniczy; opcja użytkowania codziennego niemalże zanikła, co powoduje, że każdy „pomysł na” wydaje się nowatorski, rewelacyjny, odkrywczy…i trudny do realizacji
  • konsekwencją powyższego jest obawa przed ich używaniem i oczekiwanie dokładnych przepisów i receptur – a one często po prostu NIE ISTNIEJĄ!
  • nie mamy albo mamy bardzo niewiele starych, tradycyjnych wzorców; te zaś, które sie zachowały, są niełatwe do odnalezienia
  • współczesność oferuje nam dostęp do surowców i produktów, o które nie tak dawno jeszcze było bardzo trudno lub nie było ich na rynku wcale (jak np masła shea czy kakaowe, olej kokosowy, arganowy, laurowy, foremki z silikonu, czy choćby blendery)

To wszystko powoduje, że z jednej strony surowców i półproduktów oraz pomocy „technicznych” mamy dostatek, wrecz nadmiar. Z drugiej – odwykliśmy od samodzielności, wykonywania, a tym bardziej kreowania czegokolwiek. Nawet w tak prostych działaniach jak kulinarne, cóż dopiero o kosmetyce mówić!

Pozbywajmy sie tych nawyków, obaw i lęków. Oporów, które hamuja naszą kreatywność, inicjatywę, chęć zabawy. Pozwólmy sobie na próby – i błędy. Nie wszystko musi nam wyjść „na medal”, może się zdarzyć, że jakiś pomysł nie wypali, nie da oczekiwanych efektów, że rezultat okaże się inny niż planowaliśmy.

CÓŻ TO ZA PROBLEM???

Nie mamy obowiązku zawsze być perfekcyjni – zaś ciekawość, chęć nowości, eksperymentowanie i nowe próby daja mnóstwo radości! Budują też naszą pewność siebie i zaufanie do własnych możliwości – a to akurat cechy, które pomogą nam w każdej dziedzinie życia.

Ileż niespodzianek nas czeka jeżeli tylko uwolnimy się od „jedynie słusznych” oczekiwań!

Nie tylko w eksperymentach i zabawach z ziołami i surowcami naturalnymi!

Każdy bez wyjątku pomysł, przepis czy recepta zostały wymyślone, zaproponowane przez kogoś. Jakiegoś człowieka, identycznego z nami samymi. Współcześnie czy nie to już nie ma większego znaczenia! Różnicą jest jedynie to, że „ten ktoś” zaryzykował, odważył się, podjął wyzwanie…

Możemy zrobić dokładnie to samo!!!

Uwaga!!!

Nie zajmujemy się leczeniem!!!

Nie podejmujemy zatem celowych działań leczniczych i prób tworzenia mieszanek leczących,

o ile nie mamy wiedzy wystarczającej do ich komponowania!

Pozostałe zasady są proste:

  • wszelkie inne działania, służące zdrowiu, stałemu, regularnemu użytkowaniu roślin opierajmy na tych surowcach, które znamy
  • w działaniach kuchennych bazujmy na znanych sobie przepisach i potrawach, modyfikując je przez dodatek roślin „nietypowych”
  • kosmetycznie zapoznajmy się ze „sposobami bazowymi” – np wyrobu mydła, kremu, kul kapielowych – na tyle, na ile czujemy się na siłach i mamy ochotę
  • wszelkie modyfikacje powyższych metod traktujmy jako zabawę, wyzwanie, eksperyment; co nam wyjdzie to wyjdzie, wszystko będzie przydatne, chociażby jako doświadczenie!
  • NIE używamy w tego typu próbach roślin trujących i o mocnym działaniu leczniczym; reszta (znacznie bogatsza!) pozostaje do naszej dyspozycji…

Konserwacja ziół sposób 4: kiszenie i solenie

Kiszenie lub solenie

Obie te metody, kulinarnie znane i często stosowane (jak choćby kiszenie ogórków lub kapusty), bardzo rzadko są wykorzystywane w stosunku do ziół.

A są to proste i wartościowe sposoby na przechowanie roślin i ich potencjału przez dłuższy czas! W zielarstwie profilaktycznym warto poświęcić im nieco uwagi i miejsca.

 

Kiszenie

barszcz screen

Młodziutkie licie i pędy 

barszczu zwyczajnego (Heracleum sphondylium L.)

(fot. z Kursu Zielarstwa; D. Wojczyk)

Kiszona kapusta, ogórki, buraki, mąka żytnia lub owsiana (żur) są dla nas oczywistością. Mało kto jednak pamięta, że powszechnie używana dla kiszonych zup nazwa „barszcz” pochodzi od nazwy rośliny –  barszczu zwyczajnego (Heracleum sphondylium L.), której liście były jednym z wyżej cenionych surowców na kiszonki spożywcze.  Kiszenie roślin (jak wszystkie fermentacje), znane jest od wieków i bardzo długo stanowiło bardzo ważną metodę zachowania ich przydatności spożywczej. Ten, jeden z najstarszych historycznie rodzajów przetwórstwa, był charakterystyczny dla naszej rodzimej kultury (Słowian).

