Jak to z tym barszczem??? (część 1)

Od kilku lat, wraz z nadchodzącym wczesnym latem, w internecie, a także o ile wiem, prasie oraz innych mediach, powraca temat barszczu. Dokładniej zaś: barszczu Sosnowskiego, nie należącego do naszej rodzimej flory, ale sprowadzonego w okresie PRLu jako roślina pastewna. Obecnie już od lat nie uprawiana, ale dość często spotykana na dzikich stanowiskach.

Klimat najwyraźniej jej się spodobał…

Ciekawostką jest fakt, że barszcz Sosnowskiego i jego omawiany niżej krewniak,

swoja karierę w Europie Zachodniej rozpoczęły już w XIX w jako rośliny ozdobne!

Dziś jest zgoła inaczej. Kiedy zdarza mi się słyszeć lub czytać nagrania lub artykuły na temat barszczu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że histeria wokół tej rośliny przekracza wszelkie granice rozsądku.

Na podstawie medialnych rewelacji można ją posądzić bez mała

o atakowanie ludzi!!!

Efektem takiego zastraszania jest po pierwsze zupełnie zbędny i nikomu nie służący, rosnący poziom lęku. Strach przed Naturą i tak jest współcześnie nierzadki, zaś w obliczu szerzonej paniki urasta do irracjonalnych rozmiarów! Spotkałam się z panicznymi właśnie reakcjami na widok łąki z kwitnącym krwawnikiem, lub jakąkolwiek rośliną o białych baldachach kwiatów. Samo zaś słowo „barszcz” w kontekście flory, wywołuje natychmiast falę obaw i niepokoju.

Po drugie owa panika przyczynia się do bezkrytycznego niszczenia wszystkiego, co chociażby odlegle barszcz Sosnowskiego przypomina. Należy on do rodziny selerowatych, bardzo licznie reprezentowanej w naszej florze. I niestety, nawet dalekie podobieństwo bywa powodem likwidacji różnych roślin. W tym, na przykład, do niedawna jeszcze chronionego i wciąż rzadkiego, Arcydzięgla litworu.

Po trzecie zaś obawy i strach, połączone z nazwą „barszcz”, nie pozwalają na obiektywne poznawanie ani ewentualne wykorzystanie rodzimego gatunku z tego rodzaju. A szkoda…

A zatem… jak to z tym barszczem?

Na tak zadane pytanie odpowiem pytaniem: z którym?

Nazwa „Barszcz” określa rodzaj roślin, w jego obrębie wyróżnia się kilkadziesiąt gatunków i podgatunków. W Polsce można spotkać kilka z nich. Nie podejmuję się omawiania w tym i tak dość obszernym wpisie, wszystkich gatunków tego rodzaju, rosnących u nas. Na jego potrzeby wystarczy wspomnieć trzy:

    • typowym dla naszej flory i środowiska jest rodzimy Barszcz zwyczajny, nazwa łacińska Heracleum sphondylium L.

    • odsądzany „od czci i wiary” gatunek wywołujący wspomnianą panikę, to napływowy Barszcz Sosnowskiego, Heracleum sosnowskyi Manden

    • kolejnym spotykanym w Polsce gatunkiem jest nie mniej niż poprzednik uciążliwy, za to prawie nie wspominany, również „imigrant”, Barszcz Mantegazziego, Heracleum mantegazzianum Przy czym oba te sprowadzone gatunki są określane jako „barszcz kaukaski”, nie do końca też ustalona jest ich systematyka. Naturalnie wystepują na Kaukazie i tam są roślinami rodzimym

Jest niezaprzeczalnym faktem, że oba barszcze „kaukaskie”, sprowadzone przed laty jako pastewne, są obecnie bardzo kłopotliwymi roślinami inwazyjnymi. Nie tylko w Polsce. Swoją złą sławę zawdzięczają wysokiemu stężeniu obecnych w soku i wydzielinie na powierzchni (we włoskach) fotokumaryn. Związki te w kontakcie ze skórą ludzi i zwierząt, w obecności światła słonecznego /ultrafioletowego powodują fotodermatozę, rodzaj oparzenia II i III stopnia. To zagrożenie wzrasta przy wysokich temperaturach i dużej wilgotności powietrza. Są lotne, co przy upalnej i wilgotnej pogodzie może skutkować oparzeniem (a raczej podrażnieniem) nawet bez dotykania rośliny. Może też pojawić się podrażnienie układu oddechowego. Trzeba jednak znaleźć się dość blisko rośliny na dłuższy czas. Zbliżanie się do tych roślin jest natomiast niewskazane dla osób chorych na astmę lub ze skłonnością do alergii!

Objawy skórne występują nie od razu, czasem nawet po ok 2 godzinach od kontaktu. Oparzenie jest bolesne, dokuczliwe, goi się długo i opornie, zaś nawet po zagojeniu skóra pozostaje nadwrażliwa na światło. W miejscach po podrażnieniach łatwo ciemnieje pod wpływem słońca. Ten efekt utrzymuje się nawet kilka lat.

Zagrożenie znacznie maleje, a nawet znika, kiedy jest chłodno i słońce nie operuje bezpośrednio. Nawet przy takiej pogodzie jednak, lepiej nie dotykać ani nie zrywać żadnego z barszczy kaukaskich. Szczególnie gołymi rękami.

