Wiosna cd – przypomnienia, propozycje…

Niebawem już,

wraz z marcową Równonocą,

zawita do nas wiosna „kalendarzowa”.

IMG_7100

Tej „realnej” oczywiście nie sposób przewidzieć dokładnie, tym niemniej prędzej czy później, cieplejsza lub chłodniejsza, sucha czy też mokra – nadejdzie! Przedwiośnie zaś trwa w najlepsze, pomimo nawracających śniegów i przymrozków.

W kolejnym wpisie zatem wiosenne „przypomnienia” oraz garść innych pomysłów!

Przypominajki:

Zbiór soku z drzew (klonu, brzozy)

liście brzozy

Sosna i jej surowce

odrosty sosny

Wiosenne kwiaty

P1210256

 W linku propozycje z bloga Gosi Kalemby Dróżdż „Trochę inna cukiernia”.

Warto nadmienić, że w podobny sposób da się konserwować nie tylko fiołki.

Stąd na zdjęciu zamiast nich – stokrotki!

Mniszek po raz „enty”

mniszek

Bardzo wczesnym surowcem wiosennym

są także liście, w tym krzewów i drzew.

Dziś dwa mniej popularne przykłady:

Czarny (dziki) bez – Sambucus nigra L.

screen bez cz

Młodziutki liść czarnego bzu

Roślina dziko rosnąca, wieloletnia, krzew

Bipocenoza – rośnie w lasach i zaroślach, na obrzeżach łąk, pól i pastwisk, często przy domach; w polskich górach po regiel dolny

Kolejny niezwykle wartościowy i często zapominany surowiec spośród potencjału roślin dziko rosnących. Krzewy czarnego bzu są tak wszechobecne, że traktuje się je w naszych zaroślach jako chwasty. Często też spotyka się opinię, że jest to roślina trująca, a co za tym idzie – nieużytkowa. Prawda w tym przypadku leży pośrodku. W czarnym bzie faktycznie zawarty jest sambunigryna, trujący składnik o budowie bardzo zbliżonej do trucizny psiankowatych – solaniny. Jednak związek ten ulega rozpadowi pod wpływem temperatur w granicach 50 – 60 stopni. Toteż żadnych części bzu nie jada się i nie użytkuje na surowo! Można natomiast – i warto – wykorzystywać je na różne sposoby po ogrzaniu. Najczęściej używane kwiaty i owoce bzu są wyśmienitymi surowcami kulinarnymi i kosmetycznymi, przydatnymi w szeroko pojętej proflaktyce.

Surowcem zielarskim są liście, kwiat, owoc, a także kora i korzeń. Użytkowym: liść, kwiat, owoc

Kwiat czarnego bzu to przede wszystkim głębokie oczyszczanie organizmu, działanie moczopędne i regulujące pracę nerek, obniżające gorączkę, antyseptyczne, lekko wyksztuśnie.W zakresie przeciwgorączkowym i wspomagającym leczenie infekcji są wielokrotnie silniejsze niż popularnie stosowana lipa. Owoce także działają napotnie, oczyszczająco i przeciwgorączkowo, są jednak również, ze swą bardzo wysoką zawartością antocjanów (ciemnoczerwony barwnik), wyraźnie przeciwbólowe, wspomagają i regulują pracę serca i ciśnienie krwi, obniżają poziom cukru. Są używane do leczenia i stabilizowania wszelkich schorzeń o podłożu zaburzeń przemiany materii, bakteryjnym i wirusowym. W postaci powidełek lub dżemu mają działanie rozwalniające, przy okazji oczyszczające jelita – bardziej grube niż cienkie. Tak kwiaty jak i owoce stosuje się w takich schorzeniach jak migreny, nerwobóle, biegunki, choroby reumatyczne, i neurologiczne. Liście, zbierane przed zakwitnięciem, dają przyjemną w smaku herbatkę o właściwościach bardzo zbliżonych do zielonej herbaty. Mają też działanie przeciwwirusowe. Kora i korzeń, w warunkach domowych stosowane rzadko, mają działanie moczopędne i czyszczące nerki – silniejsze niż kwiat i owoc.

Z kwiatów oraz owoców bzu przyrządza się wiele smakowitych potraw i przetworów. Syrop lub napój musujący z kwiatów są orzeźwiające, lekko wychładzające, zachowują też pełne spektrum właściwości detoksykujących. Kwiaty bzu smażone w cieście stanowią oryginalny przysmak – we Włoszech, szczególnie w Toskanii i Umbrii, są potrawą tradycyną. Owoce nadają się na powidła, dżemy, soki, syropy, marynaty, wina; można też przyrządzać je w soku własnym. Są świetnym, smakowym i barwnikowym dodatkiem, do przetworów z innych owoców – jabłek, śliwek, dyni itp. Owoców bzu używano dawniej do fałszowania drogiego wina Porto – dla nadania mu właściwego koloru. Takie praktyki doprowadziły, między innymi, do wysokiej oceny wartości leczniczych wspomnianego wina…

Młode liście, najmniej chyba rozpowszechnione w zastosowaniu codziennym, użytkowano od wieków. Współcześnie opisywane są jako „czysta prewencja”, surowiec łatwo dostępny już od bardzo wczesnej wiosny, cenny i bogaty w ogólnym działaniu na organizm. Warto o nich pamietać. Liście najlepiej zbierać młode, przed kwitnieniem roślin.

Bez dostarcza także surowców kosmetycznych – głównie kwiaty i liście. Przez wieki każda dbająca o wygląd niewiasta przygotowywała sobie „wodę bzową”. A oto przepis na ten stary środek, z pewnością lepszy od wielu dzisiejszych przeładowanych chemią kosmetyków:

„[…]Wypełnić pojemnik kwiatami bzu, ubić i zalać około dwoma litrami gotującej wody.

Po ochłodzeniu dodać 75 gram czystego spirytusu. Przykryć płótnem i odstawić na kilka godzin w ciepłym miejscu. Po ochłodzeniu przecedzić następnie i przelać do butelek i szczelnie zakorkować.[…]”

Taka woda, o trwałości kilku miesięcy, jest niezastąpiona w pielęgnacji twarzy, dekoltu – oczyszcza, pojędrnia, zmiękcza, usuwa zaczerwienienia i zmiany ropne, wygładza, nadając cerze świetlistości. Można ją stosować także do wklepywania pod oczy. A nie jest to jedyny sposób na kosmetyczne wykorzystanie surowców z bzu. Przykładowo mogą to być również parówki, kąpiele, dodatek do płynów i balsamów do ciała, kremów oraz toników. Napar lub odwar z liści bzu doskonale poprawia jakość i wygląd np skóry rąk.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo – napary, odwary, wyciągi, syropy, soki, powidełka;

proflaktyczne – jako wyroby spożywcze i kosmetyczne;

kulinarnie – jako surowiec na herbatki, soki, konfitury, dżemy, powidła, wina, dodatek do innych przetworów, marynaty, jako barwnik spożywczy (np do lukru);

kosmetycznie – jako „woda bzowa”, składnik kąpieli, toników, płynu pod oczy, balsamów, mydeł; sokiem z owoców dawniej barwiono brwi i rzęsy;

Malina właściwa – Rubus idaeus L.

liść maliny

Młodziutkie listki malin

Roślina dziko rosnąca lub uprawiana, wieloletnia krzew

Biocenoza – rośnie lasach, zaroślach, ziołoroślach, na zrębach, na zboczach; na niżu i w górach do 2000 m n.p.m. Preferuje luźne, niezbyt suche, żyzne gleby; uprawiana – w ogrodach lub sadach owocowych

Maliny, w odróżnieniu od wielu innych roślin zielarskich, nie trzeba w zasadzie rekomendować. Jest powszechnie znana, także jako roślina lecznicza. Jednakże warto poświęcić jej kilka słów, chociażby dlatego, że jej bogaty potencjał zielarski jest zwykle niewykorzystany! Malinę – szczególnie sok z owoców – kojarzy się zwykle z działaniem rozgrzewającym i przeciwgorączkowym. I nic ponadto. Tymczasem ten popularny także w ogrodach krzew ma znacznie więcej zastosowań!

