Konserwacja ziół sposób 5: cukier i miód odc. I

Konserwacja w cukrze/miodzie, syropy, soki

Podobnie jak proces kiszenia lub zasolenia, doskonałym konserwantem dla roślin zielarskich są miód lub cukier. Do takich, słodkich wyrobów, należą syropy, soki, konfitury, dżemy, marmolady, galaretki, a nawet wina. Na bazie cukru i miodu da się robić także żelki, cukierki (mniej lub bardziej lecznicze), czekolady i czekoladki… lody, ciasta.

Jak widać wybór jest bardzo bogaty

Wprawdzie jakość białego cukru, dostępnego obecnie w sklepach, pozostawia bardzo wiele do życzenia, tym niemniej niektórych przetworów bez użycia cukru zrobić się po prostu nie da! Można cukier biały zastępować brązowym lub melasą. W wielu przypadkach da się wykorzystać miód, chociaż ten ostatni, sam w sobie będąc surowcem leczniczym, zawsze nieco zmienia skład przygotowywanego wyrobu. Przy czym w przetworach codziennego użytku lub kosmetykach nie ma to większego znaczenia.

Miód nie jest polecany dla osób uczulonych na produkty pszczele!

Jeżeli decydujemy się na użycie miodu, pamiętajmy, iż nie powinien to być miód spadziowy. Wszystkie pozostałe nadają się jako dodatek do przetworów zielarskich. Najlepsze są łagodne miody kwiatowe, w tym np wielokwiatowy, lipowy, mniszkowy, rzepakowy itp

Aby zakonserwować zioła miodem często wystarczy

wymieszać z nim sok lub miazgę roślinną.

W proporcji 2/3 miodu na 1/3 roślin uzyskujemy wartościową mieszankę, rodzaj intensywnego syropu. Ten sposób warto zastosować do roślin, które nie jest trudno zebrać w większych ilościach.

  • pokrzywę, uzyskując doskonały „wzmacniacz” odporności, także dla dzieci,
  • babkę lancetowatą – dla ochrony i regulowania gardła
  • liście podagrycznika
  • kwitnące pędy i młode listki bluszczyku kurdybanka
  • liście podbiału lub liście i kwiaty ślazów

Podaję tylko przykłady – sugestie. Warto samemu sprawdzić jakie smaki komponują nam się z miodem i wypróbować, choćby niewielkie ilości. Tego typu maceraty miodowe są w miarę trwałe i zachowują większość potencjału roślin świeżych.

Konieczne jest przy robieniu takich mieszanek bardzo staranne rozdrobnienie roślin. Najlepiej je zemleć lub dokładnie rozetrzeć np w makutrze.

Do doraźnego lub szybkiego wykorzystania, mniej więcej na czas około miesiąca, można w podobny sposób – mieszając z miodem – zagospodarować świeże kwiaty mniszka, wiązówki, czarnego bzu, lipy itp. Przechowywać w lodówce, w niewielkich słoiczkach.

Dandelions_(mlecz)

 

Unikam tu zwykle omawiania leczenia . Jednakże syropy są tak powszechnie znane i używane, a zarazem na tyle proste do wykonania we własnym zakresie, że odejdę tym razem od powyższej zasady. Tym bardziej, że syrop może być użyty także jako dodatek smakowy – rodzaj soku. Najpopularniejsze przykłady to „miodek” z kwiatów mniszka lekarskiego, syropy z kwiatów lub owoców czarnego bzu, róży, mięty, lipy i wiele innych

Klasyczne syropy lecznicze robi się kilkoma metodami.

Najprostszy do wykonania i zarazem intensywny w działaniu syrop uzyskamy przez ugniecenie surowca roślinnegoz cukrem lub miodem. Ta metoda nadaje się do miękkich części roślin: kwiatów, liści, większości owoców. Jej zalety to prostota wykonania i efektywność. Wadą jest nieco mała trwałość takiego wyrobu: 2 – 3 miesiące w chłodnym,ciemnym miejscu.