Kisić  można niemal wszystko: wspomniany już barszcz, liście wielu roślin zielnych, jak choćby podagrycznika, jasnoty, pokrzywy, liście i łodygi łopianu, dzięgli, liście drzew (lipy, brzozy), różne kłącza i bulwy. A także niemal wszystkie warzywa ogrodowe, wiele owoców – np jabłka, gruszki, śliwki, dynie, owoce dziko rosnące. Warto puścić wodze wyobraźni…

Nie nadają się do kiszenia rośliny motylkowe – ze względu na wysoką zawartość białka.

Kiszenie jest metodą niesłychanie prostą i wręcz podnoszącą wartość zielarską używanego surowca. Zakiszone liście lub owoce nabierają oryginalnego, ciekawego smaku, zaś zawarte w kiszonkach składniki znacznie wzbogacają ich  potencjał. Podobnie jak w kiszonej kapuście czy ogórkach, znajdziemy w innych kiszonkach sporo witamin, w tym C, oraz łatwo przyswajalne mikro i makroelementy.

Z punktu widzenia profilaktyki zdrowia jest to bardzo wartościowa metoda konserwacji roślin. 

 

Inna, mocno zapomniana i traktowana po macoszemu metoda, którą warto być może nieco „odkurzyć”, czyli:

Solenie

listki krwawnik skreen

Młodziutkie listki krwawnika

(fot. z Kursu Zielarstwa; D. Wojczyk)

Jest  znanym od wieków sposobem konserwacji. Nie tylko roślin zresztą… Istnieją przesłanki, iż sól, pozyskiwana z wody morskiej oraz łatwo dostępnych solanek powierzchniowych, była znana jako konserwant już w okresie paleolitu.

Z pewnością jako ceniony sposób konserwacji, solenie stosowano w czasach starożytnych. Nie tylko dla jego wygody – sól traktowano w wielu kulturach jako substancję świętą, dar od Bogów (Boga). Składano ją w ofierze, była środkiem płatniczym, tworzono handlowe „szlaki solne”, podobnie jak „jedwabne” lub „bursztynowe”. Historia soli to bardzo ciekawa „przygoda z przeszłością” 

chleb

źródło – internet

W naszym regionie solenie zyskało na popularności w czasach, kiedy sól stała się tańsza i łatwiej dostępna, dzięki zwiększonemu wydobyciu w nowych kopalniach. Czyli mniej więcej w XIII – XIV w. Z powodzeniem zatem może być uznane za metodę „prastarą”…

Dzisiejszy odwrót od tej metody ma kilka przyczyn. Jedną z ważniejszych jest z pewnością bardzo niska jakość powszechnie dostępnej soli – ale tę akurat przeszkodę nie jest trudno ominąć. Kolejna to zalecenia ograniczania soli w pokarmach. Cóż, ten problem również zniknie, jeżeli zachowamy umiar i zdrowy rozsądek… i użyjemy soli dobrej jakości.

Do zasolenia nadaje się bardzo wiele roślin zielnych, szczególnie te pasujące smakiem do potraw słonych i pikantnych.  Szczaw, krwawnik, bluszczyk kurdybanek, liście dzięgli i wiele wiele innych. Z dzieciństwa pamiętam solony koperek, pietruszkę, lubczyk i szczaw, ale pomysłów na takie wyroby można mieć, jak widać, bardzo wiele! Podobnie jak kiszenie jest to metoda prosta i tania, pozwalająca na przechowanie w miarę świeżych roślin przez długi czas!

Pisząc o soleniu ziół nie sposób pominąć innej jeszcze metody wykorzystania tego cennego skądinąd minerału w połączeniu z potencjałem zielarskim, a mianowicie

Soli ziołowych

Nie  jest to, jak łatwo się domyślić, wynalazek współczesny. Jako przykład wybrałam pośród wielu mieszanek przyprawowych tego typu mało znaną, a bardzo oryginalną i atrakcyjną, gruzińską kompozycję „swańska sól”

skladniki-na-swanska-sol-przyprawe-gruzinska

Składniki mieszanki – ze strony „Oblicza Gruzji”

Istnieją oczywiści i inne, bardziej lub mniej współczesne pomysły. Nierzadko powstające spontanicznie, pod wpływem impulsu, chwili, potrzeby. Nie tylko kulinarne – sól nadaje się wyśmienicie do na przykład urozmaicania kąpieli, co jest zresztą jej zastosowaniem,  podobnie jak inne, znanym od wieków!

Z ciekawszych pozwolę sobie przypomnieć:

– kulinarnie: „zdrową sól” z pokrzywą lub sezamem,

– kosmetycznie: szyszki kąpielowe z solą sosnową

I jak zwykle wskazówka:

to zaledwie maleńki fragment tego,

co da się „wyczarować” z ziół

dla stabilizacji, poprawy i utrzymania zdrowia i dobrej kondycji!