Surowcem zielarskim jest owoc i liść. Użytkowym: liśćie (w tym fermentowane), owoce, kwiaty

Owoce, poza działaniem napotnym i przeciwgorączkowym, są bardzo silnym „wzmacniaczem” organizmu, ze względu na wysoką zawartość wielu minerałów i witamin. Liście, działając w podobnym zakresie, są jeszcze silniejsze; ponadto działają moczopędnie, żółciopędnie, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie, ściągająco, oraz poprawiają przemianę materii. Doskonale spisują się także jako środek rozkurczający mięśnie gładkie – głównie w obrębie układu pokarmowego i macicy. Liści maliny nie stosuje się dla kobiet w ciąży! Mogą spowodować plamienie, a nawet poronienia. Doskonale natomiast sprawdzają się w mieszankach przy kolkach (wątrobowej w połączeniu z np dziurawcem, nerkowej – z liśćmi lub pączkami brzozy) oraz bolesnym miesiączkowaniu – np z krwawnikiem i miętą lub rumiankiem.

Kosmetyczne zastosowania malin są rzadkie i raczej sporadyczne. Dawniej wywar z liści w połączeniu z potażem służył do farbowania włosów na czarno. Dziś wykorzystuje się raczej owoce do maseczek lub liście jako łagodzące toniki. Bardzo dużo znanych jest natomiast kulinarnych zastosowań owoców maliny. Od spożywania ich na surowo, poprzez desery, ciasta, soki, do wyrobu konfitur, galaretek, a także win i nalewek. Wszystkie wyroby malinowe zachowują większość właściwości surowego owocu.

Młode, wiosenne malinowe listki stanowią doskonały surowiec na wzmacniające, rozgrzewające, mineralizujące i herbatki.  Są też po prostu smaczne! Można je dodawać do surówek.  

Z  fermentowanych liści malin w połączeniu z liśćmi jeżyny i poziomki sporządza się tzw „herbatkę zimową”, mineralizującą,  wspomagającą odporność i rozgrzewającą.

Rodzaje zastosowań:

lecznicze – napary, odwary, soki, przecier z owoców, wino;

profilaktyczne – surowe owoce, soki, galaretki, konfitury, „herbatka zimowa”;

kulinarne – wszelkie możliwe zastosowania owoców;

kosmetyczne – maseczki witaminizujące, napary z liści do kąpieli lub jako tonik;

Reklamy

U progu sezonu

Wiosna się budzi!

Wraz z nią mnóstwo wartościowych surowców,

soków z drzew, pączków, młodych roślin, kwiatów…

Bogactwo odnawiającego się życia w coraz większym wyborze!

Wszystko, co żyje, odnawia się i budzi w tym okresie, przynajmniej w klimacie, jaki nas otacza. Rośliny rzecz jasna także. Jednak fakt, że odnawiają się i budzą nie oznacza, że wszystko jest od razu do wykorzystania, opisania, klasyfikacji i zbioru!!!

Natura ma swój własny rytm i nie zmienimy go naszą presją ani niecierpliwością – pisałam już o tym kilkakrotnie i powtarzać będę do znudzenia. Rytm odmienny w dodatku w różnych latach, regionach, okolicach. Aby się nie dublować – tu niektóre wcześniejsze refleksjie na podobny temat:

Poza innymi tematami przewija się zwykle wiosną temat oznaczania „co jest czym”. Tu również, jak we wszystkim, co związane z Naturą, potrzeba cierpliwości. Oraz doświadczenia, które przychodzi z czasem. Jako że wiosenny wygląd roślin często bardzo znacznie odbiega od ich ostatecznego kształtu! Niektóre rośliny da się dość szybko i łatwo rozpoznać w bardzo wczesnych stadiach rozwoju – innych nie. Podobnie zresztą jak z użytkowaniem. Sporo roślin, w tym z grupy jadalnych, można i warto użytkować od najwcześniejszych etapów ich wzrostu. Są i takie surowce, które dostępne będą wyłącznie wczesną wiosną (przykłady TUTAJ). Ale niemało znajdzie się także tych, którym lepiej jest pozwolić urosnąć, rozwinąć się, dojrzeć…Zachować wzmiankowaną tylekroć – cierpliwość.

Niemal równolegle z tematem rozpoznawania pojawia się zwykle kwestia nazw. Nazewnictwo roślin to temat w moim odczuciu zasługujący na osobny wpis. Popełniłam już zresztą takowy: „O rozpoznawaniu”, mam zamiar temat nieco rozbudować, ale… po kolei.

 Tutaj wspomnę tylko, że nazwy roślin są wyłącznie określającymi je słowami, wymyślanymi przez ludzi i, jak to często bywa, niejednorodnymi. Oczywiste jest na przykład, że są odmienne w różnych językach. Sporo istnieje też nazw zwyczajowych lub regionalnych.

Z kolei elementarny podział roślin i przypisanie im nazw, czyli systematyka, wykorzystuje nazwy łacińskie i też nie jest idealnie jednolita! Tu także na przestrzeni czasu zachodzą zmiany…I nie ma sensu kruszyć kopii o takie czy inne brzmienie. 

Kluczem do sensownego i celowego poszukiwania wydaje się raczej praktyczna znajomość konkretnych roślin.

Pod jaką nazwą, to rzecz umowna! 

Poniżej dwa opisy roślin typowo wiosennych, których nazewnictwo jest mocno zróżnicowane, nawet to łacińskie! Nie zmienia to jednak w niczym ani samych roślin, ani ich użytkowania.

 

Ziarnopłon wiosenny – Ranunculus ficaria L. ( Ficaria verna Huds.)

1024px-Ranunculus_ficaria,_from_Rize_DSC06931

fot. z Wikipedii

Roślina dziko rosnąca, zielna, bylina

Biocenoza: wilgotne łąki, prześwietlone lasy liściaste i zarośla, parki, sady, brzegi zbiorników wodnych, rzek i źrodeł

Ziarnopłon, jak wskazuje określenie „wiosenny”, to roślina bardzo wczesnej wiosny. Inna jego dość rozpowszechniona nazwa to pszonak, pszonek lub jaskier (jaskierek) wiosenny. Jego listki pojawiają się jako jedne z pierwszych zielonych zwiastunów kolejnego cyklu Natury.

Jest niewielką, płożącą roślinką, czasem o wznoszących się pędach. Nigdy jednak nie wyrasta wysoko. Zarasta często dywanowo spore połacie, niknąc z czasem w rozrastającej się zieleni innych roślin.

Ziarnopłon ma niewielkie, lśniące, okrągławe listki i intensywnie żółte, również lśniące kwiaty. Liście są jadalne do momentu pojawienia się kwiatów; surowiec leczniczy (liście i ziele) pozyskuje się przed (liść) lub na samym początku kwitnienia (ziele). Większość źródeł podaje, że ziarnopłon staje się trujący w chwili, kiedy już obficie kwitnie. Jego toksyczność nie jest szczegolnie goźna, garść zjedzonych liści z kwiatami nie zabije! Tym niemniej starsze rośliny stają się łykowate, gorzkie i niesmaczne. Mogą też powodować podrażnienia żołądka lub jelit. Lepiej zatem korzystać z wartości ziarnopłonu przed kwitnieniem, lub na samym jego początku!

Surowcem zielarskim są liście i ziele. Użytkowym: młode liście, bulwy

Leczniczo stosuje się je przeciwreumatycznie, antyseptycznie, odtruwająco i krwiotamująco. Najczęściej w postaci maceratów wodnych lub nalewek, można też wykorzystywać świeży sok. Maceraty z ziarnopłonu są stosowane również przeciw łysieniu i dla regeneracji skóry, w tym podrażnionej (np po użądleniach owadów, poparzeniu pokrzywą)

Młode listki ziarnopłonu są delikatne, smaczne, kruche. Doskonale nadają się do surówek, sałatek i innych mieszanek wiosennych. Można je dodawać do potraw surowych (w tym twarogu, jogurtu, masła itp) lub gotowanych, przy czym jedzone na surowo dostarczają sporo witamin, w tym wit. C.