Jak zrobić?

miodunka

(fot. z Kursu Zielarstwa; D. Wojczyk)

Syrop z … [XYZ] : 

* cukier lub miód plus:

  • kwiaty podbiału
  • liść babki lancetowatej
  • ziele miodunki plamistej
  • kwiat mniszka lekarskiego
  • liść podbiału
  • kwiat lipy
  • liście i kwiat ślazu
  • ziele mięty
  • ziele macierzanki
  • lub inne….

Rośliny, całe lub rozdrobnione, ugniatamy (ubijamy) w słoiczkach, przesypując cukrem lub polewając miodem. Znacznie zmniejszają objętość ,zatem zużyjemy surowca przynajmniej o połowię więcej niż przewidziane naczynie! W niektórych przypadkach – drugie tyle. Trzeba się z tym liczyć…

W bardzo podobny sposób robi się popularne syropy z młodych odrostów roślin iglastych:

  • sosny,
  • jodły,
  • świerka

Zebrane pędy dzielimy na mniejsze kawałki lub zgniatamy – łatwiej uwolnią sok. W naczyniu, podczas przesypywania cukrem, wystarczy je tylko lekko ubić – zawarte w nich żywice działają konserwująco.

Syropy – soki owocowe

Tę samą metodę, tylko raczej bez ugniatania, warto zastosować do wszystkich prawie owoców miękkich – jak maliny, borówki, porzeczki, truskawki, poziomki, jeżyny… Lub wielu innych.

Jedyny wyjątek to owoc czarnego bzu, który powinien być ogrzany do ok 50 – 70 stopni.

Syropy z roślin iglastych i soki owocowe są jednymi z niewielu wyrobów zielarskich, które mogą, powinny wręcz, być wystawione na słońce.

Bardziej złożona jest technika syropów robionych z maceratów.

Jak zrobić?

Trzeba najpierw uzyskać wodny macerat z materiału roślinnego.

Uwaga!

Czas macerowania jest różny dla różnych roślin i warto sięgnąć po konkretne zalecenia. Najkrótsze maceracje to ok godziny – półtorej, najdłuższe: 2 – 3 dni

Zalewamy surowiec wodą, wrzącą lub lekko przestudzoną, pozostawiamy do maceracji. Odcedzamy, dość mocno odciskając wodę. Najwygodniej cedzić porcjami przez płótno i wycisnąć każdą starannie. Czysty macerat ogrzewamy, dodając do niego cukier lub miód, zazwyczaj w proporcji ok 1 kg cukru lub ¾ l miodu na 1 l maceratu. Ogrzewamy do temperatury bliskiej wrzeniu, utrzymując ją dla odparowania wody (zagęszczenia). Syropy gotuje się powoli i na małym ogniu, unikajmy intensywnego wrzenia! Gęstniejący syrop bardzo łatwo, szczególnie pod koniec procesu, „ucieka ” z garnka, czyli po prostu kipi!!! Czego nikomu nie życzę ;)

Uzyskane syropy zlewamy na gorąco do wyparzonych niewielkich butelek lub słoiczków.

Przykładowy przepis:

podbial kwiaty

Syrop z podbiału

kwiaty podbiału lub (po ich przekwitnięciu) liście podbiału ok 1 l (lekko ugniecione w naczyniu)

woda 1/2 l

cukier 1/2 kg

opcjonalnie kilka kropel cytryny lub szczypta kwasku cytrynowego

Kwiaty lub rozdrobnione liście zalać wrzątkiem, raz zagotować. Odstawić pod przykryciem na 5 – 10 godz (można na całą noc) do macerowania. Po tym czasie odcedzić, wyciskając starannie. Zużyte rośliny wyrzucić. Płyn wlać do szerokiego garnka, ogrzać, dodając cukier. Doprowadzić do zawrzenia, pozostawić minimalne ogrzewanie, tak, by lekko „mrugał”, do zagęszczenia. Konsystencja powinna przypominać syrop na lukier („do nitki”). Pod koniec można dodać sok z cytryny lub kwasek. Gorący zlewamy do małych, wyjałowionych wcześniej słoiczków/ buteleczek.

