Wiosna cd – przypomnienia, propozycje…

Niebawem już,

wraz z marcową Równonocą,

zawita do nas wiosna „kalendarzowa”.

IMG_7100

Tej „realnej” oczywiście nie sposób przewidzieć dokładnie, tym niemniej prędzej czy później, cieplejsza lub chłodniejsza, sucha czy też mokra – nadejdzie! Przedwiośnie zaś trwa w najlepsze, pomimo nawracających śniegów i przymrozków.

W kolejnym wpisie zatem wiosenne „przypomnienia” oraz garść innych pomysłów!

Przypominajki:

Zbiór soku z drzew (klonu, brzozy)

liście brzozy

Sosna i jej surowce

odrosty sosny

Wiosenne kwiaty

P1210256

 W linku propozycje z bloga Gosi Kalemby Dróżdż „Trochę inna cukiernia”.

Warto nadmienić, że w podobny sposób da się konserwować nie tylko fiołki.

Stąd na zdjęciu zamiast nich – stokrotki!

Mniszek po raz „enty”

mniszek

Bardzo wczesnym surowcem wiosennym

są także liście, w tym krzewów i drzew.

Dziś dwa mniej popularne przykłady:

Czarny (dziki) bez – Sambucus nigra L.

screen bez cz

Młodziutki liść czarnego bzu

Roślina dziko rosnąca, wieloletnia, krzew

Bipocenoza – rośnie w lasach i zaroślach, na obrzeżach łąk, pól i pastwisk, często przy domach; w polskich górach po regiel dolny

Kolejny niezwykle wartościowy i często zapominany surowiec spośród potencjału roślin dziko rosnących. Krzewy czarnego bzu są tak wszechobecne, że traktuje się je w naszych zaroślach jako chwasty. Często też spotyka się opinię, że jest to roślina trująca, a co za tym idzie – nieużytkowa. Prawda w tym przypadku leży pośrodku. W czarnym bzie faktycznie zawarty jest sambunigryna, trujący składnik o budowie bardzo zbliżonej do trucizny psiankowatych – solaniny. Jednak związek ten ulega rozpadowi pod wpływem temperatur w granicach 50 – 60 stopni. Toteż żadnych części bzu nie jada się i nie użytkuje na surowo! Można natomiast – i warto – wykorzystywać je na różne sposoby po ogrzaniu. Najczęściej używane kwiaty i owoce bzu są wyśmienitymi surowcami kulinarnymi i kosmetycznymi, przydatnymi w szeroko pojętej proflaktyce.

Surowcem zielarskim są liście, kwiat, owoc, a także kora i korzeń. Użytkowym: liść, kwiat, owoc

Kwiat czarnego bzu to przede wszystkim głębokie oczyszczanie organizmu, działanie moczopędne i regulujące pracę nerek, obniżające gorączkę, antyseptyczne, lekko wyksztuśnie.W zakresie przeciwgorączkowym i wspomagającym leczenie infekcji są wielokrotnie silniejsze niż popularnie stosowana lipa. Owoce także działają napotnie, oczyszczająco i przeciwgorączkowo, są jednak również, ze swą bardzo wysoką zawartością antocjanów (ciemnoczerwony barwnik), wyraźnie przeciwbólowe, wspomagają i regulują pracę serca i ciśnienie krwi, obniżają poziom cukru. Są używane do leczenia i stabilizowania wszelkich schorzeń o podłożu zaburzeń przemiany materii, bakteryjnym i wirusowym. W postaci powidełek lub dżemu mają działanie rozwalniające, przy okazji oczyszczające jelita – bardziej grube niż cienkie. Tak kwiaty jak i owoce stosuje się w takich schorzeniach jak migreny, nerwobóle, biegunki, choroby reumatyczne, i neurologiczne. Liście, zbierane przed zakwitnięciem, dają przyjemną w smaku herbatkę o właściwościach bardzo zbliżonych do zielonej herbaty. Mają też działanie przeciwwirusowe. Kora i korzeń, w warunkach domowych stosowane rzadko, mają działanie moczopędne i czyszczące nerki – silniejsze niż kwiat i owoc.

Z kwiatów oraz owoców bzu przyrządza się wiele smakowitych potraw i przetworów. Syrop lub napój musujący z kwiatów są orzeźwiające, lekko wychładzające, zachowują też pełne spektrum właściwości detoksykujących. Kwiaty bzu smażone w cieście stanowią oryginalny przysmak – we Włoszech, szczególnie w Toskanii i Umbrii, są potrawą tradycyną. Owoce nadają się na powidła, dżemy, soki, syropy, marynaty, wina; można też przyrządzać je w soku własnym. Są świetnym, smakowym i barwnikowym dodatkiem, do przetworów z innych owoców – jabłek, śliwek, dyni itp. Owoców bzu używano dawniej do fałszowania drogiego wina Porto – dla nadania mu właściwego koloru. Takie praktyki doprowadziły, między innymi, do wysokiej oceny wartości leczniczych wspomnianego wina…

Młode liście, najmniej chyba rozpowszechnione w zastosowaniu codziennym, użytkowano od wieków. Współcześnie opisywane są jako „czysta prewencja”, surowiec łatwo dostępny już od bardzo wczesnej wiosny, cenny i bogaty w ogólnym działaniu na organizm. Warto o nich pamietać. Liście najlepiej zbierać młode, przed kwitnieniem roślin.

Bez dostarcza także surowców kosmetycznych – głównie kwiaty i liście. Przez wieki każda dbająca o wygląd niewiasta przygotowywała sobie „wodę bzową”. A oto przepis na ten stary środek, z pewnością lepszy od wielu dzisiejszych przeładowanych chemią kosmetyków:

„[…]Wypełnić pojemnik kwiatami bzu, ubić i zalać około dwoma litrami gotującej wody.

Po ochłodzeniu dodać 75 gram czystego spirytusu. Przykryć płótnem i odstawić na kilka godzin w ciepłym miejscu. Po ochłodzeniu przecedzić następnie i przelać do butelek i szczelnie zakorkować.[…]”

Taka woda, o trwałości kilku miesięcy, jest niezastąpiona w pielęgnacji twarzy, dekoltu – oczyszcza, pojędrnia, zmiękcza, usuwa zaczerwienienia i zmiany ropne, wygładza, nadając cerze świetlistości. Można ją stosować także do wklepywania pod oczy. A nie jest to jedyny sposób na kosmetyczne wykorzystanie surowców z bzu. Przykładowo mogą to być również parówki, kąpiele, dodatek do płynów i balsamów do ciała, kremów oraz toników. Napar lub odwar z liści bzu doskonale poprawia jakość i wygląd np skóry rąk.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo – napary, odwary, wyciągi, syropy, soki, powidełka;

proflaktyczne – jako wyroby spożywcze i kosmetyczne;

kulinarnie – jako surowiec na herbatki, soki, konfitury, dżemy, powidła, wina, dodatek do innych przetworów, marynaty, jako barwnik spożywczy (np do lukru);

kosmetycznie – jako „woda bzowa”, składnik kąpieli, toników, płynu pod oczy, balsamów, mydeł; sokiem z owoców dawniej barwiono brwi i rzęsy;

Malina właściwa – Rubus idaeus L.

liść maliny

Młodziutkie listki malin

Roślina dziko rosnąca lub uprawiana, wieloletnia krzew

Biocenoza – rośnie lasach, zaroślach, ziołoroślach, na zrębach, na zboczach; na niżu i w górach do 2000 m n.p.m. Preferuje luźne, niezbyt suche, żyzne gleby; uprawiana – w ogrodach lub sadach owocowych

Maliny, w odróżnieniu od wielu innych roślin zielarskich, nie trzeba w zasadzie rekomendować. Jest powszechnie znana, także jako roślina lecznicza. Jednakże warto poświęcić jej kilka słów, chociażby dlatego, że jej bogaty potencjał zielarski jest zwykle niewykorzystany! Malinę – szczególnie sok z owoców – kojarzy się zwykle z działaniem rozgrzewającym i przeciwgorączkowym. I nic ponadto. Tymczasem ten popularny także w ogrodach krzew ma znacznie więcej zastosowań!