Bulwki stanowiące przysmak dzików cenniejsze są po przekitnięciu roslin. Można je gotować, dusić na parze, prażyć. Są bardzo drobne, zatem raczej to przystawka niż danie! Pączki kwiatowe mogą posłużyć po zakonserwowaniu jako namiastka kaparów.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo: wyciągi wodne i alkoholowe z ziela doustnie, na skórę, do nasiadówek

profilaktycznie: spożywczo i kosmetycznie

kulinarnie: jako sałatki, surówki, przetwory

kosmetycznie: wyciągi nadają się na toniki albo płukankę na wlosy; jako dodatek do szamponu

Pierwiosnek lekarski – Primula veris L.ris L. 

800px-Primula_veris_001

fot. z Wikipedii

Roślina dziko rosnąca lub uprawiana, zielna, bylina

Biocenoza: świetliste lasy (szczególnie nadrzeczne łęgi), pastwiska, zarośla, wzgórza;

Prymula, prymulka, „kluczyki wiosny” to inne, zwyczajowe nazwy tej rośliny. Współcześnie łatwiej jest zobaczyć pierwiosnki na grządkach i rabatkach niż w Naturze, tym niemniej jest to roślina rosnąca także dziko. Częściej na obszarach górskich i wyżu niż nizinnych. Zakwita bardzo wcześnie, zwykle w marcu – kwietniu.

Pierwiosnek jest niewielką roślinką, ma rozete liściową tuż przy ziemi i pojedynczą, wzniesioną łodyge, na ktorej szczycie wyrasta pęk kwiatów. Dzikie pierwiosnki kwitną zawsze na żółto, uprawne miewają bardzo różne kolory: białe, kremowe, żółte w różnych odcianiach, czerwone, fioletowe… Sa lubianą byliną wiosenną w ogrodach i parkach. Coraz rzadziej pamięta się o ich potencjale leczniczym oraz spożywczym.

Surowcem zielarskim jest cała roślina; użytkowym liście i pędy z kwiatami

Uwaga! Pierwiosnek bywa uczuleniowy! Przed każdym jego zastosowaniem należy sprawdzić wrażliwość na niego! 

Wyciągi z pierwiosnka stosuje się przy leczeniu przeziębień, zapalenia gardła i krtani, grypie, zapaleniu oskrzeli. Pomocne są w kuracjach gruźlicy i pylicy płuc jako doskonały środek wykrztuśny (także jako syrop). Kurację pierwiosnkiem zaleca się też palaczom

Dla dzieci zaleca się na ogół ukwiecone łodygi, dla dorosłych całe rośliny.

Pierwiosnek ma też lekkie działanie odtruwające i moczopędne. Nadaje się do kuracji oczyszczających i przy problemach reumatycznych. Medycyna ludowa zaleca go przy migrenach i bezsenności.

Młode liście oraz łodyżki z kwiatami są jadalne, bogate w witaminę C. Dodawać je można się do sałatek lub doprawiać nimi zupy. Surowe lub gotowane pędy z kwiatami i liście prymulki, w połączeniu z cykorią i sałatą stanowią surówkę do dziś popularną w Rosji, znaną też w Wielkiej Brytanii.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo: maceraty, napary, syrop

profilaktycznie: spożywczo

kulinarnie: składnik sałatek, surówek, zup; dekoracja potraw

 

Słońce na zimę

W całym ogromnym bogactwie Natury miewa się takie rośliny,

do których „lgnie się” szczególnie.

Ulubione, preferowane, z jakichś powodów wyjątkowe.

Dla mnie taką rośliną jest, obok kilku innych:

Nagietek lekarski – Calendula officinalis L.

nagietek do poradnika

Roślina zielna, jednoroczna, uprawna – ozdobna; czasami dziczejąca

Biocenoza – ogrody, parki, na stanowiskach dzikich niewybredna, ale bardzo rzadka

Nagietki to rośliny o ciekawej biologii. Pochodzą najprawdopodobniej nad Morza Śródziemnego lub Iranu, w Polsce znane i uprawiane od niemal tysiąclecia.. W uprawie są dość łatwe, lubią wprawdzie ciepłe, słoneczne stanowiska i przewiewną glebę, ale dają sobie radę także w innych warunkach. W miejscach upraw wysiewają się samorzutnie, stając się czasami wręcz inwazyjne w ogrodzie, szczególnie nieco zaniedbanym Jednak, mimo małych wymagań glebowych i doskonałej aklimatyzacji, nigdy całkowicie nie zdziczały. Nie spotyka się ich z dala od ogrodów ani parków, mimo, że często poza ich obręb przenikają.

Te słoneczne, kwitnące od maja do zimy kwiatki były swego czasu bardzo w naszych ogrodach powszechne. Obecnie sieje się ich coraz mniej, a szkoda! Ich potencjał zielarski jest tak ogromny, że wręcz trudno wymienić wszystkie cenne właściwości nagietka. Surowcem zielarskim są płatki kwiatów, szczególnie o zabarwieniu pomarańczowym. Najlepszą formą ich stosowania jest zjadanie na surowo lub używanie w postaci wyciągu alkoholowego albo olejowego. Wyciągi wodne z nagietka mają słabsze i bardziej ograniczone działanie. Pozostają jednak antybiotyczne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne, regulujące…

Wewnętrznie zaleca się przetwory z nagietka w nieżycie żołądka i jelit, a zwłaszcza w przewlekłym i opornym na inne leki wrzodzie żołądka i dwunastnicy oraz we wrzodziejących zapaleniu jelita grubego. Również w stanach zapalnych dróg żółciowych spowodowanych infekcją, w niedomodze wątroby i upośledzeniu jej czynności po przebytym wirusowym zapaleniu lub uszkodzeniu przez trujące związki (np. toksyny grzybów). Pomocniczo i w skojarzeniu z innymi lekami podaje się je w nieoperacyjnych postaciach raka żołądka, stanach przednowotworowych w przewodzie pokarmowym (np. długo utrzymującym się zapaleniu błon śluzowych, owrzodzeniu z krwawieniami, braku poprawy po innych lekach) itp. Dobre wyniki osiąga się w zaburzeniach miesiączkowania połączonych z bólem, ogólnym osłabieniem, zawrotami głowy, a także w dolegliwościach okresu przekwitania (klimakterium). Zaleca się też nagietek, w połączeniu z innymi ziołami, do stosowania w ogólnym ubytku sił i odporności na zakażenia bakteryjne i wirusowe oraz przewlekłych i nie poddających się innym lekom dolegliwościach różnych narządów wewnętrznych, w tym także serca. W łagodny sposób regulują też układ hormonalny. Zewnętrznie nagietki mają działanie antyseptyczne, przeciwwirusowe, przeciwgrzybicze, gojące, oczyszczające stany ropne; leczniczo działa też na skórę po oparzeniach, odmrożeniach, w łuszczycach i stanach zapalnych i podrażnieniowych jamy ustnej oraz np śluzówki pochwy. Sa też wyśmienitym kosmetykiem, poza wymienionymi działaniami doskonale chroniącym cerę przed wpływami atmosferycznymi oraz zanieczyszczeniem.

Płatki nagietka można też w ciekawy sposób wykorzystywać kulinarnie, np jako domieszki do twarogu, masła, ciast, sałatek… Zresztą z jego płatków uzyskuje się barwnik spożywczy – do tłuszczy lub żółtych serów. Młode pedy i liście w czasach Średniowiecza (a i później) były używane jako warzywo.

Nagietkom przypisywano także moc magiczną, ochronną – przed złymi mocami, bezsennością, koszmarami sennymi. Noszone na szyi ( w woreczku) suszone płatki lub całe kwiaty odpędzają zwidy, lęki i zmory, innymi słowy – zapobiegają depresji. Pęczek suszonych lub schnących nagietków, powieszony u wejścia do pomieszczenia, zabezpiecza przed niskimi wibracjami. 

