Moda na zioła?

Kolejny raz apeluję,

szczególnie do zbieraczy i pasjonatów młodych (niekoniecznie wiekiem!)

o coś, o czym pisałam już wielokrotnie:

CIERPLIWOŚCI!!!  

Jako ta „zaprawiona w bojach” pozwolę sobie na kilka uwag :)

Kiedy zaczynałam pracę z roślinami i zbieranie wiedzy o nich, własną, że tak to określę, zielarską przygodę,

 NIE BYŁO takich jak dziś kursów, szkoleń, możliwości…

Poza wprawkami z dzieciństwa i to z ludźmi nie mającymi naukowej wiedzy botanicznej, jak np moja Babcia – zielarka lub Dziadziuś – pasjonat, moje przygotowanie do poznawania roślin to był 1 semestr botaniki podczas studiów. Nie istniała farmakognozja, nie było opracowań biochemicznych ani rozlicznych „jedynie słusznych” diet.

Była za to tradycja i pamięć o wiedzy i doświadczeniu pokoleń. I od nich zaczynałam…

Tak sobie często myślę, że miałam sporo szczęścia! To, co wiem i umiem dziś, aż do wiedzy terapeutycznej, to własna praca i praktyka. Trwająca przez lata…. Tomy książek, godziny na łąkach, polach, w lasach i nad wodami, setki rozmów, poszukiwań, prób i błędów, poznawania Natury – i siebie!

Z konieczności spokojnie, powoli, bez presji i sztucznego wyścigu, chociażby z samą sobą!

***

Dziś „na oko” jest łatwiej, można te wiedzę gromadzić  szybciej. Mamy internet, kursy, spisy, materiały (w tym obcojęzyczne), badania itd itp. Z jednej strony to wszystko ułatwia start – z drugiej, cóż, wielość możliwości, czasem sprzecznych informacji i danych, powoduje zamęt.

W dodatku większość nowych pasjonatów ziół chce mieć informacje od A do Z „na już”, teraz, zaraz, natychmiast!  Wieloletnie nawyki myślowe pchają nas do pośpiechu, gromadzenia, korzystania ze wszystkiego naraz…

Tak się nie da! 

Gotowe pomysły, gotowe rozwiązania, przepisy są oczywiście przydatne, ale pokażcie mi proszę panią domu, która po przeczytaniu książki kucharskiej umie perfekcyjnie gotować! Albo dziecko zdolne napisać pełne, zgrabne zdania, jedynie po zapoznaniu się z alfabetem!!!

003

Proces nauki z samej swojej natury jest stopniowy, etapowy. Wymaga czasu i ćwiczeń. Skupienia uwagi na poszczególnych elementach wiedzy – z czasem coraz liczniejszych….

Natura nam nie ucieknie. Jak pisałam już kiedyś – czego nie zbiorę w bieżącym roku, znajdę za rok. Lub zastąpię czymś innym…

Tu może ktoś zaoponować: ale trzeba wiedzieć, czym!

Teoretycznie – tak! Jednak jeżeli traktujemy rośliny zbierane z dzikich stanowisk „po prostu”, używamy ich na co dzień, gromadzimy na zimę dla wzmocnienia i wspomożenia organizmu, to owa wybiórczość (co na co) staje się nieważna! A przynajmniej – mniej istotna…

Leczenie zaś przy pomocy ziół i preparatów zielarskich czegokolwiek – to naprawdę wiedza i umiejętność dla znawców!!!! 

Stopniowe przyzwyczajenie do odmienności jest zresztą korzystne dla nas.

Czy dziecku, które odstawiamy od piersi, podajemy od razu w zamian pełny obiad? NIE! Powoli i etapami wzbogacamy mu dietę o inne pokarmy, pozwalając na przyzwyczajenie się do „nowinek”. Odmienny sposób odżywiania z włączeniem dzikich roślin dla większości z nas jest nie mniejszą „nowinką”. Warto o tym pamiętać.

To jedna strona medalu. Druga jest taka, że nie mamy najczęściej żadnego pojęcia o tym, co tak naprawdę nam zasmakuje, przyda się, a nawet posłuży… Oduczyliśmy się słuchać swego ciała, badać delikatnie i z miłością jego potrzeby. Stopniowo – nie naraz! Przypomina mi się prastara anegdotka o ciężkim kacu i przekonaniu, że „to ten grzybek zaszkodził” ;) (W innych wersjach – śledzik…)

Jeżeli nasz organizm zareaguje nieoczekiwanie,

nie odgadniemy CO było przyczyną,

fundując mu cały zestaw nowinek.

Z tym wszystkim warto połączyć świadomość, że Natura, dając, potrzebuje szacunku i umiaru z naszej strony!

„Primum non nocere” – „Po pierwsze nie szkodzić”!

Ta zasada dotyczy nie tylko przysięgi Hipokratesa i leczenia ludzi, ale także wszelkiego życia i jego harmonii wokół nas!

A w każdym razie – powinna!

***

O rany… No i wyszedł mi elaborat „pouczający”. Proszę o wybaczenie każdego, kto poczuł się dotknięty lub urażony; nie miałam takiego zamiaru!

Ale tak właśnie, niestety, wygląda często w moich oczach współczesna „moda na zioła”…

Cieszy mnie ona ogromnie – tym niemniej wielokrotnie brakuje w niej umiaru i stonowania.

Łagodności. Radosnego odkrywania Natury – i siebie w Niej i z Nią. 

Cierpliwości właśnie!

Której wszystkim pasjonatom z całego serca życzę!!!! 

Podobne wpisy: „Z szacunku do Natury” ;„A to na co jest?”; „Czy na co dzień?”; oraz artykuł

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Moda na zioła?

  1. Witaj Hanno, pięknie i bardzo prawdziwie to napisałaś. Serdeczne dzięki. Pozdrawiam. Kazia

  2. Bardzo mi się ten elaboracik podoba. Moda powoduje, że każdy chce od razu wszystko. Zbiera się każde ziółko jakie udało nam się poznać, bo ziółko jest cenne i słyszeliśmy, że ma wspaniałe własciwości. Potem w domu jest kopa ziół i…. Pewnie po jakimś czasie są wyrzucane, dobrze jeśli są chociaż użyte do kąpieli, też to przeszłam na początku.
    Teraz też korzystam z natury ale pomalutku. Zbieram tylko to co wiem, że będzie potrzebne, i co lubię.
    Pozdrawiam Regina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s