Surowcem zielarskim jest owoc i liść. Użytkowym: liśćie (w tym fermentowane), owoce, kwiaty

Owoce, poza działaniem napotnym i przeciwgorączkowym, są bardzo silnym „wzmacniaczem” organizmu, ze względu na wysoką zawartość wielu minerałów i witamin. Liście, działając w podobnym zakresie, są jeszcze silniejsze; ponadto działają moczopędnie, żółciopędnie, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, ściągająco, oraz poprawiają przemianę materii. Doskonale spisują się także jako środek rozkurczający mięśnie gładkie – głównie w obrębie układu pokarmowego i macicy. Liści maliny nie stosuje się dla kobiet w ciąży! Mogą spowodować plamienie, a nawet poronienia. Doskonale natomiast sprawdzają się w mieszankach przy kolkach (wątrobowej w połączeniu z np dziurawcem, nerkowej – z liśćmi lub pączkami brzozy) oraz bolesnym miesiączkowaniu – np z krwawnikiem i miętą lub rumiankiem.

Kosmetyczne zastosowania malin są rzadkie i raczej sporadyczne. Dawniej wywar z liści w połączeniu z potażem służył do farbowania włosów na czarno. Dziś wykorzystuje się raczej owoce do maseczek lub liście jako łagodzące toniki. Bardzo dużo znanych jest natomiast kulinarnych zastosowań owoców maliny. Od spożywania ich na surowo, poprzez desery, ciasta, soki, do wyrobu konfitur, galaretek, a także win i nalewek. Wszystkie wyroby malinowe zachowują większość właściwości surowego owocu.

Młode, wiosenne malinowe listki stanowią doskonały surowiec na wzmacniające, rozgrzewające, mineralizujące i herbatki.  Są też po prostu smaczne! Można je dodawać do surówek.  

Z  fermentowanych liści malin w połączeniu z liśćmi jeżyny i poziomki sporządza się tzw „herbatkę zimową”, mineralizującą,  wspomagającą odporność i rozgrzewającą.

Rodzaje zastosowań:

lecznicze – napary, odwary, soki, przecier z owoców, wino;

profilaktyczne – surowe owoce, soki, galaretki, konfitury, „herbatka zimowa”;

kulinarne – wszelkie możliwe zastosowania owoców;

kosmetyczne – maseczki witaminizujące, napary z liści do kąpieli lub jako tonik;

U progu sezonu

Wiosna się budzi!

Wraz z nią mnóstwo wartościowych surowców,

soków z drzew, pączków, młodych roślin, kwiatów…

Bogactwo odnawiającego się życia w coraz większym wyborze!

Wszystko, co żyje, odnawia się i budzi w tym okresie, przynajmniej w klimacie, jaki nas otacza. Rośliny rzecz jasna także. Jednak fakt, że odnawiają się i budzą nie oznacza, że wszystko jest od razu do wykorzystania, opisania, klasyfikacji i zbioru!!!

Natura ma swój własny rytm i nie zmienimy go naszą presją ani niecierpliwością – pisałam już o tym kilkakrotnie i powtarzać będę do znudzenia. Rytm odmienny w dodatku w różnych latach, regionach, okolicach. Aby się nie dublować – tu niektóre wcześniejsze refleksjie na podobny temat:

Poza innymi tematami przewija się zwykle wiosną temat oznaczania „co jest czym”. Tu również, jak we wszystkim, co związane z Naturą, potrzeba cierpliwości. Oraz doświadczenia, które przychodzi z czasem. Jako że wiosenny wygląd roślin często bardzo znacznie odbiega od ich ostatecznego kształtu! Niektóre rośliny da się dość szybko i łatwo rozpoznać w bardzo wczesnych stadiach rozwoju – innych nie. Podobnie zresztą jak z użytkowaniem. Sporo roślin, w tym z grupy jadalnych, można i warto użytkować od najwcześniejszych etapów ich wzrostu. Są i takie surowce, które dostępne będą wyłącznie wczesną wiosną (przykłady TUTAJ). Ale niemało znajdzie się także tych, którym lepiej jest pozwolić urosnąć, rozwinąć się, dojrzeć…Zachować wzmiankowaną tylekroć – cierpliwość.

Niemal równolegle z tematem rozpoznawania pojawia się zwykle kwestia nazw. Nazewnictwo roślin to temat w moim odczuciu zasługujący na osobny wpis. Popełniłam już zresztą takowy: „O rozpoznawaniu”, mam zamiar temat nieco rozbudować, ale… po kolei.

 Tutaj wspomnę tylko, że nazwy roślin są wyłącznie określającymi je słowami, wymyślanymi przez ludzi i, jak to często bywa, niejednorodnymi. Oczywiste jest na przykład, że są odmienne w różnych językach. Sporo istnieje też nazw zwyczajowych lub regionalnych.

Z kolei elementarny podział roślin i przypisanie im nazw, czyli systematyka, wykorzystuje nazwy łacińskie i też nie jest idealnie jednolita! Tu także na przestrzeni czasu zachodzą zmiany…I nie ma sensu kruszyć kopii o takie czy inne brzmienie. 

Kluczem do sensownego i celowego poszukiwania wydaje się raczej praktyczna znajomość konkretnych roślin.

Pod jaką nazwą, to rzecz umowna! 

Poniżej dwa opisy roślin typowo wiosennych, których nazewnictwo jest mocno zróżnicowane, nawet to łacińskie! Nie zmienia to jednak w niczym ani samych roślin, ani ich użytkowania.

 

Ziarnopłon wiosenny – Ranunculus ficaria L. ( Ficaria verna Huds.)

1024px-Ranunculus_ficaria,_from_Rize_DSC06931

fot. z Wikipedii

Roślina dziko rosnąca, zielna, bylina

Biocenoza: wilgotne łąki, prześwietlone lasy liściaste i zarośla, parki, sady, brzegi zbiorników wodnych, rzek i źrodeł

Ziarnopłon, jak wskazuje określenie „wiosenny”, to roślina bardzo wczesnej wiosny. Inna jego dość rozpowszechniona nazwa to pszonak, pszonek lub jaskier (jaskierek) wiosenny. Jego listki pojawiają się jako jedne z pierwszych zielonych zwiastunów kolejnego cyklu Natury.

Jest niewielką, płożącą roślinką, czasem o wznoszących się pędach. Nigdy jednak nie wyrasta wysoko. Zarasta często dywanowo spore połacie, niknąc z czasem w rozrastającej się zieleni innych roślin.

Ziarnopłon ma niewielkie, lśniące, okrągławe listki i intensywnie żółte, również lśniące kwiaty. Liście są jadalne do momentu pojawienia się kwiatów; surowiec leczniczy (liście i ziele) pozyskuje się przed (liść) lub na samym początku kwitnienia (ziele). Większość źródeł podaje, że ziarnopłon staje się trujący w chwili, kiedy już obficie kwitnie. Jego toksyczność nie jest szczegolnie goźna, garść zjedzonych liści z kwiatami nie zabije! Tym niemniej starsze rośliny stają się łykowate, gorzkie i niesmaczne. Mogą też powodować podrażnienia żołądka lub jelit. Lepiej zatem korzystać z wartości ziarnopłonu przed kwitnieniem, lub na samym jego początku!

Surowcem zielarskim są liście i ziele. Użytkowym: młode liście, bulwy

Leczniczo stosuje się je przeciwreumatycznie, antyseptycznie, odtruwająco i krwiotamująco. Najczęściej w postaci maceratów wodnych lub nalewek, można też wykorzystywać świeży sok. Maceraty z ziarnopłonu są stosowane również przeciw łysieniu i dla regeneracji skóry, w tym podrażnionej (np po użądleniach owadów, poparzeniu pokrzywą)

Młode listki ziarnopłonu są delikatne, smaczne, kruche. Doskonale nadają się do surówek, sałatek i innych mieszanek wiosennych. Można je dodawać do potraw surowych (w tym twarogu, jogurtu, masła itp) lub gotowanych, przy czym jedzone na surowo dostarczają sporo witamin, w tym wit. C.

Bulwki stanowiące przysmak dzików cenniejsze są po przekitnięciu roslin. Można je gotować, dusić na parze, prażyć. Są bardzo drobne, zatem raczej to przystawka niż danie! Pączki kwiatowe mogą posłużyć po zakonserwowaniu jako namiastka kaparów.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo: wyciągi wodne i alkoholowe z ziela doustnie, na skórę, do nasiadówek

profilaktycznie: spożywczo i kosmetycznie

kulinarnie: jako sałatki, surówki, przetwory

kosmetycznie: wyciągi nadają się na toniki albo płukankę na wlosy; jako dodatek do szamponu

Pierwiosnek lekarski – Primula veris L.ris L. 

