Sosnowe szaleństwa czyli cuda wyobraźni

O roli i wadze wyobraźni w codziennym stosowaniu roślin zamierzałam napisać już nieraz.  Styczniowa akcja „Cała Polska widzi szyszki”, wspólne dywagacje na temat sosny, jodły i innych iglaków stały się świetną (chociaż nie pierwszą) okazją do rozwinięcia tego tematu.

Pomysłowość, inwencja, odwaga w eksperymentach – te cechy niezwykle przydają się w obcowaniu z Naturą i korzystaniu z jej bogactwa. Są cudownym, niezastąpionym towarzyszem w zielarskiej przygodzie. Nowe pomysły, rozwiązania, metody, dają równie wiele radości same w sobie, co ich rezultaty! Chociaż zdarza się, że efekty są zupełnie bezużyteczne… Ale to nie szkodzi! Zawsze da się „spróbować raz jeszcze”, coś zmienić, ulepszyć, zmodyfikować.  Taki proces sam w sobie jest świetną zabawą,  zaś efekty końcowe – często przerastają najśmielsze oczekiwania. Co nieco już o tym wspominałam w innych wpisach – dziś chciałabym siegnąć po przykłady.

Istotne jest to, że nie musimy znać dokładnie i na wylot danej rośliny,

by móc ją przerobić

na 1000 i 1 różnych „cudeniek”

Konsupcyjnych, kosmetycznych, przyprawowych: do wyboru do koloru!

 

Ostatnia uwaga dotyczy, rzecz jasna, wykorzystania prozdrowotnego ziół. Nie wolno pod żadnym pozorem traktować w ten sposób ich stosowania leczniczego! Nawet w przypadku leczenia niezbyt ciężkich schorzeń!!! Absolutnie nie używamy również do takich zabaw roślin trujących!!!

 

Bywa i tak, że nowatorskie i odkrywcze z naszego punktu widzenia pomysły lub przepisy są w istocie reaktywacją bardzo starych metod lub rozwiązań. W niczym nie umniejsza to ich wartości! Sięganie po naturalny potencjał rodzimej przyrody jest na tyle zaniedbane, że wręcz trzeba szukać głęboko wstecz – w historii i tradycji.

zbior sosny wersja X w

Zbiór wiosennych pędów sosnowych w wersji „średniowiecznej” 

Tak stare, że stało się nowe – to bardzo częste zjawisko w każdym w zasadzie aspekcie wiedzy zielarskiej.

Nikt z pewnością nie jest w stanie wymyślić wszystkich możliwych zastosowań, ani dla jednej rośliny, ani nawet tylko jednej jej części. Wspólnymi siłami natomiast da się stwarzać przebogatą, zróżnicowaną ofertę, „bazę pomysłów”. Do wykorzystania w postaci gotowej – albo jako inspirację dla kolejnych prób i zabaw… Do czego szczerze zachęcam, podsuwając garść pomysłów, zgodnie z tytułową inspiracją – sosnowych i „leśnych”

Szyszki i nie tylko…

Leśne inspiracje – kosmetyczne

Sosnowe wariacje – smakowite na słodko, smakowite na słono

Zabawa „na całego”

Maść – prastare, a nowe…

To zaledwie kilka sugestii!

Dodatkowo zaś:

 

„Maść choinkowa” wedle nieco bardziej historycznej receptury:

15 dkg smalcu/ łoju; ok. 1 łyżki żywicy świerkowej; 10 szczytowych gałązek świerku ( z pączkami) ok 10 cm każda; garść igieł sosnowych

Wykonanie – identycznie jak w  jak w opisie współczesnym: tłuszcz roztopić, podgrzać w nim żywicę – do rozpuszczenia oraz gałązki/ igły – do etapu odbarwienia; odcedzić, zastudzić. Maść uzyskuje delikatny żywiczny zapach i lekko zielonkawe zabarwienie…

fot maść świeca

Maść choinkowa na bazie łoju w „otulinie” sosnowych igiełek

Zapachy  – w rozważaniach „leśnych”, szczególnie zimowych, nie może zabraknąć zapachu! O kadzeniu i pomysłach na nie bedzie jeszcze nieraz – z pewnością nie tylko na moim blogu.