Ten lub bardzo podobny proces wykonania da się zastosować do wszystkich syropów, produkowanych metodą na ciepło. Można robić je monotematyczne, lub modyfikować, łącząc np wartościowe rośliny wzmacniające/ poszerzające działanie, przykładowo:

syropy czyste:

  • podbiał (kwiat lub liście)
  • ziele pierwiosnka (Uwaga – roślina uczulająca! Należy sprawdzić)
  • liść babki lancetowatej
  • kwiat wiązówki błotnej
  • kwiat czarnego bzu
  • liść i/ lub kwiat ślazu
  • liść bluszczu hedery (Uwaga – mocny surowiec!) 

Lub mieszanki:

  • podbiał + tymianek (macierzanka) + kwiat lipy
  • kwiat dziewanny + ślaz + ziele mięty
  • kwiat lipy + liść podbiału + ziele oregano
  • kwiat wiązówki błotnej + kwiat czarnego bzu + płatki róży

Zachęcam do wypróbowania własnych pomysłów/ kompozycji!

Bardzo namawiam też do wykorzystania wersji „syropowej” nie tylko dla roślin typowo z syropami kojarzonych.

Syropy, czyli słodkie wyciągi z roślin, mogą doskonale posłużyć jako:

1. dodatek smakowy:

rumianek, lipa, mięta, czarny bez (kwiat), płatki róży, fiołków

2. wspomagajacy trawienie:

kwiat mniszka lekarskiego, owoc orzech włoskiego,

3. uspokajający:

ziele lub kwiat lawendy, kwiat lipy, rumianek, marzanka wonna, melisa

To tylko przykłady i propozycje. Zastosowań może być wiele, a zrobić je naprawdę nie jest trudno!

Uwaga! Podobnie jak przy wielu innych metodach zielarskich, proponowane przepisy często mniej lub bardziej różnią się od siebie. To nie znaczy na ogół, że jedne są lepsze od innych – zróżnicowanie wynika z tradycji, własnych doświadczeń, odnalezionych lub wypróbowanych receptur…

Wybierajmy te, do których mamy zaufanie – lub takie, które sami znamy!

Jako ze temat „słodkiego przetwórstwa” zielarskiego jest bardzo szeroki…

C.D.N.

Reklamy

Strachy na Lachy czyli czego tu się bać?

Opory i niepewność. Lęk i obawy. Brak zaufania wobec własnych pomysłów, blokady na chęć próbowania i eksperymentów…

Cały ten bagaż problemów i zahamowań dotyczy nie tylko ziół. Odnośnie zielarstwa ten temat już poruszałam w tekście „Czy na co dzień?”, przewija się on także przez inne wpisy.

Dlaczego? Bo jest istotny!

Istotne jest jak dalece i do jakiego stopnia potrafimy uruchomić własną kreatywność, odwagę i swobodę. Spokój, z jakim podchodzimy do nowinek… Beztroskę, dzięki której dane jest nam nie przejmować się czy coś się uda, czy nie.

W świecie zielarstwa prozdrowotnego ten sposób myślenia jest bardzo znaczący i potrzebny.