800px-Primula_veris_001

fot. z Wikipedii

Roślina dziko rosnąca lub uprawiana, zielna, bylina

Biocenoza: świetliste lasy (szczególnie nadrzeczne łęgi), pastwiska, zarośla, wzgórza;

Prymula, prymulka, „kluczyki wiosny” to inne, zwyczajowe nazwy tej rośliny. Współcześnie łatwiej jest zobaczyć pierwiosnki na grządkach i rabatkach niż w Naturze, tym niemniej jest to roślina rosnąca także dziko. Częściej na obszarach górskich i wyżu niż nizinnych. Zakwita bardzo wcześnie, zwykle w marcu – kwietniu.

Pierwiosnek jest niewielką roślinką, ma rozete liściową tuż przy ziemi i pojedynczą, wzniesioną łodyge, na ktorej szczycie wyrasta pęk kwiatów. Dzikie pierwiosnki kwitną zawsze na żółto, uprawne miewają bardzo różne kolory: białe, kremowe, żółte w różnych odcianiach, czerwone, fioletowe… Sa lubianą byliną wiosenną w ogrodach i parkach. Coraz rzadziej pamięta się o ich potencjale leczniczym oraz spożywczym.

Surowcem zielarskim jest cała roślina; użytkowym liście i pędy z kwiatami

Uwaga! Pierwiosnek bywa uczuleniowy! Przed każdym jego zastosowaniem należy sprawdzić wrażliwość na niego! 

Wyciągi z pierwiosnka stosuje się przy leczeniu przeziębień, zapalenia gardła i krtani, grypie, zapaleniu oskrzeli. Pomocne są w kuracjach gruźlicy i pylicy płuc jako doskonały środek wykrztuśny (także jako syrop). Kurację pierwiosnkiem zaleca się też palaczom

Dla dzieci zaleca się na ogół ukwiecone łodygi, dla dorosłych całe rośliny.

Pierwiosnek ma też lekkie działanie odtruwające i moczopędne. Nadaje się do kuracji oczyszczających i przy problemach reumatycznych. Medycyna ludowa zaleca go przy migrenach i bezsenności.

Młode liście oraz łodyżki z kwiatami są jadalne, bogate w witaminę C. Dodawać je można się do sałatek lub doprawiać nimi zupy. Surowe lub gotowane pędy z kwiatami i liście prymulki, w połączeniu z cykorią i sałatą stanowią surówkę do dziś popularną w Rosji, znaną też w Wielkiej Brytanii.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo: maceraty, napary, syrop

profilaktycznie: spożywczo

kulinarnie: składnik sałatek, surówek, zup; dekoracja potraw

 

Słońce na zimę

W całym ogromnym bogactwie Natury miewa się takie rośliny,

do których „lgnie się” szczególnie.

Ulubione, preferowane, z jakichś powodów wyjątkowe.

Dla mnie taką rośliną jest, obok kilku innych:

Nagietek lekarski – Calendula officinalis L.

nagietek do poradnika

Roślina zielna, jednoroczna, uprawna – ozdobna; czasami dziczejąca

Biocenoza – ogrody, parki, na stanowiskach dzikich niewybredna, ale bardzo rzadka

Nagietki to rośliny o ciekawej biologii. Pochodzą najprawdopodobniej nad Morza Śródziemnego lub Iranu, w Polsce znane i uprawiane od niemal tysiąclecia.. W uprawie są dość łatwe, lubią wprawdzie ciepłe, słoneczne stanowiska i przewiewną glebę, ale dają sobie radę także w innych warunkach. W miejscach upraw wysiewają się samorzutnie, stając się czasami wręcz inwazyjne w ogrodzie, szczególnie nieco zaniedbanym Jednak, mimo małych wymagań glebowych i doskonałej aklimatyzacji, nigdy całkowicie nie zdziczały. Nie spotyka się ich z dala od ogrodów ani parków, mimo, że często poza ich obręb przenikają.

Te słoneczne, kwitnące od maja do zimy kwiatki były swego czasu bardzo w naszych ogrodach powszechne. Obecnie sieje się ich coraz mniej, a szkoda! Ich potencjał zielarski jest tak ogromny, że wręcz trudno wymienić wszystkie cenne właściwości nagietka. Surowcem zielarskim są płatki kwiatów, szczególnie o zabarwieniu pomarańczowym. Najlepszą formą ich stosowania jest zjadanie na surowo lub używanie w postaci wyciągu alkoholowego albo olejowego. Wyciągi wodne z nagietka mają słabsze i bardziej ograniczone działanie. Pozostają jednak antybiotyczne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, regulujące…

Wewnętrznie zaleca się przetwory z nagietka w nieżycie żołądka i jelit, a zwłaszcza w przewlekłym i opornym na inne leki wrzodzie żołądka i dwunastnicy oraz we wrzodziejących zapaleniu jelita grubego. Również w stanach zapalnych dróg żółciowych spowodowanych infekcją, w niedomodze wątroby i upośledzeniu jej czynności po przebytym wirusowym zapaleniu lub uszkodzeniu przez trujące związki (np. toksyny grzybów). Pomocniczo i w skojarzeniu z innymi lekami podaje się je w nieoperacyjnych postaciach raka żołądka, stanach przednowotworowych w przewodzie pokarmowym (np. długo utrzymującym się zapaleniu błon śluzowych, owrzodzeniu z krwawieniami, braku poprawy po innych lekach) itp. Dobre wyniki osiąga się w zaburzeniach miesiączkowania połączonych z bólem, ogólnym osłabieniem, zawrotami głowy, a także w dolegliwościach okresu przekwitania (klimakterium). Zaleca się też nagietek, w połączeniu z innymi ziołami, do stosowania w ogólnym ubytku sił i odporności na zakażenia bakteryjne i wirusowe oraz przewlekłych i nie poddających się innym lekom dolegliwościach różnych narządów wewnętrznych, w tym także serca. W łagodny sposób regulują też układ hormonalny. Zewnętrznie nagietki mają działanie antyseptyczne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze, gojące, oczyszczające stany ropne; leczniczo działa też na skórę po oparzeniach, odmrożeniach, w łuszczycach i stanach zapalnych i podrażnieniowych jamy ustnej oraz np śluzówki pochwy. Sa też wyśmienitym kosmetykiem, poza wymienionymi działaniami doskonale chroniącym cerę przed wpływami atmosferycznymi oraz zanieczyszczeniem.

Płatki nagietka można też w ciekawy sposób wykorzystywać kulinarnie, np jako domieszki do twarogu, masła, ciast, sałatek… Zresztą z jego płatków uzyskuje się barwnik spożywczy – do tłuszczy lub żółtych serów. Młode pedy i liście w czasach Średniowiecza (a i później) były używane jako warzywo.

Nagietkom przypisywano także moc magiczną, ochronną – przed złymi mocami, bezsennością, koszmarami sennymi. Noszone na szyi ( w woreczku) suszone płatki lub całe kwiaty odpędzają zwidy, lęki i zmory, innymi słowy – zapobiegają depresji. Pęczek suszonych lub schnących nagietków, powieszony u wejścia do pomieszczenia, zabezpiecza przed niskimi wibracjami. 

Kwiaty tej rośliny można traktować jako swoisty barometr – pełne rozchylenie płatków ok 9.00 rano gwarantuje bezdeszczową pogodę przez cały dzień.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo – napary, wyciągi alkoholowe i olejowe, maści, surowe płatki (świeże lub suszone), płatki w miodzie;

profilaktycznie – zjadanie płatków (świeżych lub suszonych);

kulinarnie – jako dodatek do potraw słonych lub słodkich, jako barwnik, liście i łodyżki jako warzywo

kosmetycznie – olejek, kremy, balsamy,toniki, mydła, pomadki do ust;

Powyższy opis nagietka pochodzi z mojego poradnika „Z ziołami do zdrowia i urody”, napisanego na potrzeby i w ramach cyklu warsztatów  zielarskich w gminie Sosnówka na lubelszczyźnie. Jak widać sporo tu informacji farmakologicznych, przyznaję jednak, że dla mnie nagietek jest nieodłącznym towarzyszem, zwłaszcza zimą. I to nie z powodu nękającego mnie (czy kogokolwiek z bliskich) zalewu chorób!