Jak widać powyżej, uzyskanie ciekawych efektów nie jest skomplikowane.  Wystarczy „opatulenie” gałązkami iglaków pojemniczka na świecę. Bardziej to wprawdzie efekt wizualny niż zapachowy (zapach jest bardzo nikły), jednak uroczy.

Ale i to nie wszystko…

Dla sporządzenia kadzidła zazwyczaj niezbędne są specyficzne składniki, urzadzenia (kadzielniczka), określone działania…  Nieodłącznym elementem kadzenia jest zawsze dym – czasem niepożądany. Różne zioła, w tym jodłę i jałowiec, można wykorzystać do klasycznego kadzenia – ale nie tylko!

Kompozycja zapachu z jałowcem i jodłą

Potrzebne bedą:

płaski garnek 2 – 4 l ; garść soli (najlepiej morskiej); kilkanaście szyszkojagód jałowca; 1 – 2 gałązki tegoż; igliwie (ok. 2 szklanki) lub 3 – 4 małe gałązki jodły; woda – 2/3 garnka

Do garnka wlewamy wodę, wrzucamy wszystkie wonne dodatki – jagody jałowca dobrze jest pognieść  – sól i gotujemy mniej wiecej 10 min od zawrzenia wody, pod przykryciem. Zapach unoszący sie z odkrytego garnka rozpłynie się po całym pomieszczeniu, dając cudowny efekt inhalacji, oczyszczenia i subtelnej woni lasu! Można taki „inhalator” pozostawić, zeby powoli stygł – para bedzie unosić się z niego jeszcze długo, nawet jeżeli temperatura wyraźnie spadnie…

Jeżeli chcemy mieć efekt zapachowy dłużej, można wykorzystać podgrzewany dzbanuszek (jak do grzańców) lub czajniczek na herbatki. Dopasowujemy wówczas oczywiście ilość odwaru do pojemności naczynia…

 

Serdecznie zachęcam do wielu różnych eksperymentów, prób,  szukania rozwiazań – tych bardzo starych lub bardzo nowych, łączenia ich ze sobą, słowem: niepowtarzalnych „spotkań z Naturą” w zabawie!

Reklamy

Wpis tymczasowy

Blogowanie ma swoje prawa i reguły, w które dopiero teraz po troszę „wchodzę”… A może wcześniej po prostu tych reguł nie było???

Gdzieś pod czaszką kołacze mi się anegdota na temat „zawodów przyszłości”. Konkluzja była taka, że, co dekadę mniej więcej, pojawiaja się nowe zawody, dziedziny, rodzaje pracy, których nie jesteśmy w stanie nazwać ani przewidzieć…

Cóż, blogger z pewnością do takich „świeżynek” należy. Przynajmniej z mojej życiowej perspektywy!

Nie mam na razie pojęcia, czy i na ile blog „Zielicha” stanie sie dla mnie formą pracy! Chwilowo jednak staram sie pilnować regularnosci wpisów (wow! wyraźna poprawa wobec wcześniejszych prób!), totez wrzucam kolejny – tymczasowy…

Tymczasowy, bo sytuacja domowo – życiowo – remontowa utrudnia pisanie kolejnych rozbudowanych porad/ przemyśleń/ podpowiedzi / sugestii (niepotrzebne skreślić), na zbudowanie „buforu zasobow bloga” zaś jeszcze nie było czasu….

Wprawdzie tekstów o różnej treści i zawartości merytorycznej mam sporo. Ale i one wymagaja „szlifu”!

Tymczasowo zatem, z ogromną wdzięcznością za kolejne dni bogatych zmian i przetasowań, głównie domowych, ale i własnych, dziekuję czytelnikom, prosząc o nieco cierpliwości!

 

Żeby zaś nie było całkiem dywagująco, pozwolę sobie wrzucić pomysł na poratowanie rąk, zmęczonych sprzątaniem, myciem, kurzem, pyłem poremontowym i skokami temperatur, przewidywalnymi o tej porze roku:

Balsamik do rąk wersja I

(testowa!)

Olej kokosowy, olejowy wyciąg z nagietka – w stosunku 1 : 1.

Wymieszać na ciepło, używać….