Powodów jest kilka:

  • wszystko, co użytkowe w codzienności, jest łatwo dostępne w postaci „gotowców”; możemy każdej chwili pójść do przeładowanych towarem sklepów i wybrać; jedzenie, napoje, kosmetyki przywykliśmy otrzymywać w postaci gotowej lub przynajmniej półproduktów, z dołączoną „instrukcja obsługi”;
  • rośliny rodzime nauczyliśmy sie traktować albo jako nieprzydatne zielsko, albo – surowiec leczniczy; opcja użytkowania codziennego niemalże zanikła, co powoduje, że każdy „pomysł na” wydaje się nowatorski, rewelacyjny, odkrywczy…i trudny do realizacji
  • konsekwencją powyższego jest obawa przed ich używaniem i oczekiwanie dokładnych przepisów i receptur – a one często po prostu NIE ISTNIEJĄ!
  • nie mamy albo mamy bardzo niewiele starych, tradycyjnych wzorców; te zaś, które sie zachowały, są niełatwe do odnalezienia
  • współczesność oferuje nam dostęp do surowców i produktów, o które nie tak dawno jeszcze było bardzo trudno lub nie było ich na rynku wcale (jak np masła shea czy kakaowe, olej kokosowy, arganowy, laurowy, foremki z silikonu, czy choćby blendery)

To wszystko powoduje, że z jednej strony surowców i półproduktów oraz pomocy „technicznych” mamy dostatek, wrecz nadmiar. Z drugiej – odwykliśmy od samodzielności, wykonywania, a tym bardziej kreowania czegokolwiek. Nawet w tak prostych działaniach jak kulinarne, cóż dopiero o kosmetyce mówić!

Pozbywajmy sie tych nawyków, obaw i lęków. Oporów, które hamuja naszą kreatywność, inicjatywę, chęć zabawy. Pozwólmy sobie na próby – i błędy. Nie wszystko musi nam wyjść „na medal”, może się zdarzyć, że jakiś pomysł nie wypali, nie da oczekiwanych efektów, że rezultat okaże się inny niż planowaliśmy.

CÓŻ TO ZA PROBLEM???

Nie mamy obowiązku zawsze być perfekcyjni – zaś ciekawość, chęć nowości, eksperymentowanie i nowe próby daja mnóstwo radości! Budują też naszą pewność siebie i zaufanie do własnych możliwości – a to akurat cechy, które pomogą nam w każdej dziedzinie życia.

Ileż niespodzianek nas czeka jeżeli tylko uwolnimy się od „jedynie słusznych” oczekiwań!

Nie tylko w eksperymentach i zabawach z ziołami i surowcami naturalnymi!

Każdy bez wyjątku pomysł, przepis czy recepta zostały wymyślone, zaproponowane przez kogoś. Jakiegoś człowieka, identycznego z nami samymi. Współcześnie czy nie to już nie ma większego znaczenia! Różnicą jest jedynie to, że „ten ktoś” zaryzykował, odważył się, podjął wyzwanie…

Możemy zrobić dokładnie to samo!!!

Uwaga!!!

Nie zajmujemy się leczeniem!!!

Nie podejmujemy zatem celowych działań leczniczych i prób tworzenia mieszanek leczących,

o ile nie mamy wiedzy wystarczającej do ich komponowania!

Pozostałe zasady są proste:

  • wszelkie inne działania, służące zdrowiu, stałemu, regularnemu użytkowaniu roślin opierajmy na tych surowcach, które znamy
  • w działaniach kuchennych bazujmy na znanych sobie przepisach i potrawach, modyfikując je przez dodatek roślin „nietypowych”
  • kosmetycznie zapoznajmy się ze „sposobami bazowymi” – np wyrobu mydła, kremu, kul kapielowych – na tyle, na ile czujemy się na siłach i mamy ochotę
  • wszelkie modyfikacje powyższych metod traktujmy jako zabawę, wyzwanie, eksperyment; co nam wyjdzie to wyjdzie, wszystko będzie przydatne, chociażby jako doświadczenie!
  • NIE używamy w tego typu próbach roślin trujących i o mocnym działaniu leczniczym; reszta (znacznie bogatsza!) pozostaje do naszej dyspozycji…

O mydle inaczej

Cała Polska robi mydło.

Kolejna zabawna, pełna fantazji i pobudzająca wyobraźnię inicjatywa.