Po prostu na co dzień!

nagietek-duzy

  • płatki nagietków, ususzone na zapas, stanowią prawie nieodłączny składnik mieszanek do picia. Inne zioła zmieniam, konfiguruję rozmaicie, jednak nagietek jest zwykle jednym z bazowych surowców;
  • dodaję je do potraw: do różnych płatków, mieszanych na śniadanie, jogurtu, surówek (chociaż tu akurat smaczniejsze są nagietki świeże!), urozmaicam masła i twarogi, jajecznicę, galaretki…  są pod ręką, zatem „co tam w duszy” zagra; czasem sproszkowane, czasem całe, różnie;
  • wyciąg olejowy, przygotowany latem, zawsze mam w zapasie; stanowi bazę kremów, dodatek do balsamów (w tym do ust), mieszanek regenerujących skórę, łagodzących podrażnienia, spierzchnięcia, oparzenia; o takim balsamie do rąk „na szybko” pisałam w ubiegłym roku we „Wpisie tymczasowym” ;
  • olej z nagietka można także stosować w postaci czystej bezpośrednio na skórę,  jako oliwkę odżywczą – lub leczniczą!
  • wychodząc z domu na zimowe pogody zawsze stosuję ochronnie „coś” z nagietka, najczęściej krem lub balsam; wieczorem można cerę wzmocnić i poratować użytym jako tonik naparem (herbatką) z nagietka;
  • nagietkowe preparaty, zarówno olejek jak i napary, świetnie pomagają regenerować wzrok; zmęczenie oczu, czy to spowodowane zbyt długim patrzeniem w ekran, czy też np odbiciem słońca na śniegu podczas zimowych wypraw, cudownie łagodzi wklepywanie wokół oczu olejku (maceratu olejowego) z nagietka lub przemywanie ich nagietkowym naparem.
  • działania energetyczne nagietka wykorzystuję rzadko, przywykłam do innych surowców; nie zmienia to faktu, że susz nagietkowy zawsze mam w pobliżu! Natomiast dla poprawy nastroju (w moim odczuciu) wystarczy zwyczajnie spoglądać na zdjęcie lub obraz tych małych „słoneczek”! Tym niemniej zachęcam do prób i będę wdzięczna za podzielenie wrażeniami!

***

Wszystko, co powyżej, to metody sprawdzone, stosowane, skuteczne.  Tegoroczna zima zaś w znacznym stopniu była dla mnie ( i jest)  czasem eksperymentów.  Efektami podzielę się oczywiście w miarę testowania kolejnych pomysłów, tu wspomnę tylko o jednym, kolejnym pożytku z nagietka.  Suszone płatki dodałam do czekoladowego mydełka glicerynowego, z bardzo zadowalającym skutkiem!

 Jak widać, niezależnie od upodobań, nagietek jest rośliną niesłychanie uniwersalną i warto po niego sięgać. Dla zdrowia, urody, radości…

Których wszystkim serdecznie życzę! Również zimą… 

Owocobranie cz. II

Jutro Przesilenie, początek astronomicznej Zimy –

i świętowane na wiele sposobów odrodzenie słońca.

Zatem ostatni to wpis „jesienny”… w tym roku.

CD

Rokitnik_zwyczajny_owoce_jesien3

fot. Internet

  • Rokitnik

Owoce tej jakże cennej rośliny na wiele lat zupełnie zniknęły z naszej kuchni (i apteczki), chociaż pamięta się o nich na wschodzie, w tym za naszą wschodnią granicą. Dziko rosnący rokitnik nie występuje na całym obszarze kraju, głównie na wschodzie właśnie i na północy. Bywa natomiast sadzony jako roślina ozdobna. W wielu regionach (np w Pieninach) dziczeje i można go znależć także poza uprawami. Jeszcze niedawno dziko rosnący był pod całkowitą ochroną, obecnie zmieniono to na częściową.

Rokitnik jest rośliną dwupienną, co oznacza, że owoce wydaje tylko jego żeńska wersja, w obecności męskiej (co umożliwia zapylenie). Jeżeli chcemy go uprawiać, trzeba wziąć to pod uwagę.

Jako bliski krewny oliwki, dostarcza bardzo wartościowego oleju, nie tylko do celów kulinarnych. Olej rokitnikowy jest olejem spożywczym, ale też bardzo cennym suplementem (lub lekiem) o unikalnym składzie. A także – kosmetykiem lub składnikiem kosmetyków. 

Owoce rokitnika mogą pozostawać na krzewach aż do wiosny (o ile nie zjedzą ich ptaki) i na ogół utrzymują sporą część swojej wartości. Jest jednym z nielicznych owoców, które nie tracą zawartej w nich witaminy C i to ani pod wpływem dłutrwałych mrozów (do wiosny), ani wysokich temperatur podczas przetwarzania. Owoce rokitnika zawierają też sporo pektyn, dzięki czemu doskonale nadaje się na galaretki i dżemy. W gruncie rzeczy nadają się do wszelkich wyrobów, zaś ich łagodny i lekko kwaskowaty smak powoduje, że mogą być także wytrawne.

Praktycznym utrudnieniem w użyciu rokitnika jest trudność zbioru owoców. Krzew jest mocno kolczasty, zaś rokitnikowe kuleczki dość miękkie i nieco opornie dają się odrywać od gałązek. Trzeba się z tym liczyć…

Bogactwo zastosowań owoców rokitnika: kulinarnych, kosmetycznych, prozdrowotnych i leczniczych jest, jak wspomniałam na wstępie, tradycyjnie znane i „od zawsze” doceniane na wschodzie. Jest tam zresztą znacznie bardziej dostępny. Zachęcam zatem do poszukiwań źródeł i przepisów u naszych wschodnich sąsiadów.

sliwa-tar_0221

fot. użyczona

  • Tarnina

Tarnina jest dziką śliwą, co zresztą dość łatwo poznać po wyglądzie owoców. Gorzej nieco ze smakiem, chociaż przy dobrych chęciach można go uznać za „śliwkowy”, tyle, że praktycznie pozbawiony słodyczy. Tarniny sa kwaśne i cierpkie, nawet zupełnie dojrzałe i po przemrożeniu.

Dojrzewają zresztą, jako się rzekło, bardzo późno, nie wcześniej niż w październiku. Najlepszy czas zbioru to okres, kiedy są już dojrzałe, ale jeszcze jędrne. Jak wszystkie śliwy bowiem tarnina ma sporą pestkę, którą należy usunąć, szczególnie jeżeli zamierzamy zrobić nalewkę.

Z punktu widzenia wartości leczniczej za bardziej przydatne uważa się kwiaty tego krzewu. Owoce, mające działanie lekko przeciwbiegunkowe, przeciwzapalne i ściągające, stosuje się rzadzej i raczej w mieszankach, w postaci suszonej.

Kulinarnie tarnina nadaje się do przerobu w takim samym zakresie jak śliwki, trzeba tylko liczyć się z jej naprawdę wyrazistym smakiem, nie dla każdego do zaakceptowania w postaci „czystej”. Często zatem tarninę wykorzystuje się raczej jako dodatek, niż surowiec bazowy.

Jeżeli chcemy pokusić się o wyroby z samej tarniny konieczne jest ich posłodzenie, wyraźnie mocniejsze niż w przypadku innych odmian śliwek. Nawet powidła, robione zwykle bez dodatku cukru, w przypadku tarniny muszą być dosładzane!

Bardzo wartościowa jest natomiast tarnina jako smakowy dodatek do innych późnojesiennych wyrobów. Mozna ją łączyć w kompozycje z np mało wyrazistymi w smaku owocami głogu i łagodnymi owocami uprawnymi, jak słodkie jabłka, dynia albo cukinie lub kabaczki.

Ciekawy efekt daje wytrawna nalewka tarninowa, słodzona minimalnie, bardziej dla podkreślenia innych odcieni smakowych!

Krzewinki

Jesienne owoce to również niepozorne, kojarzone raczej z letnimi zbiorami czarnych jagód, krzewinki. Rośliny lasów raczej niż pól lub łąk, oraz terenów podmakających.

1024px-Vaccinium_vitis-idaea_20060824_003

fot. z Wikipedii

  • Borówka brusznica

Borówki czerwone, w niektórych regionach znane jako brusznice lub gogodze, są w naszych regionach niewiele mniej rozpowszechnione niż te czarne. Zapomina się jednak o wartości ich owoców…

Brusznica ma smak lekko mączysty, przypominający tym owoce głogu. Jej cierpkawe owoce dojrzewają bardzo często dwukrotnie w ciągu roku. Pierwszy zbiór przypada w okresie podobnym do borówki czarnej, po czym ponownie zakwita i owocuje w pażdzierniku. Dlatego można ją zaliczyć do owoców jesiennych. Łodygi i liście brusznicy są zimozielone. W wielu regionach kraju, na równi z barwinkiem i bukszpanem, wykorzystuje się je do dekoracji koszyczków wielkanocnych. Wartość liści i ziela jako rośliny zielarskiej najwyższa jest wiosną. Owoców – późnym latem i jesienią. 

