Jak to z tym barszczem??? (część 2)

***

A co z barszczem zwyczajnym?

Tym, który możemy spotkać w Naturze o wiele częściej?

Barszcz zwyczajny, roślina rodzima w naszym regionie, jest smaczną i przez wieki cenioną rośliną jadalną oraz leczniczą. Nie jest zbyt atrakcyjny na surowo i na ogół nie był (i nie bywa) tak jadany. Bardzo dobrze natomiast nadaje się do gotowania i kiszenia.

Podobnie jak jego opisywani wcześniej krewaniacy (i niemal wszyscy przedstawiciele rodziny selerowatych), barszcz zwyczajny też zawiera fotokumaryny. Jednak w ilościach znacznie mniejszych i nie powodujących żadnych przykrych efektów u ludzi ani zwierząt. Dla świętego spokoju można zbierać jego liście i pędy w chłodniejszych porach dnia. To samo można by powiedzieć o selerze, lubczyku czy nawet pietruszce…

Kiszonym liściom, pędom i kwiatostanom barszczu zwyczajnego zawdzięczamy

nazwę „barszcz” w odniesieniu do zup (dawniej – polewek),

przygotowywanych na bazie kwaszonych roślin.

To on właśnie był ich prekursorem.

Buraki pojawiły się na naszych stołach nie wcześniej niż w późnym Średniowieczu, raczej zaś w dobie Renesansu, wraz z „włoszczyzną”. Początkowo jako warzywo liściowe. Zaś kiszonkę z mąki, żytniej lub owsianej, nazywano „żurem”. Pisałam już o tym kilka lat temu, przy okazji omawiania kiszenia i solenia, jako metod konserwacji roślin/ ziół jadalnych:

Kiszenie i solenie

Zupy (polewki) z barszczu, gotowanego lub kiszonego, były bardzo popularne w regionie Europy Środkowej aż do XVI – XVII w. Nawet wikipedia w opisie gatunku przytacza historyczne opinie o nim. Niektóre pozwolę sobie przedstawić jako ciekawostki:

„Gdy barszcz kwaszą po polsku, dobrze ij pić w febrach, gorączkach, w pragnieniu, albowiem pragnienie i kolerę uśmierza i chciwość jedzenia pobudza swą przyprawą. Przyprawiony z jajcy a z masłem dobrze jeść takich dniów, gdy mięśniej polewki nie jedzą, bo takież czyni jako mięśnia polewka”

Marcin z Urzędowa, żyjący w XVI w botanik, lekarz, zielarz; studiował medycynę na Uniwersytecie w Padwie. Autor „Herbarza Polskiego”, będącego ówczesną „encyklopedią” z zakresu botaniki i medycyny. „Herbarz” pełnił rolę podręcznika medycznego na Uniwersytecie Krakowskim (dziś UJ)

„Barszcz nasz znajomy jest każdemu u nas, w Rusi, w Litwie, w Żmujdzi, aniźliby się mógł z okolicznościami swemi opisać. Do lekarstwa i stołu użyteczny jest bardzo smaczny. Tak korzeń jako i liście. Acz korzeń tylko do lekarstwa użyteczniejszy jest, liście zaś do potraw. (…) Smaczna i wdzięczna jest polewka barszcz, iako do u nas albo w Rusi i w Litwie czynią. Bądź sam tylko warzony, bądź z kapłonem albo z innemi przyprawami, jako z jajcy, ze śmietaną, z jagły. Pragnienie po przepiciu uśmierza warzony iakokolwiek pożywany. Także i surowy kwaszony w gorączkach pijąc bywa dobry

Szymon Syreński, Syreniusz, również żyjący i działający w XVI w botanik, lekarz i badacz leczniczych właściwości ziół. Opracował i wydał obszerny „Zielnik o roślinach użytkowych”. Był na równi z poprzednikiem absolwentem Uniwersytetów Krakowskiego i w Padwie, oraz wykładowcą medycyny w Krakowie.

Jak widać, barszcz zwyczajny cieszył się dobrą sławą nie tylko jako roślina spożywcza, ale i lecznicza. W XVII w jego rola zaczęła nieco maleć, pozostał jednak ważnym uzupełnieniem stołów ludzi biedniejszych stanów, w tym częściowo drobnego ziemiaństwa. W XIX w botanik i badacz Józef Rostafiński napisał monografię o barszczu, dostrzegając jego walory i przydatność.