Kwiaty tej rośliny można traktować jako swoisty barometr – pełne rozchylenie płatków ok 9.00 rano gwarantuje bezdeszczową pogodę przez cały dzień.

Rodzaje zastosowań:

leczniczo – napary, wyciągi alkoholowe i olejowe, maści, surowe płatki (świeże lub suszone), płatki w miodzie;

profilaktycznie – zjadanie płatków (świeżych lub suszonych);

kulinarnie – jako dodatek do potraw słonych lub słodkich, jako barwnik, liście i łodyżki jako warzywo

kosmetycznie – olejek, kremy, balsamy,toniki, mydła, pomadki do ust;

Powyższy opis nagietka pochodzi z mojego poradnika „Z ziołami do zdrowia i urody”, napisanego na potrzeby i w ramach cyklu warsztatów  zielarskich w gminie Sosnówka na lubelszczyźnie. Jak widać sporo tu informacji farmakologicznych, przyznaję jednak, że dla mnie nagietek jest nieodłącznym towarzyszem, zwłaszcza zimą. I to nie z powodu nękającego mnie (czy kogokolwiek z bliskich) zalewu chorób!

Po prostu na co dzień!

nagietek-duzy

  • płatki nagietków, ususzone na zapas, stanowią prawie nieodłączny składnik mieszanek do picia. Inne zioła zmieniam, konfiguruję rozmaicie, jednak nagietek jest zwykle jednym z bazowych surowców;
  • dodaję je do potraw: do różnych płatków, mieszanych na śniadanie, jogurtu, surówek (chociaż tu akurat smaczniejsze są nagietki świeże!), urozmaicam masła i twarogi, jajecznicę, galaretki…  są pod ręką, zatem „co tam w duszy” zagra; czasem sproszkowane, czasem całe, różnie;
  • wyciąg olejowy, przygotowany latem, zawsze mam w zapasie; stanowi bazę kremów, dodatek do balsamów (w tym do ust), mieszanek regenerujących skórę, łagodzących podrażnienia, spierzchnięcia, oparzenia; o takim balsamie do rąk „na szybko” pisałam w ubiegłym roku we „Wpisie tymczasowym” ;
  • olej z nagietka można także stosować w postaci czystej bezpośrednio na skórę,  jako oliwkę odżywczą – lub leczniczą!
  • wychodząc z domu na zimowe pogody zawsze stosuję ochronnie „coś” z nagietka, najczęściej krem lub balsam; wieczorem można cerę wzmocnić i poratować użytym jako tonik naparem (herbatką) z nagietka;
  • nagietkowe preparaty, zarówno olejek jak i napary, świetnie pomagają regenerować wzrok; zmęczenie oczu, czy to spowodowane zbyt długim patrzeniem w ekran, czy też np odbiciem słońca na śniegu podczas zimowych wypraw, cudownie łagodzi wklepywanie wokół oczu olejku (maceratu olejowego) z nagietka lub przemywanie ich nagietkowym naparem.
  • działania energetyczne nagietka wykorzystuję rzadko, przywykłam do innych surowców; nie zmienia to faktu, że susz nagietkowy zawsze mam w pobliżu! Natomiast dla poprawy nastroju (w moim odczuciu) wystarczy zwyczajnie spoglądać na zdjęcie lub obraz tych małych „słoneczek”! Tym niemniej zachęcam do prób i będę wdzięczna za podzielenie wrażeniami!

***

Wszystko, co powyżej, to metody sprawdzone, stosowane, skuteczne.  Tegoroczna zima zaś w znacznym stopniu była dla mnie ( i jest)  czasem eksperymentów.  Efektami podzielę się oczywiście w miarę testowania kolejnych pomysłów, tu wspomnę tylko o jednym, kolejnym pożytku z nagietka.  Suszone płatki dodałam do czekoladowego mydełka glicerynowego, z bardzo zadowalającym skutkiem!

 Jak widać, niezależnie od upodobań, nagietek jest rośliną niesłychanie uniwersalną i warto po niego sięgać. Dla zdrowia, urody, radości…

Których wszystkim serdecznie życzę! Również zimą… 

Konserwacja ziół sposób 6: tłuszcze odc. I

Konserwacja w tłuszczach

Kolejną metodą zachowania wartości biologicznej ziół jest ich maceracja w tłuszczach. Niezaprzeczalnie najstarsza obok suszenia metoda zielarskiego „przetwórstwa”, dosyć długo zapomniana,  powoli wraca do łask.

Maceracja tłuszczowa jest przydatna:

* w leczeniu (maści, wyciągi olejowe),

* w kuchni (oleje smakowe)

* w kosmetyce (kremy, balsamy, szminki itp).

Tłuszcze stałe

Przez wiele wieków do pozyskania maści wykorzystywało się metodę ogrzewania surowca roślinnego w tłuszczach zwierzęcych – smalcu lub łoju. Często używanym i bardziej wartościowym od wieprzowego był smalec gęsi.  Stosowano także masło, jako składnik nadający maściom stosowną konsystencję.

Współcześnie często zamiast tłuszczy zwierzęcych używa się stałych olejów roślinnych (kokosowy, kakaowy itp), nieznanych lub niedostępnych przed wiekami.

Niezależnie od użytego tłuszczu maść stanowi produkt leczniczy i jako taki jest wykorzystywana. Przykładowo przypominam  opisywaną już kiedyś maść topolową (przepis w linkowanym wpisie), chociaż rodzajów i pomysłów na maści jest dużo więcej oczywiście. 

***

Obok zwierzęcych znane są w zielarstwie tłuszcze roślinne. W zasadzie same w sobie są one „wyrobami zielarskimi”, jako tłoczone lub w inny sposób pozyskiwane z roślin. Oleje i oliwa były też (i są)  bazą do sporządzania bardziej złożonych wyrobów.

Olejki zielarskie czyli wyciągi olejowe z ziół

Nie należy mylić ich z pozyskiwaniem olejków eterycznych!

Te ostatnie produkuje się metodą destylacji, trudną w warunkach domowych i bardzo kosztowną.

Olejki zielarskie natomiast bez wielkiego kłopotu możemy zrobić sami.

Są na to dwa podstawowe sposoby – na zimno i na gorąco.

Olejki tego typu można robić z bardzo wielu roślin, ziela lub kwiatów. Szczególnie cenna jest ta metoda dla zachowania tych składników biologicznych, które lepiej rozpuszczają się w tłuszczach niż wodzie lub alkoholu. Do takich należą np karoteny.

Aby zrobić taki olejek na zimno należy świeży surowiec roślinny zalać lekko ogrzanym olejem i odstawić  w ciemne, najlepiej ciepłe miejsce,

potrząsając co jakiś czas.

Maceracja trwa od jednego do trzech miesięcy.

Po tym czasie zlewamy gotowy olejek, odcedzając go starannie, najlepiej przez płótno.

Przechowujemy bez dostępu światła słonecznego.

olejki

Metodą na gorąco możemy uzyskać olejek już po trzech dniach. Wymaga to nieco pracy, uwagi i doświadczenia. Tym niemniej nie jest jakoś specjalnie trudne!

Istotne wskazówki:

* podczas ogrzewania nie doprowadzamy wody w łaźni wodnej do wrzenia; powinna być na granicy zagotowania

* poziom płynów (wody i oleju) powinien być wyrównany; wodę trzeba od czasu do czasu uzupełnić

* nie przykrywamy maceratów ani całego garnka!!! Woda nie może dostać się do oleju!

*dobrze zmacerowane rośliny nabierają wyglądu jakby „spalonych”, co widać na zdjęciu poniżej:

olej krzemowy

fot. Ewa Ślęczek

Olejek „krzemionkowy” przed odcedzeniem

* stygnąc po ostatnim ogrzewaniu oleje często mętnieją; to normalne, wyklarują się po dniu lub dwóch

***

Przepisy, przepisy, przepisy…

Przy czym podkreślam:

są to metody stosowane przeze mnie, sprawdzające się bardzo dobrze,

ale nie oznacza to, że jedynie słuszne!!!