Owoce i ulistnione łodyżki brusznicy mają mocniejsze niż czarna jagoda działanie regulujące na jelita, w tym jelito grube. Zatem owoce tej krzewinki w kulinarnych zastosowaniach doskonale nadają się jako dodatek do potraw mięsnych i tłustych. Tak też przez wieki były wykorzystywane.

To brusznica właśnie, a nie używana dziś zastępczo galaretka z porzeczek ani nawet żurawiny, była bazowym składnikiem sosu Cumberland, używanego do dziczyzny. I nie tylko do niego…

zurawina

fot. z Wikipedii

  • Żurawina

Owoców żurawiny nie trzeba, jak sadzę, przedstawiać ani przypominać. Zyskały sobie stałą, w pełni zasłużoną pozycję w kulinarnym i zdrowotnym wykorzystaniu owoców. Mniej znany jest fakt, że także liście tej krzewinki działają regulująco, oczyszczająco i bakteriobójczo na drogi moczowe.

Liście jednak, jak to liście, mimo iż zimozielone, zbiera się wiosną. Późna jesień, a często i zima, to czas owoców żurawiny…

Krzewinki tej rośliny z wyglądu dałoby się pomylić z czerwoną borówką – obie są zimozielone, jak już wspomniałam i mają kuliste, czerwone owoce. Różnią je zasadniczo obszary występowania: borówka lubi tereny suche i piszczyste, żurawina, jak da się wnioskować z nazwy (błotna), jest typową rośliną mokradeł i terenów bagnistych. No i w żaden sposób nie da się pomylić smaku! Żurawina jest po prostu kwaśna, ten smak dominuje w niej zdecydowanie. Zarówno właśnie ciekawy smak jak i szeroki zakres użytkowy są z pewnością powodem popularności żurawiny. Wyrabiać można z niej wszystko, od soku, win, dżemów,galaretek i kisielu po wytrawne dodatki do mięs i ryb. 

Warto może wspomnieć, że coraz częściej można spotkać się z uprawami żurawiny wielkoowocowej, rośliny dziko rosnącej w Ameryce Północnej. Sprowadzona została ze względu na łatwość uprawy właśnie i owoce wyraźnie większe niż rodzima żurawina błotna. To z niej produkuje się ogromną wiekszość żurawinowych wyrobów dostępnych w sprzedaży. Zakres działania i sposoby przetwarzania są dla obu gatunków identyczne.

Nasiona i inne

400_300_fototapeta_galeria-flash_jesiennie---zoledzie-wsrod-lisci-papierowe_200544

fot. internet

Jesienne, późnojesienne i zimowe pożytki to nie tylko owoce mniej lub bardziej miękkie i soczyste. To również, na przykład, owoce jałowca i jemioły, których zbiór przypada właśnie zimą. Te drugie (jemioła) wyłącznie do zastosowań leczniczych!!!

No i rzecz jasna nasiona – wszelkie orzechy, żołędzie, kasztany: jadalne lub zwane kasztanami nasiona kasztanowca zwyczajnego (na kosmetyki), mak, zboża…. i wiele innych.

Późnych pożytków zielarskich jest w naszej florze jak widzać sporo. Jeżeli dodać do tego wszystkie mniej lub bardziej egzotyczne, od migdałów, winogron (rodzynek)  i fig po ananasy lub mango – lista robi się bogata!

I właśnie owo bogactwo, różnorodność i szczodrość Natury po raz kolejny chciałam podkreślić

 w tym ostatnim tej jesieni wpisie!

Jako uzupełnienie link do artykułu już niegdyś przeze mnie napisanego: „Owoce bez konserwantów”, (ze strony Natmed)

Owocobranie cz.I

Kiedy, co i do czego…

Wpis nieco opóźniony, tym niemniej dzikie owoce jesienne na ogół można zbierać dość długo, często aż do grudnia, toteż być może komuś jeszcze się przyda…

Kiedy…

Dzikie owoce zbieramy oczywiście, jak większość, w pełni dojrzałe. Te letnie, jak maliny, jeżyny lub czarne jagody zyskały „nobilitację”: są znane i popularne, doczekały się nawet odmian uprawnych. Nieco słabiej poznane są te jesienne, a warto o nich pamiętać nie tylko jako o roślinach ozdobnych!

Wiele takich owoców utrzymuje się na gałęziach lub krzewinkach długo, często do zimy. Niektóre, jak tarnina lub żurawina, dojrzewają wręcz dopiero późną jesienią (październik – listopad). Z punktu widzenia smaku oraz oryginalności wyrobów, większość można zbierać  nawet spod śniegu, o czym zresztą wspominałam ubiegłej zimy (kalina). Przemrożenie wielu gatunków jest wskazane, trzeba tylko pamiętać, że owoce zebrane w kilka miesięcy od czasu dojrzewania mają zwykle nieco niższą wartość, głównie tę leczniczą, ale i odżywczą. Warto też podkreślić, że nie ma wielkiego sensu zbieranie owoców „ususzonych” na drzewach lub krzewach, gdyż deszcze, wiatr i długotrwałe niskie temperatury pozbawiają je większości cennych składników. Pilnujmy zatem, by nasze zbiory, szczególnie te późniejsze, były jędrne i soczyste. Dotyczy to szczególnie owoców dzikiego bzu, często wysychających na gałęziach. Zdarzają się też wysuszone owoce jarzębiny, zwłaszcza na starszych drzewach. Takie surowce najlepiej pozostawić ptakom.

co i do czego…

Skupię się w tym tekście na owocach mi znanych, których używałam i które są obecne w różnych wersjach kuchni tradycyjnej lub ludowej. Nie zagłębiam się w te, z którymi nie mam praktyki, oraz wszelkie gatunki kontrowersyjne.

Czyli takie, których owoce są użytkowe przy zachowaniu bardzo ścisłych zaleceń,

w przeciwnym razie mogą być groźne dla zdrowia i życia (jak na przykład trzmielina lub osnówki cisu).

Zatem:

berbeys copy

Ozdobna odmiana berberysu

  • Berberys

Bardzo zapominany w wykazie użytkowych krzew, o jadalnych, cennych liściach, kwiatach i owocach. Coraz rzadziej spotyka się go w postaci dzikiej. Najczęściej widujemy berberysy jako krzewy ozdobne, z liśćmi barwnymi wiosną, jesienią, czasem przez cały sezon. Często są sadzone, niestety, przy ruchliwych ulicach lub drogach szybkiego ruchu. W takich miejscach oczywiście surowce z nich nie przydadzą się do niczego poza podziwianiem!

Owoce berberysu, dojrzewające wczesną jesienią, dość trudno wykorzystać do przetworów, ze względu na ich niewielki rozmiar i duże pestki. Najczęściej służą jako dodatek smakowy – są mocno kwaśne.

Dla zachowania maksymalnej ilości zawartej w nich witaminy C, najkorzystniej jest je po prostu suszyć – koniecznie w zaciemnionym miejscu.

Owoców berberysu nie warto zbierać później niż w początkach grudnia – chyba, że wyłącznie dla smaku.

bez owoce

  • Bez czarny dziki,

  • Bez koralowy (kalinka)

Oba gatunki bzu występują powszechnie. Przez wiele lat szczególnie bez czarny traktowano jako „chwast roślinny”. Z drugiej strony, zgodnie z wielowiekową tradycją, jego krzewy szanowano i otaczano estymą… Dla naszych przodków, nawet tych bardzo dawnych, był rośliną świętą, czczoną. W tradycji wielu regionów zachowano dla niej poszanowanie.

Czerwony dziki bez, o drobniejszych koralach, rozpowszechniony raczej w lasach i gęstych zaroślach, bardziej znany był (i jest) na wschodzie i w terenach górzystych. Popularnie zwany „kalinką”, ze względu na czerwone owoce, przypominające kalinę koralową, z którą nie należy go mylić!

Owoce bzu dojrzewają bardzo nieregularnie, zdarza się, że na tym samym krzewie mamy grona w pełni dojrzałe tuż obok jeszcze zielonych. Łatwiej odróżnić w pełni dojrzałe owoce bzu czarnego niż czerwonego (kalinki), przy czym te drugie dojrzewają nieco wcześniej. Szybciej też osypują się z krzewów – teraz, późna jesienią, raczej ich już nie znajdziemy. Bzy zbieramy od momentu pełnej dojrzałości, tak długo, jak długo pozostają soczyste. Najczęściej jest to wrzesień i częściowo październik.