Dziś barszcz jest nadal wykorzystywany spożywczo, chociaż raczej w regionach mniej „industrialnych”. Jego młode pędy i liście stanowią też ciekawą ofertę w kuchni „Surwiwalowej”. Smak gotowanego barszczu, czy to z surowych czy kiszonych jego części, faktycznie przypomina mięsny bulion. Poniżej link do wpisu na temat jego kiszenia, przygotowania dania i smaku, zamieszczonego na jednym z blogów:

Barszcz z barszczu zwyczajnego, Mr. Wilson bushcraft

***

Wiemy już jak się przedstawia się sprawa użytkowej przydatności barszczu zwyczajnego.

A zatem jak go rozpoznać?

Kwitnący barszcz zwyczajny

Zanim postaram się przybliżyć wygląd i rozpoznawanie go

bardzo ważna uwaga!!!

Koniecznie trzeba wspomnieć, że, niezależnie od tego, jak starannie go opiszę, ja czy ktokolwiek inny, kluczowym zadaniem jest nauczenie się rozpoznawania rośliny w terenie!!! Jak zresztą większości przedstawicieli dziko rosnących selerowatych. Wyjątek stanowią opisywany niedawno podagrycznik, oraz ewentualnie, w fazie kwitnienia, dzika marchew o bardzo charakterystycznym kwiatostanie. Pozostałe „selerki” powinny być bezwzględnie dokładnie poznane w Naturze!!! Najlepiej pod okiem doświadczonego zbieracza.

To bardzo zróżnicowana grupa roślin. Należą do niej cenne gatunki

jadalne i użytkowe, ale także śmiertelnie trujące!

Szczwół plamisty, szalej jadowity (cykuta), blekot,

są w gruncie rzeczy

znacznie groźniejsze niż opisywane wcześniej barszcze kaukazkie.

Śmiertelnie groźne nawet w małych dawkach

i dużo łatwiejsze do pomylenia z innymi

przedstawicielami tej rodziny.

Tak więc, zanim sięgniemy po nieznane sobie rośliny selerowate,

szczególnie do spożycia, upewnijmy się,

że dobrze je oznaczyliśmy!

Barszcz należy do tych łatwiej rozpoznawalnych,

tym niemniej trzeba go najpierw dobrze poznać.

Sugestia praktyczna dla początkujących:

naucz się rozpoznawać podagrycznik i barszcz zwyczajny,

resztę dzikich przedstawicieli tej rodziny

pozostawiając tam, gdzie rosną!

Bardzo młode liście barszczu zwyczajnego, kadr z Kursu Profilaktyki 

fot .D Wojczyk

Liście w pełni rozwinięte

Wracając do (wstępnego) rozpoznania barszczu zwyczajnego…

Ogólnie roślina ta przypomina nieco barszcze opisywane poprzednio, jest jednak przede wszystkim wielokrotnie mniejsza! Jej pędy kwiatowe dorastają najwyżej do 50 – 150 cm. Proporcjonalnie mniejsze są też liście i kwiatostany. Kwiaty ma białe, czasem różowawe albo zielonkawe. Takie trochę „nijakie”. Kwiatostan przypomina nieco postrzępiony, ażurowy parasol. Liście barszczu są bardzo zmienne, z reguły pierzaste, powycinane, jednak nieregularnie. Liście na łodydze mają charakterystyczną „pochwę”. Dolne, rozetowe, są jej pozbawione.

Charakterystyczna pochewka liściowa

W celach leczniczych barszcz jest dziś używany okazjonalnie i raczej korzeń niż pozostałe części. Do jedzenia/ gotowania/ kiszenia zbiera się jędrne, zdrowe, najlepiej młode liście z ogonkami oraz pędy kwiatowe przed rozwinięciem kwiatów. Można je umyć, bywają zabrudzone ziemią, czasem zaś goszczą różne owady.

Liście przeznaczone na susz lepiej starannie otrzepać lub przetrzeć, lepiej wysychają, jeżeli ich nie zmoczymy. Z suszonych liści barszczu można korzystać jak z przyprawy (selera, lubczyku, pietruszki).

Propozycja dla amatorów kulinarnych ciekawostek: kiszone pędy i kwiatostany, podawane bez gotowania, mogą być ciekawą przystawką lub dodatkiem do różnych dań.

***

Mam nadzieję, drogi czytelniku/ czytelniczko, że te wpisy

przybliżyly nieco odpowiedź na tytułowe pytanie.

Jak widać, z barszczem może być óżnorodnie.

Oby zdrowo, bezpiecznie i nade wszystko, bez zbędnego lęku!