Robienie mydła to prosty w gruncie rzeczy proces chemiczny, zwany zmydlaniem tłuszczy i znany od wielu, wielu, bardzo wielu wieków… Z własnych, dziecięcych  wspomnień przypominam sobie „mydlane” akcje u Babci, która jeszcze za mojej pamięci kupowane w sklepach kosmetyki traktowała jako zbędny luksus. Tak w każdym razie to odbierałam…

W takie dni na nas, dzieci, spadał obowiązek karmienia kur, „przepinania” owiec i inne mało atrakcyjne zajęcia – dorośli robili mydło. Śmierdziało, dymiło się, było fascynująco, ciekawie i … tajemniczo. Robiło się je z ługowanego popiołu, długo gromadzonych tłuszczy, gotowanych na sadło, w tak zwanej „przybudówce” czyli poza domem, pod zapasowym zadaszeniem.

Mam wrażenie, iż mało która babcia, nawet z tego pokolenia, mydło robiła jeszcze własnym zakresie! Tym niemniej takie właśnie wspomnienia mi pozostały. Jakie to mydło bywało, czy z ziołowymi dodatkami czy bez, jakie było w użyciu, tego, niestety, nie pamiętam.

To tylko drobna reminiscencja. Migawka pamięci, jak spódnice – bombki lub rozkloszowane, tapirowane włosy, szpilki,  fryzura „koński ogon” albo „czwórka z Liverpool’u”…

1731_Beatles_i

źródło – internet

Dziś to wszystko wygląda inaczej, nikt nie musi (chociaż może!) bawić się z ługowaniem popiołu ani gotowaniem sadła. Mydlane propozycje, pomysły i sugestie na stronach i blogach dalekie są od tak siermiężnych metod, a i efektów!

Kilka wartościowych pomysłów i sposobów : „jak zrobić mydło”, w wydarzeniach: KLIK, grupach: KLIK w różnych blogach.  Żadnego z nich nie chcę wyróżniać bardziej niż innych, pozostawiam zatem poszukiwania zainteresowanym.

Ja sama zaś podsunę pomysł niesłychanie prosty i od lat wypróbowany:

mydło alternatywne

Była to jedna z pierwszych moich kosmetycznych przygód. Rozpoczęta lat temu… naście? Miałam jeszcze dość ograniczone zaufanie do własnych pomysłów – a i niewielkie możliwości surowcowe. Stąd rozwiązanie nieco „na skróty”, tym niemniej po latach doświadczeń wiem, że sprawdza się wcale nieźle. Łatwe i szybkie rozwiązanie dla tych, którzy nie mają czasu, możliwości, cierpliwości, odwagi czy czegokolwiek innego, by produkować mydło od podstaw. Jest to też niezły sposób na włączenie w zabawy z ziołami dzieci, co przy robieniu mydeł z użyciem mocnej zasady (NaOH, KOH) jest raczej niewskazane.

Potrzebne do tej zabawy jest zwykłe, szare mydło – im bardziej „zwyczajne” tym lepiej. Poza nim – dowolne zioła, pojedyncze lub ich mieszanka. Świeżych lub suszonych, to nie ma znaczenia dla jakości wyrobu.

Cała tajemnica polega na tym, że gotowe mydło rozdrabniamy, najlepiej na tarce, po czy zalewamy je naparem, odwarem lub maceratem z wybranych roślin. Kolejna czynność to bardzo staranne wymieszanie całości – do zupełnego rozpuszczenia mydlanych wiórków.  W tym właśnie doskonałymi pomocnikami są dzieci, które uwielbiają takie „paćkanie się”.

          OLYMPUS DIGITAL CAMERA     OLYMPUS DIGITAL CAMERA

     Mieszanka ziół                        Przygotowanie odwarumasa

          Gotowa masa mydlana          

Po dokładnym wymieszaniu możemy od razu rozlać masę do foremek, albo pozwalamy jej nieco nieco zgęstnieć. Trwa to na ogół do następnego dnia, ale czas zależy od proporcji mydła do użytego roztworu.