Olejek nagietkowy

Pora wyrobu: okres kwitnienia

świeże kwiaty nagietka : całe koszyczki lub płatki; ok. 1/6 l

1/2 l oleju (najlepiej rzepakowego lub słonecznikowego)

Kwiaty lub płatki wsypać do niewielkiego garnuszka lub słoika; powinno ich być 1/3 pojemności po lekkim ugnieceniu. Zalać olejem tak, aby były przykryte. Odczekać, żeby nasiąkły tłuszczem (ok pół godziny).

Uzupełnić ilość oleju (tak, by rośliny stanowiły 1/3 pojemności)

Wstawić do łaźni wodnej – poziom wody w naczyniu powinien sięgać poziomu oleju; ogrzewać w temperaturze poniżej wrzenia przez 1 – 1,5 godziny.

Proces ogrzewania powtarzać 2 –3 dni z rzędu. Płatki staną się kruche, przejrzyste, olej żółtopomarańczowy.

Po skończeniu maceracji na gorąco odcisnąć kwiaty, najlepiej przez płótno; zlać do małych butelek, najlepiej ciemnych. Przechowywać w chłodzie.

Stosuje się raczej zewnętrznie. Może być bazą dla maści nagietkowej, olejkiem do opalania, leczniczym na wszelkie urazy, oparzenia, podrażnienia skóry itp itd

Olejek nagietkowy jest wyjątkowo uniwersalnym wyrobem!!!

3x ujęcie 3

fot. Ewa Ślęczek

Olejki: z nagietka, dziurawca i „krzemionkowy”

(widać zmętnienie nagietkowego)

Olejek z dziurawca

Pora wyrobu: pełnia kwitnienia (lipiec)

świeże kwiaty dziurawca, ok. 1/6 l

 olej roślinny, najlepiej rzepakowy, 1/2 l

1 łyżeczka spirytusu lub mocnej wódki (nalewki)

Kwiaty wsypane do niewielkiego garnuszka  lub słoika zwilżyć alkoholem. Po pół godzinie zalać olejem, pozostawić by nasiąkły

Dalej: przyrządzać jak olej nagietkowy.

Odciśnięty przez szmatkę, przechowywać w ciemnych naczyniach, w chłodzie. Olej ten ma bardzo wysoką koncentrację związków czynnych. Na ogół do użytku zewnętrznego.

Ostrożnie w przypadku silnego nasłonecznienia!!!!

Olejek dziurawcowy ma wysoką zawartość hyperycyny;

 jest intensywnie, czerwono zabarwiony.

Poza działaniem gojącym i łagodzącym przy problemach skórnych (podobnie jak nagietek), olej z dziurawca  jest doskonałym środkiem na:

* przebarwienia skóry (usuwa nawet plamy w bielactwie)

* bóle artretyczne i reumatyczne

* przyspieszenie gojenia po złamaniach i zwichnięciach

* regenerację i wzmocnienie tkanek miękkich stawów

Olejek „krzemionkowy”

wykonuję z roślin o wysokim wysyceniu krzemem – np. skrzyp, pokrzywa, łopian, liście babki itp

Sprawdza się doskonale jako maseczka na włosy, do regeneracji skóry suchej i pękającej, do wzmacniania paznokci, naczyń krwionośnych, leczenia obolałych i zniekształconych stawów – i wielu innych

 Olejki (wyciągi olejowe)

można robić z bardzo wielu różnych surowców, miedzy innymi rumianku, szałwii, mięty, lawendy..

Doskonale nadają się do masażu!

W zależności od użytego surowca otrzymujemy wyroby lecznicze, kosmetyczne lub nawet spożywcze!

CDN

Czas na kwiaty

Lato

ogórecznik

wierzbówka

Kolejny etap cudownego Cyklu Natury…

Wczesne lato to czas na kwiaty  i ziele. Obfitość kwitnienia o tej porze roku jest nie mniejsza niż wiosną, zaś bogactwo zakwitających roślin stanowią kwiatostany, kwiaty, płatki i … ziele. Warto może uściślić znaczenie tego słowa w nomenklaturze zielarskiej:

Ziele

to ukwiecone i ulistnione pędy roślin

serdecznik

Ziele serdecznika

Pojawiają się już także wczesne owoce letnie, pora też sięgać po niektóre niedojrzałe jeszcze, takie jak orzech włoski lub kasztany…

orzech_wloski_741

fot. internet

Wczesne lato

to idealny czas na wiele wyrobów zielarskich, na zbiory do suszenia, ale nade wszystko – bogactwo użytkowania roślin na co dzień!

Cieszmy się naparami, herbatkami, sałatkami, marmoladkami, budyniami, kisielami, ciasteczkami kwiatowymi, świeżymi przyprawami w kuchni, kąpielami i natryskami ziołowymi ze świeżych roślin – teraz mamy na nie czas przebogaty!!!

prawoślaz

Zakwitły ślazy…

róża kwiat

Kwiat róży

wiązówka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lipa, ślazy, róża… mieszanka do mydełka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kwiat nagietka – będzie „olejek”

dziurawiec

Zdjęć tu zaledwie kilka,

ale wszystkim wspaniałych poszukiwań i zbiorów życzę!

II Zlot Zielarski

Z miłości do roślinności

Trzy magiczne dni w magicznym miejscu i wśród magicznych ludzi!  

Mogłabym napisać po prostu: „moje klimaty” – bo tak było!

Ale byłoby to uogólnienie i spłycenie tego, co spotkało mnie (a i wiele innych osób, było na sporo ponad 200!!!) oraz co dane mi było przeżyć  podczas

II Zielarskiego Zlotu w Wycince Wolskiej!

Tego, czego doznałam, doświadczyłam, z czym miałam cudowną okazję po prostu

„Pobyć” TU I TERAZ

Wiele osób opisało już to zdarzenie, zamieszczenie zaś podziękowań wszystkim, którym chciałabym, oraz opis wszystkich wydarzeń zajęłyby długaśny wpis. Nie byłam zresztą wszędzie ani nie poznałam wszystkich – zadanie „awykonalne” :) Nie robiłam też własnych zdjęć, mam zatem tylko te podarowane (dziękuję!)

11420401_994403523937706_274016428_o

Fot. Katarzyna Miłochna i Artur

Działo się mnóstwo, nie tylko ziołowo, ale najcenniejsza w moim odczuciu była piękna, radosna, życzliwa atmosfera i fakt, że ludzie z tak różnych światów zebrali się wspólnie. Dla świętowania codziennego cudu obecności i Natury!

Wszystkim zatem:

organizatorom, gospodarzom, uczestnikom obecnym i nieobecnym,

stokrotne DZIĘKUJĘ!

DSC_0767

fot. Ola domowa

Dodatkowo

z całego serca dziękuję uczestniczkom moich warsztatów „Magia Ziół”

za cudowną, płynącą między nami energię siły i Miłości!

***

Oraz urzekającym koniom i ich opiekunkom … za cierpliwość do ludzi! 

11402289_697980580348523_2917621202866477287_o

fot. Lilia Matuszkiewicz

Konserwacja ziół sposób 5: cukier i miód odc III

Kontynuując fantazje na temat słodkości…

Kolejne sezonowe

przepisy, przepisy, przepisy… 

kwiat cz bzu copy

Syrop z kwiatów czarnego bzu

Pora wyrobu – pełnia kwitnienia (czerwiec)

15 – 20  szt baldachów kwiatu bzu (zależnie od  wielkości)
1 – 2 łyżeczki kwasku cytrynowego lub sok z 1 – 1,5 cytryny,
1,5 – 2 kg cukru lub miodu
1 l wody
Kwiaty zbierać w pełni rozwinięte, w suche, słoneczne dni. Oczyścić z żyjątek układając na jasnym podkładzie.
Całe baldachy włożyć do kamiennego garnka lub słoja.
Wodę przegotować, dodać sok z  cytryny/ kwas, przestudzić. Kwiaty zalać zimną, przegotowaną, zakwaszoną wodą.
Osłonić płótnem, ściereczką lub gazą, tak przykryte odstawić na 2 doby (48 godz)
Ważne! Nie należy przedłużać czasu macerowania kwiatów – szybko ulegają zepsuciu. Przy wysokich temperaturach czasem wystarczy nieco krótszy okres – nie mniej jednak niż 36 godz.
Po wymacerowaniu zlać, odcisnąć przez płótno. Podgrzać, ale nie więcej niż do ok. 70 – 80 stopni Stopniowo wsypywać cukier lub dodawać miód – ile się rozpuści. Zwykle wystarcza 1,5 kg.
Zlać gorące do sterylnych naczyń, najlepiej szklanych. Przechowywać w chłodzie.

