Strach versus Miłość/ Radość

Wszyscy je znamy. Nazywamy uczuciami lub emocjami.

Na podstawie ich obecności lub braku klasyfikujemy swoje samopoczucie

jako „dobre” lub „złe”

Jak to jest z nimi naprawdę?

Od dłuższego czasu jestem przekonana,

że tak naprawdę zarówno Miłość jak i Strach

są czymś znacznie wiecej, niż ulotne odczucia, odbierane dzięki bodźcom,

płynącym z ciała.

Odbieram je jako STAN BYCIA,

swoistą bazę dla wszystkich swoich/ naszych reakcji, uczuć i emocji.

Cytując pierwszą część znanej trylogii N.D. Walsch’a „Rozmowy z Bogiem”:

„Wszystkie ludzkie postępki w gruncie rzeczy wynikają ze strachu lub z miłości. Tak naprawdę istnieją tylko te dwa uczucia – dwa słowa w mowie Duszy. Stanowią one przeciwległe bieguny całego Mego stworzenia, a także świata, w jakim żyjesz.

Rozpiętość między tymi dwoma punktami, Alfą i Omegą, pozwala zaistnieć systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywistością względną. Bez nich, bez tych dwóch idei, niemożliwa jest żadna inna” […] „To po prostu różne wersje, różne ujęcia tego samego tematu”

Zamieszczam ten cytat, ponieważ klarownie wyjaśnia rozumienie zagadnienia, w pełni spójne z moim własnym.

Do „obszaru” Strachu należą, między innymi: niepokój, lęk, smutek, żal, rozgoryczenie, zazdrość, zagubienie, niedowartościowanie, zranienie, poczucie braku, tęsknota, gniew, poczucie winy, uraza, oczywiście również poczucie zagrożenia, panika, obsesje… I wiele innych stanów, będących częścią kalejdoskopu ludzkiego doświadczania.

Wszystkie te uczucia i emocje łączą wspólne cechy. Strach i jego pochodne zamykają, ograniczają, zasłaniają, zaciemniają, wiążą, dzielą, blokują, hamują, zaciskają, kurczą, ranią, odgradzają, budują mury i zasieki. Wywołują nieprzyjemne, bolesne wręcz doznania ze strony ciała. Tym mocniejsze, im bardziej opieramy się ich doświadczaniu.

Z „przestrzeni” Miłości/ Radości przychodzą: przyjemność, zaufanie, rozbawienie i wesołość, swoboda, szczerość, uprzejmość, szacunek, tolerancja, poczucie więzi, bliskości, bezpieczeństwa, obfitości, wzruszenie, zachwyt, podziw, upojenie, euforia… I znów, można tak długo.

Miłość, będąca Radością Życia, pomaga otwierać, uwalniać, przygarniać, przytulać, rozjaśniać, akceptować, wspierać, rozwijać, łączyć, wspierać, łagodzić, goić, wznosić. Ich efekty z poziomu ciała są przyjazne i przyjemne, toteż chętnie się na nie otwieramy.

Pozornie wydawać by się mogło, że jesteśmy skazami na miotanie się „pomiędzy”. Że uczucia ze spektrum Strachu lub Miłości „pojawiają się” w efekcie czynników zewnętrznych. Zmuszając każdego z nas do reakcji, chwilowej radości lub oczekiwania, że niemiłe doznania miną. Albo wypierania ich, by uniknąć niewygody i cierpienia. I tak faktycznie postępujemy w swoim życiu, tak nas nauczono, do tego przywykliśmy.

Tymczasem w gruncie rzeczy sprawa wygląda odwrotnie!

Wybór zawsze należy do Ciebie, do mnie, do każdego z nas! W każdej sytuacji życiowej, relacjach, związkach, okolicznościach.

Jedyne, co jest absolutnie niezbędne, by wybierać, to wiedza, że mam taką możliwość.

Zaczyna się zawsze właśnie od uświadomienia sobie możliwości wyboru.

Drugim krokiem jest uważna obserwacja swoich reakcji, nawyków, przekonań

i umiejętność rozpoznawania emocji. Kolejnym – praca nad tym, by nie reagować nawykowo, a właśnie z poziomu wybierającego.