Wokół owoców bzu narosło mnóstwo mitów, obaw i wątpliwości, związanych z jego toksycznymi składnikami. Jednocześnie w wielu regionach, nie tylko Polski, są traktowane jako podstawa potraw tradycyjnych. Z własnego, wieloletniego doświadczenia wiem, że, używane z umiarem, cenne i nieszkodliwe są zarówno soki, susze jak i „powidełka” (inaczej dżemy) z tych owoców, nawet z pestkami. Jedynym wymogiem dotyczącym owoców bzu jest ich podgrzanie (do temperatury ok 70 – 80 stopni), chociaż wina z ich dodatkiem są czasami robione z nieogrzanego surowca. Regułą jednak, także w przepisach tradycyjnych, jest ogrzewanie owoców bzu.

I bardzo zachęcam do pilnowania tej zasady!

Podobny zakres działania mają owoce aronii i można łączyć z nią owoce bzu, szczególnie czarnego.

Przy czym aronia nie zawiera zwiazków toksycznych, można ją jeść na surowo!

  • Czeremcha amerykańska (późna)

W zakresie użytkowania czeremchy odsyłam do bardziej doświadczonych…

róża pomarszczona

Róża pomarszczona

  • Dzika róża (owoc)

Owoce (wcześniej – płatki kwiatów) dzikich róż są bardzo pospolite i na ogół dość znane jako jadalne. Dzikie róże owocują bardzo nierównomiernie w czasie, zależnie od odmiany. Od środka lata (róża pomarszczona) do późnej jesieni. Wszystkie owoce róż można jeść na surowo, wręcz prosto z krzaków, oczywiście po uprzednim usunięciu pestek. Nie wymagają przemrożenia. Można je suszyć.

Oczywiście można (i warto) robić z owoców róży najróżnorodniejsze wyroby: soki, konfitury, dżemy, nalewki, wina, octy, owoce kandyzowane itd. Trzeba tylko mieć na uwadze, ze każda obróbka cieplna pozbawia je częściowo zawartej w nich witaminy C….

głóg

  • Głóg (owoc)

Bywa powszechnie mylony z innymi owocami, głównie dziką różą. Głóg to wysoki, dorodny, kolczasty krzew, bardzo rozpowszechniony w całym kraju. Pomyłka w nazwie wynika z podobieństwa do róży owoców głogu, liście są zupełnie odmienne, odmienny też jest ogólny pokrój rośliny.

Owoce przypominają zreszta różę tylko zewnetrznym wyglądem. Nie mają chcrakterystycznych, drobnych pestek z włoskami, tylko jedną, sporą. Zupełnie inny jest też smak, mączysty, lekko cierpki, pozbawiony wyraźnego u róż kwasku. Duża pestka i niewielka ilość miąższu sprawiają, że głogowe owoce są trudne do zagospodarowania w postaci przetworów. Można je suszyć, robić z nich soki lub octy, unikając tym samym problemu małej ilości surowca. Doskonale też nadają się do mieszanek z innymi, bardziej obfitymi owocami – dzikimi lub hodowlanymi.

Pomimo trudności w zagospodarowaniu warto pamiętać o głogu. Krzewy dają zwykle spore zbiory, zaś sam owoc jest bardzo cennym dodatkiem zarówno leczniczymm jak i spożywczym. Wspaniale stabilizuje i wzmacnia pracę serca, dostarcza tez cennych, szczególnie zimą, składników mineralnych. Dodatek głogu do mieszanek wzmacnia ich ogólne działanie.

Owoce głogu mozna zbierać bardzo długo, w zasadzie dopóty, dopóki się nie osypią lub nie zostaną zjedzone przez ptaki lub zwierzęta. Są odporne na wysychanie i mrożenie, chociaż pod koniec zimy sporo tracą na swojej wartosci , podobnie jak róża, miękną, ciemnieją. To sygnał, że przestały być zdatne do użytku.

jarząb

Jarząb szwedzki

  • Jarząb zwyczajny (jarzębina),

  • Jarząb szwedzki,

  • Jarząb mączysty (itp)

Do niedawna jedyną w gruncie rzeczy powszechnie dostępną odmianą jarząbu była w naszym regionie popularna jarzębina, czyli jarząb zwyczajny. Na północy kraju spotykało się jarząb szwedzki i mączysty. Obecnie coraz częściej te właśnie odmiany, chronione na stanowiskach dzikich, są sadzone jako drzewa ozdobne.

Wszystkie jarzębiny mają jadalne owoce. Dojrzewają w zależności od gatunku od września do początków pażdziernika. Zaleca się ich przemrożenie (na drzewie lub w zamrażalniku). Nie jest to wymóg absolutnie niezbędny, ale zmrożone owoce mają łagodniejsze działanie, szczególnie dla żołądka, oraz lepszy smak. Owoce jarzębin wpływają regulująco na przemianę materii, wspomagają też pracę serca i układu krążenia. W niewielkich dawkach są świetnym uzupełnieniem dietetycznym.

Zbierać można je długo, szczególnie z odmian północnych, na których owoce utrzymują się dłużej i pozostają jędrne. Nadają się do wyrobu mnóstwa przetworów, słodkich i wytrawnych. Można je suszyć.

kalina

  • Kalina koralowa

Kalina – bardzo zapomniana i nadal często traktowana jako owoc trujący. Warto o niej przypominać, z jedną ważną uwagą: nie każdy dobrze toleruje kalinę, szczególnie jeżeli nie jest z niczym łączona!!!

Kalina może dość mocno wpływać na pracę serca, przyśpieszając jego rytm. Jest to sprawa indywidualna i zanim zdecydujemy się zajadać smakołyki z kaliny, warto sprawdzić jak na nią reagujemy!

Dla skontrolowania swojego „dogadywania się” z kaliną wystarczy, na przykład, ugotować ( i wypróbować) małą ilość kompotu lub naparu z jej owoców…

Reakcja na kalinę jest zwykle znacznie łagodniejsza gdy łączymy ją z innymi surowcami. Może to być np jarzębina, róża, ale mogą być też owoce uprawne, jak jabłka, gruszki lub śliwki. W przetworach łączonych znacznie łagodniejszy jest też jej, bardzo charakterystyczny i nie dla każdego przyjemny, smak i zapach…

Kalina jest rośliną bardzo rozpowszechnioną w Polsce. Dojrzewa na ogół w październiku. Warto poczekać z jej zbiorem do przymrozków, gdyż przemrożenie korzystnie wpływa zarówno na jej działanie jak i smak. Chociaż można, oczywiście, zamrozić zebrane owoce w zamrażarce lub zamrażalniku.

Nadaje się do zrobienia w zasadzie wszystkiego, co tradycyjnie robi się z owoców, a zatem: soków, dżemów i konfitur, marmolady, suszu, a także win i nalewek. Przy czym wszystkie przetwory kalinowe oraz z dodatkiem kaliny maja, jak wspomniałam, specyficzny, wyrazisty smak i też warto skontrolować, czy przypadnie nam do gustu, zanim zabierzemy się za kalinowe przetwórstwo.

CDN…

Medialnie

Nareszcie ujarzmiłam ten, zawiły dla mnie, temat: udostępnianie filmu… A zatem spóźnione, ale jest! Z ogromną wdzięcznością dla Aleksa Berdowicza i jego wielkiej pasji!

 

 

 

 

 

Konserwacja ziół sposób 6: tłuszcze odc. I

Konserwacja w tłuszczach

Kolejną metodą zachowania wartości biologicznej ziół jest ich maceracja w tłuszczach. Niezaprzeczalnie najstarsza obok suszenia metoda zielarskiego „przetwórstwa”, dosyć długo zapomniana,  powoli wraca do łask.

Maceracja tłuszczowa jest przydatna:

* w leczeniu (maści, wyciągi olejowe),

* w kuchni (oleje smakowe)

* w kosmetyce (kremy, balsamy, szminki itp).

Tłuszcze stałe

Przez wiele wieków do pozyskania maści wykorzystywało się metodę ogrzewania surowca roślinnego w tłuszczach zwierzęcych – smalcu lub łoju. Często używanym i bardziej wartościowym od wieprzowego był smalec gęsi.  Stosowano także masło, jako składnik nadający maściom stosowną konsystencję.