Musujący napój z kwiatów czarnego bzu

 Pora wyrobu – pełnia kwitnienia  (czerwiec)
12 – 15 szt baldachów kwiatu bzu,
50 – 70 dkg cukru,
skórka i sok z 1 cytryny,
2 łyżki octu winnego,
4,5 l wody
Kwiaty zbierać w pełni rozkwitu, w suche, słoneczne dni. Oczyścić jak wyżej.
Ułożyć w naczyniu kamiennym, szklanym lub emaliowanym o poj. min. 5 l.
Wodę zagotować, dodać skórkę i sok z cytryny, ocet, rozpuścić cukier (ilość dopasować do upodobań). Dobrze ciepłą (prawie gorącą) wodą z dodatkami zalać kwiaty, odstawić na 24 godziny.
Po tym czasie zlać, przecisnąć przez płótno, rozlać do sterylnych, szczelnie zamykanych naczyń.
Uwaga! Nie nalewamy do pełna!!!
 Przechowywać w chłodnym, ciemnym pomieszczeniu. Zaczyna musować po 5 – 6 dniach,  pełną jakość osiąga po 10 – 14 dniach.
Można przechowywać dłużej w ciemnym, chłodnym miejscu.
Z kwiatami czarnego bzu można pofantazjować na różne sposoby,  przygotowując z nich wiele ciekawych i smacznych potraw, jak chociażby kwiaty w cieście
róża kwiat

Surowa konfitura z róży

Pora wyrobu – czas pełni kwitnienia (czerwiec, lipiec)

1 l płatków róż, najlepiej cukrowej stulistnej,

ok.30 dkg cukru,

kilka łyżeczek soku z cytryny (lub odrobina wody)

Świeżo zebrane płatki wsypać do donicy (makutry), skropić sokiem lub wodą, nakryć. Po ok.1 godzinie (lub nieco dłużej – płatki powinny być wyraźnie wilgotne) ucierać pałką, dosypując cukier.
Dobrze utarta konfitura nie może być włóknista, zbrylona ani zbyt rzadka. Dla poprawy gęstości można dosypać odrobinę cukru. Ucierania trwa ok.1 godz, czasem nieco dłużej.
Uwaga! Smak będzie mniej gorzkawy, jeżeli pozbawimy płatki białych końcówek.
Kolor wzmacnia i wydobywa dodatek soku z cytryny, poprawia też smak i aromat. Lepiej zatem użyć cytryny niż wody.
orzech_wloski_741
Fotografia ze strony „Moje drzewa”

Bezalkoholowa wersja orzechówki

czyli:

Konfitura z młodych orzechów włoskich

Pora wyrobu – (czerwiec,lipiec)
0,5 kg zielonych, jeszcze miękkich owoców orzecha włoskiego,
0,5 l wody,
0,5 – 1 kg cukru
Owoce umyć, osuszyć, pokroić w ćwiartki lub plasterki, zależnie od wielkości. Zasypać w słoju 1/3 ilości cukru, pozostawić na 5 – 8 godz.
Kiedy wyraźnie puszczą sok z wody i reszty cukru ugotować syrop, na wrzący wsypać owoce wraz w wytworzonym sokiem. Trzymać na małym ogniu ok. 15 min, odstawić. Podobnie postąpić jeszcze dwu – trzykrotnie, w kolejne dni. Jeżeli trzeba, wodę uzupełniać, ale minimalnie, na tyle, by cukier nie osadzał się na ściankach naczynia.
Uwaga! Sok z młodych orzechów jest trwałym barwnikiem, naczynie po nim będzie pociemniałe. Takie przebarwienie bardzo trudno usunąć!

Gorącą konfiturę przełożyć do małych słoiczków, zakręcić, szybko ostudzić.

 

Proponowane przepisy są, jak zwykle sprawdzone,

ale  stanowią zarazem sugestię i zachętę do tworzenia własnych kompozycji i eksperymentów

A jest to naprawdę proste!!!

Oto pomysł z dnia dzisiejszego, powstały z potrzeby chwili oraz „tego, co pod ręką”:

Shake „Szaleństwa panny Ewy”

(nazwany od imienia autorki pomysłu)

Mrożone jagody, truskawki, banan i jogurt zmiksowane razem i uzupełnione odrobiną syropu z czarnego bzu.

Szybko, prosto, wyśmienite, finezyjne wręcz w smaku danie deserowe  – jak widać nic trudnego! 

Konserwacja ziół sposób 5: cukier i miód odc. II : „Miodek z mniszka”

Dziś – dwa w jednym czyli:

Seria: konserwacja w cukrze/miodzie, syropy, konfitury, soki 

oraz z cyklu:

przepisy, przepisy, przepisy…

Obiecany „miodek z mniszka lekarskiego”

Nazywanie go „miodem”, mimo, iż dość powszechne i utrwalone tradycją, budzi od jakiegoś czasu kontrowersje i sprzeciw pszczelarzy. Ja także, wychodząc z założenia, że miód robią pszczoły, a nie ludzie, używam zastępczo nazwy „miodek”. Lub, po prostu „syrop”.

Ten drobny kompromis niczego nie zmienia w wartości wyrobu, a pozwala unikać dyskusji i sporów. Przy okazji: warto pamiętać,  że ten konkretny wyrób nie ma właściwości miodu pszczelego, chociaż przypomina go wyglądem i w dużym stopniu smakiem. Ma za to inne, nie mniej cenne. Z czego mało rozpowszechniona, a godna uwagi, jest jego zdolność osłony, oczyszczania i regeneracji wątroby. 

Najlepszym okresem jego wyrobu jest czas, kiedy mniszek kwitnie masowo;

zwykle końcowe dni kwietnia i pierwsza połowa maja

Syrop/ miodek z kwiatów mniszka lekarskiego (przepis)

400 kwiatów mniszka

1 l wody

1 kg cukru (może być brązowy, trzcinowy, nierafinowany)

pół (lub nieco mniej) łyżeczki kwasku cytrynowego albo sok z połowy cytryny

mniszek

Kwiaty mniszka lekarskiego

Kwiaty zbieramy w pełni rozwinięte, zawsze! w suchy, najlepiej słoneczny dzień. Nie do reklamówki ani foliowej torby – najlepiej do koszyka albo miski,nie mogą być ugniecione ani zaparzone!

Przyniesione do domu rozkładamy „łebkami w dół” na jasnym podkładzie, by oczyścić je z żyjątek.

Nie myjemy kwiatów! 

kwiat mniszekz podpisemZebrane kwiaty

Ułożyć je najlepiej zaraz po przyniesieniu do domu – szybko więdną i stulają płatki… 

rozłożone kwiatki podpis

Na podkładzie (papier, płótno, jasny blat) kwiaty zostawiamy ok pół godziny. Można trochę dłużej. Uwaga! Brudzą, zatem wykorzystujmy jako podkład coś, czego nie będzie nam szkoda…lub da się umyć.

 Następnie wrzucamy kwiaty do garnka, zalewamy odmierzoną wodą i zagotowujemy. Pozostawiamy pod przykryciem do maceracji minimum 4 – 5 godz; czasem pozostawiam na noc, nie dłużej jednak niż 10 godz.  Następnie odcedzamy kwiaty i wyciskamy je mocno.

odcedzamy podp  Odcedzamy na sicie przez płótno

Do odciskania kwiatów najlepiej wykorzystać płótna lub ściereczki o dość luźnym splocie. „Gęste” tkaniny spowodują, że zmarnuje nam się niemało maceratu; gaza lub samo sito mogą nie wyłapać wszystkich zanieczyszczeń…

wyciskamy copy

Każdą porcję kwiatów starannie odciskamy

Po wymacerowaniu, jak widać, płyn ma już wyraźnie brązowo – złoty kolor, czasem wpadający w zielonkawy. Nie sugerujmy się jednak takim czy innym odcieniem! Prawdę mówiąc niemal każda partia „miodku z mniszka” jest nieco inna od pozostałych, to normalne…

Odciśnięte kwiaty można zużyć na różne sposoby, ale nie są zbyt wartościowe – macerowanie pozbawiło je najważniejszych składników.