Podkreślam: żadnego z barszczy kaukaskich!

Czyli dwóch wymienionych gatunków napływowych!

Podkreślam też, że opisane powyżej działanie dotyczy kontaktu ze skórą i śluzówkami soku z roślin w stanie surowym. Kiszone były stosowane jako pasza. Zrezygnowano z nich głównie z powodu kłopotów ze zbiorem i zagrożeniami zdrowia ludzi. Nie jest to zatem roślina trująca, należy ją raczej okreslić jako toksyczną.

A zatem odpowiadając na tytułowe pytanie: z barszczem Sosnowskiego oraz Mantegazziego należy zachować daleko idacą ostrożność, nie zrywać, nie zbliżać się podczas słonecznej, ciepłej pogody. Jeżeli mamy podejrzenie, że spotkaliśmy któregoś z tych jegomości, najlepiej jest po prostu ominąć je z daleka.

Jeżeli z jakiegoś powodu mieliśmy kontakt z wyżej wspomnianymi barszczami, warto jak najszybciej starannie umyć skórę w miejscu kontaktu. Najlepiej wodą z mydłem.

Więcej informacji na temat działania tych roślin można znaleźć obecnie w wielu miejscach, chociaż często w panikarskim tonie. Oba barszcze pochodzące z Kaukazu i ich krzyżówki są objęte zakazem uprawy i rozpowszechniania. Ich spontaniczne występowanie może być zgłaszane. Jako przybysze „z zewnątrz” rosną głównie tam, gdzie istniały ich uprawy i „zdziczały”, czyli po prostu zajęły dzikie stanowiska.

Jak je rozpoznawać? Oba omawiane gatunki wyróżniają się przede wszystkim rozmiarami. Są to rośliny naprawdę olbrzymie! Wysokość 2- 4 m jest normą, dorastają i do 5 m. Z rodzimej flory dorównać im może jedynie chyba wspomniany wcześniej Arcydzięgiel litwor lub Arcydzięgiel litwor nadbrzeżny. Stosownie dużych rozmiarów są też liście i kwiatostany. I tu też istotna różnica, Arcydzięgiel ma kwiatostan kulisty, Barszcz – parasolowaty.

Barszcz Sosnowskiego w całej krasie

Liście barszczu Sosnowskiego

Liść barszczu Mantegazziego

Poniżej zamieszczam link do strony umożliwiającej zgłaszanie „podejrzanych”. Znajduje się tam też bardzo staranny i dokładny opis różnic pomiędzy barszczami kaukaskimi, a roślinami najbardziej do nich podobnymi:

Jak odróżnić barszcz Sosnowskiego

Oraz jeszcze jeden opis różnic:

Jak łatwo się pomylić, rośliny podobne do barszczu

Pamiętajmy!

Barszcz Sosnowskiego nas nie zaatakuje, nie wyskoczy zza krzaka!

***

Jako olbrzymia roślina jest widoczny z daleka i nawet na odległość można się mu przyjrzeć.

Nie pojawi się też na łące/ nad rzeką/ przy drodze ani gdziekolwiek znienacka!

***

Aby urosnąć, potrzebuje czasu.

Swoje olbrzymie rozmiary prezentuje już jako wiosenna

rozeta liściowa, zanim wypuści pęd kwiatowy.

Liście barszczy kaukazkich znacznie przewyższają wielkością

wszystkie inne, jakie możemy spotkać w terenie.

Nierzadko już młode osiągają niemal 1 m kwadratowy powierzchni!

***

Mam nadzieję, że powyższe rozważania pomogą zrozumieć

temat „drapieżnych” barszczy!

CDN

***

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z internetu

Obrazek wiodący to zbliżenie kwiatostanu barszczu Sosnowskiego

5 uwag do wpisu “Jak to z tym barszczem??? (część 1)

  1. Słyszałam gdzieś, że korzenie barszczu Sosnowskiego są jadalne po obróbce, może w ten sposób walczyć z ty inwazyjnym gatunkiem?

  2. Do walki z barszczem świetne są owce! Jednak musi to być w okresie młodości tejże rośliny. Owce wspaniale sobie radzą wygryzając go do cna, po kilku posiedzeniach, nie ma śladu po koledze :)

  3. Różne są metody i sposoby, mniej lub bardziej przydatne :)
    W tym wpisie natomiast bardziej chodziło mi o wskazanie niepotrzebnego lęku i rady poznawcze, niż zagłębianie się w metody niszczenia roślin… Miejsc, w których można znaleźć takowe jest naprawdę niemało!
    Dziękuję za komentarz :)

  4. Nie byłaby to zbyt wydajna ani wygodna metoda… Barszcze mają mocne korzenie i łatwo się z nich mnożą, podejrzewam, że bardziej pomogłoby się im rozrastać takim sposobem niż je usuwać ;)
    Nie mówiąc już o tym, ze akurat te dwa gatunki nie są zbyt przydatne jako pokarm dla ludzi…
    Pozdrawiam :)

  5. moi znajomi od lat z wysuszonych łodyg robią rużne piękne przedmioty,a sama roślina jest tak przepiękna i majestatyczna że gdybym mia łwiększy teren to nie obraziłbym się gdyby zadomowiła sie na nim. Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s