Praca zazwyczaj niełatwa, wymagająca czasu, zaangażowania, poznawania przydatnych narzędzi, wyboru tych akurat dla mnie najlepszych.

Tym niemniej możliwa! I naprawdę warta podjęcia.

W obecnym zaś czasie, kiedy procesy zmian na Ziemi i w nas samych, przyspieszają gwałtownie, po prostu niezbędna. Nie tylko dla siebie, chociaż…

od siebie się zaczyna!

Powodzenia!

***

P.S. Do tematu Strachu i podejścia do niego jeszcze wrócę, ten wpis go zaledwie delikatnie zarysował

Coś odmiennego…

Wiem, że powinnam usiąść do „wpisu jesiennego” o ziołach, ich możliwościach, pomysłach…  przepisach „na” itd itp

To poczucie przyciąga moją uwagę do bloga już od kilku dni…

A jednak – jakoś nie płynie. Nie ma weny. Brak konkretnej koncepcji, mimo niemałej listy „gotowców”!!!

Dobija się natomiast do mojej świadomości temat

zupełnie dla mnie nietypowy.

Rzadko, przyznaję, jestem „na bieżąco” w sprawach globalnych – nie mam tv ani radia, na ogół nie zaglądam na informacyjne strony internetu! Ten konkretny temat jednak – uchodźców syryjskich, planów związanych z ich osiedlaniem (lub nie) w Europie – pojawia się jak bumerang, w różnych wersjach i odsłonach…

A jako że nadal jestem częścią tego świata, próbuję mu się przyglądać, skoro aż tak się dopomina uwagi!

I cóż widzę?

Najogólniej można by rzec, że powstają dwa obozy: ten „za” i ten „przeciw”. Nieważne, w którą stronę…

Oraz, co łatwo przewidzieć, jak wiele razy wcześniej w historii tak i dziś, zdań jest tyle, ile opiniodawców. Każdy ma „rację”, każdy ma niepodważalne argumenty i stara się przekonać do nich innych…

Z racją, podobnie jak z prawdą jest, jak to mówi stareńkie przysłowie, jak z dupą (wybaczcie proszę kolokwializm!). Każdy ma własną i to podzieloną na pół. A zatem – nie moją rzeczą jest szacować, czyja racja (oprócz mojej własnej) jest słuszna. I nie mam takiego zamiaru!!!!

Ale – znowu jak wiele razy wcześniej w historii – wraz z tą dyskusją płynie ogromna fala obaw, żalu, bólu, wzajemnych oskarżeń, wypominań, poczucia zagrożenia… od każdej ze stron! Silne wibracje strachu…

I tak sobie myślę:

TO JUŻ BYŁO!!!

Przerabialiśmy to (jako społeczność świata) wielokrotnie wcześniej. Zwykle ze skutkiem opłakanym…

A gdyby tak zamiast lęku, obaw i niepokoju dać tej, z pewnością będącej wyzwaniem,  sytuacji

MIŁOŚĆ ??? 

Spotkajmy się w miłości. Codziennie. Kwadrans, może mniej, jeżeli dla kogoś to za długo… Wieczorną porą, kiedy najchętniej „buszują upiory” wyślijmy impuls miłości do całej, globalnej sytuacji Europy, uchodźctwa, problemów i wyzwań.

***

Bez znaczenia jest w moim odczuciu, czy zrobimy to w formie modlitwy, medytacji, oddechu, 2 punktu czy jakiejkolwiek innej. Byle z prawdziwą, głęboką, czystą

Miłością!

Najpiękniejszą i najmocniejszą, na jaką stać w danej chwili każdego z nas!!!!

Z intencją rozwiązania najlepszego z możliwych dla każdej Duszy,

która tej sytuacji doświadcza! 

Światu, Naturze, nam samym potrzeba dziś harmonii. Nie zakłócajmy jej po raz kolejny!

***

Nie sądzę by wśród czytelników tego bloga był ktokolwiek władny podejmować decyzje globalne!

Ale… „gdzie dwóch lub trzech spotka się w Moje imię”!!!

***

Razem jesteśmy silni! Bądźmy silni miłością, nie lękiem!!!

Zapraszam…

Tekst  w ikonie wpisu pochodzi z książki F.Herberta  pt. „Diuna”