Płyn zaczynamy ogrzewać, dodając do niego cukier. Zagęszczamy powoli na malutkim ogniu lub z boku płyty kuchennej tak długo, aż uzyska gęstość „do nitki”, jak lukier. Powierzchnia płynu zacznie się pienić, należy bardzo uważać, by nam nie „uciekł” z garnka!!! Pod sam koniec dodajemy kwasek lub sok z cytryny.

spienione copy

Syrop z mniszka pod koniec odparowywania

Teraz pozostaje nam tylko zlać gotowy „miodek” do przygotowanych wcześniej naczyń. Wyparzonych lub wyjałowionych w inny sposób oczywiście! Zlewamy na gorąco, gdyż stygnąc dość szybko gęstnieje. Z tego samego powodu lepiej stosować słoiki niż np butelki. Zlewanie i natychmiastowe zakręcenie gorącego syropu ma też tę zaletę, że nie trzeba go już pasteryzować.

zlewanie1 copy

Zlewanie gotowego wyrobu

W zasadzie to wszystko, wystarczy poczekać aż ostygnie – i delektować się!

Uwagi dodatkowe

Przepisów na ten wyrób jest sporo, podaję tu stosowany przeze mnie. Jest w miarę prosty i wypróbowany – także pod kątem przydatności terapeutycznej!

Najczęściej przygotowuję kolejne partie z 3 l wody (1200 kwiatków) – daje to dobrą jakość i jednocześnie w miarę rozsądny czas zagęszczania (plus minus 1,5 godz)

Cukier, o ile ktoś koniecznie chce go unikać,  da się zastąpić melasą, ale nie mając z nią doświadczenia nie umiem podać proporcji.

Kolejne partie gotowego syropu często różnią się od siebie kolorem – to zależy od mnóstwa czynników i nie ma znaczenia dla jego wartości.

Zdarzają się też różnice w konsystencji (mniej lub bardziej gęsty). Te z kolei zależą na ogół od czasu zagęszczania, chociaż bywają też inne powody.  To również ma niewielki wpływ na jego użytkowość, o ile tylko nie jest zupełnie wodnisty lub „skamieniały”… W obu przypadkach sytuacja jest do naprawienia; zbyt płynny można uregulować dodatkowym ogrzaniem, zbyt gęsty zaś – rozcieńczeniem w wodzie…  Wodą można również rozpuszczać kryształy cukru, niekiedy spore, wytrącające się czasem przy dłuższym przechowywaniu.

Podałam tak szczegółowy opis przygotowania „miodku” (syropu) z kwiatów mniszka również z tej przyczyny, że podstawowy proces jest niemal identyczny z wyrobem wszystkich syropów uzyskiwanych z maceratów.

Pisałam już o nich w pierwszej części „cukrowej”

Różnice to przede wszystkim czas maceracji, odmienny w zasadzie dla każdej rośliny, oraz długość procesu zagęszczania. Większość syropów ma postać bardziej płynną, zatem zagęszczenie trwa krócej. 

O wyrobach słodkich i konserwacji cukrem/ miodem

CDN

Smacznego – ciąg dalszy

Jadalność roślin

oraz:

przepisy, przepisy, przepisy… cd

Obiadek już w zasadzie zaproponowałam. Jak na razie – wiosenny…i jarski.

Tu warto podkreślić, że rośliny jadalne są jadalne nie tylko wczesną wiosną. Smak i struktura zmieniają sie w miarę podrastania roślin, ale spożywcze pozostaja tak długo, jak długo są w miarę miękkie i delikatne.

Oznacza to, że wiele gatunków nadających się na potrawy już wczesną wiosną,

da się wykorzystać znacznie dłużej.

W obecnych zaś realiach, przy stałym koszeniu lub podkaszaniu łąk, miedz, plewieniu ogrodów – świeże i młode odrosty np pokrzywy, jasnot, krwawnika, mniszka, podagrycznika itp znajdziemy w zasadzie niemal do końca sezonu. Wiele jest też roślin, które kwitną długo, czasem do późnej jesieni. Jak choćby stokrotki, z ogrodowych zaś nagietek, ogórecznik, albo nasturcje. Warto o tym pamiętać…

IMG_1169

Odrosty pokrzywy

Inaczej nieco ma się rzecz z surowcami sezonowymi, czyli takimi, których czas pozyskiwania jest określony i dość krótki w skali roku. Niektóre rośliny zielne, liście krzewów i drzew, większość kwiatów, pączków kwiatowych, owoce i nasiona mają ściśle określony rytmem Natury „tryb pojawiania się” i ich dostępność często bywa ograniczona do określonej pory, czasem wręcz konkretnego miesiąca w sezonie. Te należy zebrać i zakonserwować „o czasie”, oczywiście w miarę potrzeb.

mniszek

Kwiat mniszka lekarskiego

O takiej właśnie cykliczności, umiejętności doboru co gdzie i do czego,

opowiadam podczas wszystkich

spotkań warsztatowych.

Dla unaocznienia i zebrania w całość przynajmniej podstaw

sezonowego cyklu roślin

powstał też mój filmowy

Praktyczny Kurs Profilaktyki.

kurs vs 1 copy

Ale wracając do pomysłów, dziś: dania mięsne;

(przystawki i desery zostawię … na deser!)

Najłatwiejszą wersją wykorzystania roślin dzikich do mięs jest stosowanie ich jako przypraw. Zamiast albo w połączeniu ze znanymi roślinami przyprawowymi, które nota bene także są ziołami!

Można też po prostu używać sporych liści jadalnych w zastępstwie folii spożywczej. Czyli owijać nimi mięso do pieczenia, opiekać na liściach lub w liściach na ruszcie/ grillu/ ognisku itp.

Pierwsza propozycja, czyli używanie dodatków przyprawowych,

daje znacznie szersze możliwości wyboru, wymaga natomiast przynajmniej poznania smaku roślin na przyprawy przeznaczanych. Warto wiedzieć co i w jakim zakresie będzie nam smakowało. No i w jakich połączeniach…

Moi ulubieńcy smakowi to: krwawnik, bluszczyk kurdybanek, czosnek niedźwiedzi, chrzan (liście i kwiaty), rzeżuchy, mięta, szałwia, podbiał, łopian, każdy szczypior, rozmaryn, macierzanka.. Wypróbować warto je wszystkie i sporo innych, w tym ogrodowych, nie stosowanych na ogół w kuchni, jak choćby ogórecznik albo nasturcje.

Są i takie rośliny, których dodatek niewiele zmienia w zakresie smaku, poprawia natomiast strawność i przyswajalność potraw tłustych i mięsnych. Tu warto pamiętać o zielu dziurawca, żółtlicy, mniszku, pokrzywie. Podobne zalety mają też wspomniane już chrzan, mięty i szałwie.

dziurawiec

Kwitnący dziurawiec

Do przyprawiania wystarczają bardzo niewielkie ilości roślin, łatwiej też stosować je w postaci suszonej. Ale można też świeże, drobno posiekane. Trzeba pamietać, że świeże przyprawy (wszystkie, nie tylko dzikie!) stosujemy w mniejszych ilościach niż susz.

Uwaga!!!

Tego typu przyprawy możemy używać do wszelkich działań kuchennych,

nie tylko dań mięsnych.

Równie dobrze mogą to być dodatki do potraw półmięsnych (pierogi, paszteciki, farsze do naleśników, pizzy, tortilli) jak i jarskich.