Ale z zachowaniem ostrożności i uważności

należnej Naturze i jej różnorodności

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie, poza jednym, pochodzą z internetu

Zdjęcie wiodące: zbliżenie kwiatostanu barszczu zwyczajnego

Jak to z tym barszczem??? (część 1)

Od kilku lat, wraz z nadchodzącym wczesnym latem, w internecie, a także o ile wiem, prasie oraz innych mediach, powraca temat barszczu. Dokładniej zaś: barszczu Sosnowskiego, nie należącego do naszej rodzimej flory, ale sprowadzonego w okresie PRLu jako roślina pastewna. Obecnie już od lat nie uprawiana, ale dość często spotykana na dzikich stanowiskach.

Klimat najwyraźniej jej się spodobał…

Ciekawostką jest fakt, że barszcz Sosnowskiego i jego omawiany niżej krewniak,

swoja karierę w Europie Zachodniej rozpoczęły już w XIX w jako rośliny ozdobne!

Dziś jest zgoła inaczej. Kiedy zdarza mi się słyszeć lub czytać nagrania lub artykuły na temat barszczu, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że histeria wokół tej rośliny przekracza wszelkie granice rozsądku.

Na podstawie medialnych rewelacji można ją posądzić bez mała

o atakowanie ludzi!!!

Efektem takiego zastraszania jest po pierwsze zupełnie zbędny i nikomu nie służący, rosnący poziom lęku. Strach przed Naturą i tak jest współcześnie nierzadki, zaś w obliczu szerzonej paniki urasta do irracjonalnych rozmiarów! Spotkałam się z panicznymi właśnie reakcjami na widok łąki z kwitnącym krwawnikiem, lub jakąkolwiek rośliną o białych baldachach kwiatów. Samo zaś słowo „barszcz” w kontekście flory, wywołuje natychmiast falę obaw i niepokoju.

Po drugie owa panika przyczynia się do bezkrytycznego niszczenia wszystkiego, co chociażby odlegle barszcz Sosnowskiego przypomina. Należy on do rodziny selerowatych, bardzo licznie reprezentowanej w naszej florze. I niestety, nawet dalekie podobieństwo bywa powodem likwidacji różnych roślin. W tym, na przykład, do niedawna jeszcze chronionego i wciąż rzadkiego, Arcydzięgla litworu.

Po trzecie zaś obawy i strach, połączone z nazwą „barszcz”, nie pozwalają na obiektywne poznawanie ani ewentualne wykorzystanie rodzimego gatunku z tego rodzaju. A szkoda…

A zatem… jak to z tym barszczem?

Na tak zadane pytanie odpowiem pytaniem: z którym?

Nazwa „Barszcz” określa rodzaj roślin, w jego obrębie wyróżnia się kilkadziesiąt gatunków i podgatunków. W Polsce można spotkać kilka z nich. Nie podejmuję się omawiania w tym i tak dość obszernym wpisie, wszystkich gatunków tego rodzaju, rosnących u nas. Na jego potrzeby wystarczy wspomnieć trzy:

    • typowym dla naszej flory i środowiska jest rodzimy Barszcz zwyczajny, nazwa łacińska Heracleum sphondylium L.

    • odsądzany „od czci i wiary” gatunek wywołujący wspomnianą panikę, to napływowy Barszcz Sosnowskiego, Heracleum sosnowskyi Manden

    • kolejnym spotykanym w Polsce gatunkiem jest nie mniej niż poprzednik uciążliwy, za to prawie nie wspominany, również „imigrant”, Barszcz Mantegazziego, Heracleum mantegazzianum Przy czym oba te sprowadzone gatunki są określane jako „barszcz kaukaski”, nie do końca też ustalona jest ich systematyka. Naturalnie wystepują na Kaukazie i tam są roślinami rodzimym

Jest niezaprzeczalnym faktem, że oba barszcze „kaukaskie”, sprowadzone przed laty jako pastewne, są obecnie bardzo kłopotliwymi roślinami inwazyjnymi. Nie tylko w Polsce. Swoją złą sławę zawdzięczają wysokiemu stężeniu obecnych w soku i wydzielinie na powierzchni (we włoskach) fotokumaryn. Związki te w kontakcie ze skórą ludzi i zwierząt, w obecności światła słonecznego /ultrafioletowego powodują fotodermatozę, rodzaj oparzenia II i III stopnia. To zagrożenie wzrasta przy wysokich temperaturach i dużej wilgotności powietrza. Są lotne, co przy upalnej i wilgotnej pogodzie może skutkować oparzeniem (a raczej podrażnieniem) nawet bez dotykania rośliny. Może też pojawić się podrażnienie układu oddechowego. Trzeba jednak znaleźć się dość blisko rośliny na dłuższy czas. Zbliżanie się do tych roślin jest natomiast niewskazane dla osób chorych na astmę lub ze skłonnością do alergii!