Współcześnie często zamiast tłuszczy zwierzęcych używa się stałych olejów roślinnych (kokosowy, kakaowy itp), nieznanych lub niedostępnych przed wiekami.

Niezależnie od użytego tłuszczu maść stanowi produkt leczniczy i jako taki jest wykorzystywana. Przykładowo przypominam  opisywaną już kiedyś maść topolową (przepis w linkowanym wpisie), chociaż rodzajów i pomysłów na maści jest dużo więcej oczywiście. 

***

Obok zwierzęcych znane są w zielarstwie tłuszcze roślinne. W zasadzie same w sobie są one „wyrobami zielarskimi”, jako tłoczone lub w inny sposób pozyskiwane z roślin. Oleje i oliwa były też (i są)  bazą do sporządzania bardziej złożonych wyrobów.

Olejki zielarskie czyli wyciągi olejowe z ziół

Nie należy mylić ich z pozyskiwaniem olejków eterycznych!

Te ostatnie produkuje się metodą destylacji, trudną w warunkach domowych i bardzo kosztowną.

Olejki zielarskie natomiast bez wielkiego kłopotu możemy zrobić sami.

Są na to dwa podstawowe sposoby – na zimno i na gorąco.

Olejki tego typu można robić z bardzo wielu roślin, ziela lub kwiatów. Szczególnie cenna jest ta metoda dla zachowania tych składników biologicznych, które lepiej rozpuszczają się w tłuszczach niż wodzie lub alkoholu. Do takich należą np karoteny.

Aby zrobić taki olejek na zimno należy świeży surowiec roślinny zalać lekko ogrzanym olejem i odstawić  w ciemne, najlepiej ciepłe miejsce,

potrząsając co jakiś czas.

Maceracja trwa od jednego do trzech miesięcy.

Po tym czasie zlewamy gotowy olejek, odcedzając go starannie, najlepiej przez płótno.

Przechowujemy bez dostępu światła słonecznego.

olejki

Metodą na gorąco możemy uzyskać olejek już po trzech dniach. Wymaga to nieco pracy, uwagi i doświadczenia. Tym niemniej nie jest jakoś specjalnie trudne!

Istotne wskazówki:

* podczas ogrzewania nie doprowadzamy wody w łaźni wodnej do wrzenia; powinna być na granicy zagotowania

* poziom płynów (wody i oleju) powinien być wyrównany; wodę trzeba od czasu do czasu uzupełnić

* nie przykrywamy maceratów ani całego garnka!!! Woda nie może dostać się do oleju!

*dobrze zmacerowane rośliny nabierają wyglądu jakby „spalonych”, co widać na zdjęciu poniżej:

olej krzemowy

fot. Ewa Ślęczek

Olejek „krzemionkowy” przed odcedzeniem

* stygnąc po ostatnim ogrzewaniu oleje często mętnieją; to normalne, wyklarują się po dniu lub dwóch

***

Przepisy, przepisy, przepisy…

Przy czym podkreślam:

są to metody stosowane przeze mnie, sprawdzające się bardzo dobrze,

ale nie oznacza to, że jedynie słuszne!!!

Olejek nagietkowy

Pora wyrobu: okres kwitnienia

świeże kwiaty nagietka : całe koszyczki lub płatki; ok. 1/6 l

1/2 l oleju (najlepiej rzepakowego lub słonecznikowego)

Kwiaty lub płatki wsypać do niewielkiego garnuszka lub słoika; powinno ich być 1/3 pojemności po lekkim ugnieceniu. Zalać olejem tak, aby były przykryte. Odczekać, żeby nasiąkły tłuszczem (ok pół godziny).

Uzupełnić ilość oleju (tak, by rośliny stanowiły 1/3 pojemności)

Wstawić do łaźni wodnej – poziom wody w naczyniu powinien sięgać poziomu oleju; ogrzewać w temperaturze poniżej wrzenia przez 1 – 1,5 godziny.

Proces ogrzewania powtarzać 2 –3 dni z rzędu. Płatki staną się kruche, przejrzyste, olej żółtopomarańczowy.

Po skończeniu maceracji na gorąco odcisnąć kwiaty, najlepiej przez płótno; zlać do małych butelek, najlepiej ciemnych. Przechowywać w chłodzie.

Stosuje się raczej zewnętrznie. Może być bazą dla maści nagietkowej, olejkiem do opalania, leczniczym na wszelkie urazy, oparzenia, podrażnienia skóry itp itd

Olejek nagietkowy jest wyjątkowo uniwersalnym wyrobem!!!

3x ujęcie 3

fot. Ewa Ślęczek

Olejki: z nagietka, dziurawca i „krzemionkowy”

(widać zmętnienie nagietkowego)

Olejek z dziurawca

Pora wyrobu: pełnia kwitnienia (lipiec)

świeże kwiaty dziurawca, ok. 1/6 l

 olej roślinny, najlepiej rzepakowy, 1/2 l

1 łyżeczka spirytusu lub mocnej wódki (nalewki)

Kwiaty wsypane do niewielkiego garnuszka  lub słoika zwilżyć alkoholem. Po pół godzinie zalać olejem, pozostawić by nasiąkły

Dalej: przyrządzać jak olej nagietkowy.

Odciśnięty przez szmatkę, przechowywać w ciemnych naczyniach, w chłodzie. Olej ten ma bardzo wysoką koncentrację związków czynnych. Na ogół do użytku zewnętrznego.

Ostrożnie w przypadku silnego nasłonecznienia!!!!

Olejek dziurawcowy ma wysoką zawartość hyperycyny;

 jest intensywnie, czerwono zabarwiony.

Poza działaniem gojącym i łagodzącym przy problemach skórnych (podobnie jak nagietek), olej z dziurawca  jest doskonałym środkiem na:

* przebarwienia skóry (usuwa nawet plamy w bielactwie)

* bóle artretyczne i reumatyczne

* przyspieszenie gojenia po złamaniach i zwichnięciach

* regenerację i wzmocnienie tkanek miękkich stawów

Olejek „krzemionkowy”

wykonuję z roślin o wysokim wysyceniu krzemem – np. skrzyp, pokrzywa, łopian, liście babki itp

Sprawdza się doskonale jako maseczka na włosy, do regeneracji skóry suchej i pękającej, do wzmacniania paznokci, naczyń krwionośnych, leczenia obolałych i zniekształconych stawów – i wielu innych

 Olejki (wyciągi olejowe)

można robić z bardzo wielu różnych surowców, miedzy innymi rumianku, szałwii, mięty, lawendy..

Doskonale nadają się do masażu!

W zależności od użytego surowca otrzymujemy wyroby lecznicze, kosmetyczne lub nawet spożywcze!

CDN

Kiedy zacząć? Wiosenne pożytki

Wiosna bywa chyba najbardziej wyczekiwaną porą roku.

Przynajmniej w warunkach klimatu umiarkowanego.

brzoza wczesna

Doskonale pamiętam, jak będąc początkującą poszukiwaczką ziół, a nawet i wcześniej, dzieckiem jeszcze, z nosem przy ziemi i wytężoną uwagą śledziłam każdy, nawet najmniejszy ślad zieleni. Przyglądałam sie pąkom drzew, pierwszym listkom i kwiatom z nie mniejszą uwagą niż ptasim harcom wokół gniazd, za to z większą niecierpliwością. Skubałam miniaturowe listeczki, „piórka” krwawnika, ssałam pączki brzóz, lipy, nawet wierzby, chociaż gorzkie…

Całe to moje napięcie i wyczekiwanie najmniejszym stopniu nie miało wpływu na rytm i cykl Natury.

Miało natomiast i po latach to widzę wyraźnie, wpływ na mnie samą! Widzę również jak wiele dała mi lekcja cierpliwości i zaufania, odbierana rok po roku mojej zielarskiej przygody.

Naturalnych zmian poganiać ani zmusić do niczego się nie da. Nie zbiorę i nie przetworzę liści przed ich rozwinięciem, kwiatów, dopóki nie zakwitną, owoców czy nasion… Nie uda mi się niczego zdobyć przed czasem – ani po czasie.

Z wieloletniego doświadczenia wyniosłam cenne nauki dla siebie i szacunek dla Dawczyni – Przyrody.

Pisałam już o tym TUTAJ.

Zbyt wczesne, w bardzo młodych fazach wzrostu zbieranie roślin, mnie samej być może dawało trochę surowca i satysfakcji – ale wielu roślinom utrudnia rozwój i opóźnia go. Bardzo trudno też wiele gatunków rozpoznać, nie mówiąc już o wysiłku wkładanym w zbiory. Niewspółmiernym często do korzyści z nich.