Drugi pomysł na stosowanie roślin do mięs

to pieczenie w albo na liściach. Daje się go zastosować w kuchni (piekarniku, prodiżu) albo w terenie: na grillu lub przy ognisku.

Tu nawet nie bardzo jest co opisywać. Po prostu zbieramy spore liście: chrzanu, podbiału,łopianu, a nawet babki, owijamy w nie mięso i pieczemy. To wszystko.

Piekąc na grillu lub ruszcie w zasadzie wystarczy położyć plastry mięs na liściach, chociaż można je oczywiście owinąć.

Nie muszą to być liście wyłacznie jednej rośliny, możemy je łączyć. Jednak, podobnie jak w przypadku przypraw, warto najpierw sprawdzić, jak nam się „komponują”.

chrzan_pospolity

Rozeta liści chrzanu

Przyprawiając potrawę przed takim zabiegiem zawsze musimy pamiętać, ze świeży liść odda jej sporo swojego soku, a tym samym smaku i aromatu. Zatem nie przesadzajmy z innymi dodatkami smakowymi – najczęściej wystarcza odrobina soli i pieprzu, pieprzu ziołowego lub papryki.

Opisana metoda sprawdza sie też do pieczenia ryb, a nawet niektórych owoców (np jabłka, banany, dynia, kabaczki…).

Oczywiście pod warunkiem, że niestraszne nam kulinarne eksperymenty!

Ale bardzo serdecznie do nich zachęcam,

nawet jeżeli z pozoru wydają się szalone!!!

SMACZNEGO

Smacznego wiosną

Przepisy, przepisy, przepisy…

Obiecałam, a zatem wrzucam… Chociaż w moim odczuciu fantazja i własne upodobania najlepiej nam podpowiedzą co i jak zagospodarować.

Byle tylko owo „coś” było jadalne!!!

Tym niemniej oto kilka pomysłów dla inspiracji – i tak zwanego „kurażu” 

Ważne!!!

Zanim zaczniemy stosować dzikie inspiracje kuchenne,

sprawdźmy jak reagujemy na każdą z roślin,

a także jak (i czy) nam smakują!!!

Warto też uwzględnić własne przyzwyczajenie (lub jego brak)

do dzikich roślin jadalnych

i NIE zaczynać tej przygody od dużych naraz ilości.

Szczególnie roślin surowych…

Skoro już o tym pamiętamy… proszę bardzo:

Miksy „sałatkowe”

Młode liście lub pędy wielu różnych jadalnych roślin mogą być podawane albo jako surówki w postaci „czystej”, albo dodawane do sałaty lodowej, drobno poszatkowanej kapusty, lub jakiejkolwiek innej ulubionej surówki. Nadaje się do tego celu w zasadzie każda jadalna zielenina: mniszek, pokrzywa, jasnoty, przytulie, rzeżuchy, ziarnopłon, szczawie, liście krwawnika, lucerny, chrzanu, czosnaczek, czosnek niedźwiedzi (z własnej hodowli!!!)…

Takze sporo wiosennych kwiatów ciekawie urozmaica i wzbogaca surówki i sałatki: fiołki, podbiał, forsycja, stokrotki, kwiatki rzeżuchy…

Wszystkich wyliczyć nie sposób

mix deska2

Młode listki: pokrzywa, jasnota purpurowa, ziarnopłon, szczaw lancetowaty, podagrycznik, mniszek

Wykorzystanie roślin dziko rosnących w takim celu jest najprostsze z możliwych:

opłukać, wieksze posiekać albo porozrywać na kawałki, wymieszać, przyprawić np sosem winegrette, sokiem z cytryny, smakową oliwą – wedle gustu i upodobań. Surówka gotowa! 

Mieszanki nabiałowe

Dokładnie tak samo przygotowane, czyli opłukane i rozdrobnione liście i kwiaty można spożytkować jako dodatek do masła, twarogu, jogurtu, jajecznicy... Zioła mają na ogół dość zdecydowane smaki, zatem do przyprawienia potrawy wystarcza odrobina soli i ewentualnie pieprzu lub papryki.

Moim ulubionym dodatkiem do masła i twarogu jest krwawnik, ale wersji może być nieskończoność!

serek w.

Twarożek z mieszanką – krwawnik, pokrzywa, szczaw, mniszek i ziarnopłon

Z wielu wiosennych roślin można uzyskać także wersję na „słodko”, dodając miód, cynamon, goździki, kakao lub karob.

Do potraw słodkich lepiej wykorzystywać rośliny smakujące łagodnie, jak młode listki ziarnopłonu, pokrzywy, jasnot oraz wiekszość wiosennych kwiatów

Zupy

Bardzo praktycznym zastosowaniem roślin wiosennych (i w ogóle młodych) jest gotowanie zup.

I znowu – albo w postaci czystej albo jako dadatek. Przepisów na zupę np z pokrzywy jest tyle, ile osób, które ja robią, Oto jeden z nich: „Wiosenna zupa pokrzywowa”

Tu – inne, tradycyjne wersje, litewskie i nie tylko

Mój „pomysł” na tę zupę:

mieszanka warzyw (włoszczyzna)

por lub cebula

młoda pokrzywa – na 1 l zupy ok 1/2 l ziela

liście krwawnika – kilkanaście sztuk

mały iść chrzanu lub łopianu

garść gwiazdnicy

przyprawy (w tym świeże lub suszone liście pietruszki, selera, lubczyku, pieprz, sól, liść laurowy)

grubo pokrojone warzywa gotować jak na rosół, po ok 20 min dodać por lub pokrojoną cebulę; pod koniec gotowania wsypać posiekane drobno chwasty i przyprawy. Gotować jeszcze kilka minut, odstawić, przykryć. Po 5 min jest gotowa do jedzenia.

W wersji łagodnej doprawić jogurtem lub śmietaną, dla amatorów mięs – dodać 1 – 2 łyżki smalcu ze skwarkami. Można posypać utartym żółtym serem albo kostkami twarogu, sera feta lub koziego

Kotleciki, pesto

Coraz częściej powraca się w potrawach, nie tylko jarskich (czy też, wedle mody „vege”) do kaszy jaglanej. Takie właśnie, jaglane dania, w tym kotlety, doskonale komponują się z młodymi ziołami, chociaż rośliny dzikie są cennym dodatkiem także do mięs. Tym bardziej, że sporo z nich, np mniszek, dziurawiec, chrzan, żółtlica i wiele innych poprawia strawność potraw mięsnych.

Ale dziś:

Kotleciki jaglane z ziołami

1 szklanka kaszy jaglanej

2 – 3 łyżki płatków owsianych

2 jajka (lub 1 jajko i 1 żółtko)

sól, pieprz, odrobina suszonej bazylii lub szałwii

spora garść posiekanej zieleniny; do wyboru, wedle gustu i dostępności

bułka tarta, otręby albo sezam do panierowania

olej (może być smakowy)

Kaszę ugotować na sypko, odstawić do wystudzenia. Płatki zemleć na mączkę. Połączyć wszystkie składnikii przyprawy, jajka dodając na koniec. Wymieszać bardzo dokładnie, masa ma być dość twarda i ścisła.

Formować niewielkie kotlety, panierować dociskając i lekko spłaszczając. Smażyć na średnim ogniu 3 – 5 min z obu stron.

20150329_182546

Kotleciki jaglane z pokrzywą, przytulią i ziarnopłonem

Pesto (i nie tylko)

Bardzo często i na wiele sposobów wykorzystywany pomysł na młodą  (i nie tylko młodą) zieleninę. Da się do niego zaadaptować pokrzywę, czosnaczek, czosnek niedźwiedzi i wiele innych, najlepiej wyrazistych w smaku ziół.

Odmianą gęstego pesto jest sos, jaki robię ucierając bardzo dokładnie oliwę lub dobrej jakości olej ze zmiażdżonymi liśćmi na gładką masę. Bardzo dobrze nadaje się do tego szczaw albo szczawik zajęczy. Ich kwaskowaty smak świetnie komponuje się z wieloma łagodnymi potrawami, w tym z pieczoną lub duszoną rybą albo jajkiem.

SMACZNEGO – kolejne pomysły niebawem!