Objawy skórne występują nie od razu, czasem nawet po ok 2 godzinach od kontaktu. Oparzenie jest bolesne, dokuczliwe, goi się długo i opornie, zaś nawet po zagojeniu skóra pozostaje nadwrażliwa na światło. W miejscach po podrażnieniach łatwo ciemnieje pod wpływem słońca. Ten efekt utrzymuje się nawet kilka lat.

Zagrożenie znacznie maleje, a nawet znika, kiedy jest chłodno i słońce nie operuje bezpośrednio. Nawet przy takiej pogodzie jednak, lepiej nie dotykać ani nie zrywać żadnego z barszczy kaukaskich. Szczególnie gołymi rękami.

Podkreślam: żadnego z barszczy kaukaskich!

Czyli dwóch wymienionych gatunków napływowych!

Podkreślam też, że opisane powyżej działanie dotyczy kontaktu ze skórą i śluzówkami soku z roślin w stanie surowym. Kiszone były stosowane jako pasza. Zrezygnowano z nich głównie z powodu kłopotów ze zbiorem i zagrożeniami zdrowia ludzi. Nie jest to zatem roślina trująca, należy ją raczej okreslić jako toksyczną.

A zatem odpowiadając na tytułowe pytanie: z barszczem Sosnowskiego oraz Mantegazziego należy zachować daleko idacą ostrożność, nie zrywać, nie zbliżać się podczas słonecznej, ciepłej pogody. Jeżeli mamy podejrzenie, że spotkaliśmy któregoś z tych jegomości, najlepiej jest po prostu ominąć je z daleka.

Jeżeli z jakiegoś powodu mieliśmy kontakt z wyżej wspomnianymi barszczami, warto jak najszybciej starannie umyć skórę w miejscu kontaktu. Najlepiej wodą z mydłem.

Więcej informacji na temat działania tych roślin można znaleźć obecnie w wielu miejscach, chociaż często w panikarskim tonie. Oba barszcze pochodzące z Kaukazu i ich krzyżówki są objęte zakazem uprawy i rozpowszechniania. Ich spontaniczne występowanie może być zgłaszane. Jako przybysze „z zewnątrz” rosną głównie tam, gdzie istniały ich uprawy i „zdziczały”, czyli po prostu zajęły dzikie stanowiska.

Jak je rozpoznawać? Oba omawiane gatunki wyróżniają się przede wszystkim rozmiarami. Są to rośliny naprawdę olbrzymie! Wysokość 2- 4 m jest normą, dorastają i do 5 m. Z rodzimej flory dorównać im może jedynie chyba wspomniany wcześniej Arcydzięgiel litwor lub Arcydzięgiel litwor nadbrzeżny. Stosownie dużych rozmiarów są też liście i kwiatostany. I tu też istotna różnica, Arcydzięgiel ma kwiatostan kulisty, Barszcz – parasolowaty.

Barszcz Sosnowskiego w całej krasie

Liście barszczu Sosnowskiego

Liść barszczu Mantegazziego

Poniżej zamieszczam link do strony umożliwiającej zgłaszanie „podejrzanych”. Znajduje się tam też bardzo staranny i dokładny opis różnic pomiędzy barszczami kaukaskimi, a roślinami najbardziej do nich podobnymi:

Jak odróżnić barszcz Sosnowskiego

Oraz jeszcze jeden opis różnic:

Jak łatwo się pomylić, rośliny podobne do barszczu

Pamiętajmy!

Barszcz Sosnowskiego nas nie zaatakuje, nie wyskoczy zza krzaka!

***

Jako olbrzymia roślina jest widoczny z daleka i nawet na odległość można się mu przyjrzeć.

Nie pojawi się też na łące/ nad rzeką/ przy drodze ani gdziekolwiek znienacka!

***

Aby urosnąć, potrzebuje czasu.

Swoje olbrzymie rozmiary prezentuje już jako wiosenna

rozeta liściowa, zanim wypuści pęd kwiatowy.

Liście barszczy kaukazkich znacznie przewyższają wielkością

wszystkie inne, jakie możemy spotkać w terenie.

Nierzadko już młode osiągają niemal 1 m kwadratowy powierzchni!

***

Mam nadzieję, że powyższe rozważania pomogą zrozumieć

temat „drapieżnych” barszczy!

CDN

***

Wszystkie zdjęcia w tym wpisie pochodzą z internetu

Obrazek wiodący to zbliżenie kwiatostanu barszczu Sosnowskiego