Teraz to już wiem i bez niepokoju ani nadmiernej presji czekam z radością na kolejne „odsłony”, rok po roku przecież te same, chociaż nie zawsze w dokładnie identycznym terminie!

To nie oznacza, że bardzo wczesna wiosna i przedwiośnie nie mają swoich „pożytków”!

Jest ich wprawdzie niezbyt wiele, ale sporo z nich ma unikalną wartość i w późniejszych okresach już ich nie będzie. Są i takie, po które warto sięgać już teraz, mimo, że będą dosstępne i później. Chociażby dla urozmaicenia stołu i wzmocnienia/ oczyszczenia organizmu.

SONY DSC

Kwiaty magnolii

źródło internet

Surowce wyłącznie wczesnowiosenne:

  • Soki drzew – klonu, jawora i brzozowy  (oskoła)

  • Ziarnopłon wiosenny

  • Kwiat podbiału

  • Ziele miodunki plamistej

  • Kwiat forsycji

  • Kwiat magnolii

    • kwiaty (bazie) leszczyny, olchy, wierzby

  • Pączki wybranych drzew i krzewów

    • Czosnaczek (liść)

    • Czosnek niedźwiedzi

(i kilka/ kilkanaście innych)

szczawik

Listki szczawiku zajęczego

Surowce wartościowe od wczesnej wiosny:

  • Mlodziutka pokrzywa

  • Mlode liście krwawnika

  • Listki mniszka

  • Młode jasnoty

  • Gwiazdnice

    • Szczawik zajęczy i szczaw polny

    • Pędy przytulii

To oczywiście też jeszcze nie wszystko, w dodatku pora na konkretne zbiory jest różna w różnych regionach. Tym niemniej wymienione wyżej rośliny są cennymi wiosennymi skarbami, po które warto sięgać już w porze „wybudzania” Natury z zimowego snu…

Jak to wszystko zagospodarować, by dało nam pożytek i radość?

Poza oczywistą radością samego zbioru, spaceru, poszukiwań?

O sokach drzew, szczególnie brzozy było już tyle w różnych miejscach i blogach, w tym w moim, że nie będę się przy niej zatrzymywać…

 Ziarnopłon: dość mało rozpowszechniona w zbiorach roślina, której okres pozyskiwania jest stosunkowo krótki – do zakwitnięcia. Jadalne są listki, bardzo wartościowe odżywczo (witaminy, w tym C, łatwo przyswajalne minerały), drobne, ale zwykle rosnące wręcz „dywanowo”. Ziarnopłon będzie użytkowy jeszcze późnym latem, jako bulwki. Dr. Różański podaje bardzo cenne informacje o ziarnopłonie (link)

Podbiał, miodunka: urocze rośliny, kwitnące wcześnie i wnoszące w przedwiosenna szarzyznę barwy i radość. Najlepiej nadają się do spożycia „od ręki” lub na syropy

Forsycja i magnolia: egzotyczne piękności, ubarwiające wiosnę swymi urokliwymi kwiatami, znane i popularne na tyle, że warto i o nich pamiętać. Forsycje nieco upowszechniły opowieści o niej i akcje w rodzaju „Cała Polska widzi forsycję”; o magnolii mówi się niewiele, a również jest bardzo cennym surowcem, chociaż raczej leczniczym niż profilaktycznym.

Kwiaty, w umiarkowanych ilościach, są jadalne.

Bazie i pączki drzew i krzewów: zawsze trzeba pamiętać, by te akurat surowce zbierać bardzo oszczędnie! Warto je znać, warto wspomagać się ich potencjałem, ale miejmy świadomość, ze są to pożytki niezbędne do prawidłowego rozwoju i harmonii również dla Natury! W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że wartość pączków liściowych znana była już przed wiekami, na długo zanim powstała dziedzina o mądrej nazwie „gemmoterapia”

Dla przykładu „wiekowy”  przepis:

 Maść topolowa

 łyżkę świeżo zmiażdżonych pączków topoli zmieszać z 2 łyżkami niesolonego smalcu i smażyć tak długo, aż wilgoć z pączków zupełnie wyparuje, po czym jeszcze w stanie ciepłym przecisnąć zawartość przez płótno; zastudzić

Pisze o niej też dr. Różański:

„W dawnej medycynie stosowana była maść topolowa […] Maść topolowa nadaje się do leczenia stanów zapalnych skóry, do smarowania urazów, oparzeń ( w tym oparzeń słonecznych), obrzęków okołostawowych. Pomocna do smarowania i masażu przy nerwobólach i bólach mięśni, po kontuzjach sportowych
h i intensywnym treningu (dla przyspieszenia ustępowania wysięków i zakwasów). Także po ciężkiej pracy fizycznej (np. w ogrodzie) maść topolowa przyniesie ulgę w cierpieniach.”

Czosnek niedźwiedzi i podobny do niego w smaku i zapachu czosnaczek to kolejne atrakcje wiosny – może nie tak wczesnej jak pączki lub sok brzozowy, ale są to zdecydowanie rośliny sezonowe. W zasadzie każda z nich zasługuje na osobny wpis, wspomnę tylko zatem, że są jadalne, smaczne i, szczególnie czosnek niedźwiedzi, bardzo wartościowe jako zamienniki czosnku. Zarówno w smaku jak i zakresie działania.

Pozostałe wymienione – a i sporo nie wymienionych – rośliny warto wykorzystywać po prostu do spożycia. Nie ma potrzeby zbierać ich w dużych ilościach, nie trzeba również pilnować proporcji ani składu takich „miksów” spożywczych. Nie zajmujemy się w ten sposób żadnym leczeniem – są to najłatwiejsze z możliwych działania prozdrowotne, do których zachęcam od początku istnienia mojego bloga!

I wszelkimi innymi metodami:

warsztaty, Kurs Profilaktyki Zielarskiej, wykłady, pogadanki, spotkania… 

mix sałatkowy

 Mix sałatkowy: gwiazdnica, pokrzywa, przytulia

fot. Ewa Ślęczek; mix: Zielicha

W zestawieniach spożywczych kierujmy się dostępnością roślin, własnym gustem, smakiem i … rozsądkiem. Po raz kolejny zachęcam do uruchomienia wyobraźni i polotu! Wykorzystać można mnóstwo znanych przepisów kuchennych (jajecznice, twarogi, masła, pasty, sałatki, jogurty, nadzienia, soki, zielone shake’i  – itd itp), albo komponować zupełnie nowe.

Garść gotowych przepisów, w tym kosmetycznych, w kolejnym wpisie.

Na razie zaś:

cudownej wiosny wszystkim!!!

fiołek wonny

źródło internet

Z wiosną!!!

Trzydziesty wpis na blogu przypadł na początek wiosny…

Nie planowałam tego ani też nie celowałam specjalnie.

Cieszę się jednak, że ów „mini jubileusz” wita tę właśnie porę roku!

Oczywiście kalendarzowy 1 dzień wiosny nie musi być jednoznaczny z eksplozją wiosenną wokół nas. Często w naszych warunkach klimatycznych nie bywa nią, pozostając nadal szarawym jeszcze przedwiośniem lub wręcz białą zimą!

Tym niemniej Wiosenna Równonoc, czyli 20 lub 21 marca to umowny, kalendarzowy i astronomiczny „próg”.

Moment przełomu.

Od tej daty ilość godzin światła słonecznego w ciągu doby przeważa i niezależnie od temperatur czy też pogody, budzi sie wkoło coraz więcej życia. Mamy też juz spokojną pewność, że, wraz z nasiloną aktywnością zwierząt, w tym rozśpiewanych ptaków, prędzej niż później pojawi się zieleń, kwiaty, barwy i ciepłe dni.

Od wieków była to okazja do świętowania odradzajacego sie, zmartychwstającego

ŻYCIA

z jego bogactwem, różnorodnością, szczodrością – i pięknem.

Bogatą i różnorodną paletą surowców na smakołyki, kosmetyki, wspomagajace zdrowie, a i lecznicze preparaty. Jeszcze nie kolorową, wciąż zieloną tylko ledwo ledwo, tym niemniej już użytkową.

Jare Gody, Ostara, Marzanna, Wielkanoc

cieszmy się wiosną, świętujmy ją, uhonorujmy każdy po swojemu i… korzystajmy z jej dobrodziejstw!

pokrzywa marzec