Tę dość już gęstą masę porcjujemy, w foremkach lub dłoniach i pozostawiamy do zastygnięcia „na twardo”. To wszystko.

Oczywiście takie mydło da się różnymi metodami urozmaicać i wzbogacać.

Podobnie jak robione od podstaw, możemy je barwić, dodawać do niego zapachy, olejki lub maceraty olejowe; dodatki peelengujące, od cukru lub kawy po nasiona roślin. Soki roślinne i owocowe, suszone płatki kwiatów lub inne części ziół.

Kakao. Mąkę ziemniaczaną. Ryżową. Płatki owsiane (lub inne), otręby…. I co komu przyjdzie do głowy – byle naturalne!

 

Kończy się powoli „mydlany luty”, ale zaczyna „zielony” i kolorowy sezon zielarski. Mam zatem nadzieję, że uda się zainspirować i zachęcić do coraz to nowych zabaw z ziołami – i na temat!

Zielarstwa użytkowego rzecz jasna!

 nr9_roz1

źródło – internet

 

 

 

 

 

Konserwacja ziół sposób 3: octy

Octy ziołowe

Przygotowanie i użycie octów ziołowych jest znacznie mniej popularne od dwóch poprzednich sposobów ich konserwacji.

Warto je przypomnieć, są to bowiem bardzo wartościowe wyroby! Doskonale uzupełniają kuchnię, kosmetyczkę, a także apteczkę domową.

Ocet ziołowy w zasadzie, podobnie jak w przypadku wyciągów alkoholowych, otrzymujemy przez zalanie octem i macerację materiału roślinnego, najlepiej świeżego.  Można to robić na zimno lub na ciepło (nie gorąco!).

Oczywiście używamy do tego celu wyłącznie octów winnych!

Ocet winny sam w sobie jest zresztą wyrobem zielarskim, nawet tak prosty jak jabłkowy. 

Aby być pewnym wysokiej jakości i tym samym szerokiej przydatności octu trzeba   przygotować go samodzielnie. Nie jest to ani trudne, ani skomplikowane wbrew  pozorom.

Ocet jabłkowy

na 2,5 l wody; ok 1 – 1,5 kg jabłek, koniecznie sadowniczych, najlepiej starych odmian – cale lub skórki, gniazda nasienne, odpady itp; cukier lub miód – po 1 łyżce na 1/2 l wody

Wodę gotujemy, rozpuszczamy w niej cukier/ miód. Odstawiamy do ostudzenia. Do czystego, wyparzonego słoja lub kamionki wrzucamy rozdrobnione owoce. Można tylko pokroić, można tez zetrzeć na tarce. Zalewamy je osłodzoną wodą, zawiązujemy płótnem albo muślinem. Ważne! Nie zakręcamy naczynia – ocet musi mieć swobodny przepływ powietrza, w przeciwnym razie fermentacja nie będzie prawidłowa! Odstawiamy naczynie w ciepłe miejsce na minimum 15 dni, optymalnie – na miesiąc. Warto mieszać, przynajmniej co 2 dzień. Na powierzchni wytworzy się „filtr” – to nie jest pleśń, tylko naturalny proces, tzw  matka octowa.

Tą samą technologią octy da się zrobić z wielu owoców, od winogron lub porzeczek po głóg i dziką różę.  Zresztą pomysłów „octowych” można mieć mnóstwo, zaś prostota wykonania i niezbędnych składników zachęca do prób i eksperymentów!

 

 Macerowane octy ziołowe

Proporcja:

na 1 szklankę octu potrzebujemy 1  do 1,5 łyżki świeżych albo 2 łyżek suszonych ziół

Świeże zioła zalewamy octem, pozostawiamy do maceracji bez dostępu światła, potrząsając często naczyniem,  na 10 do 20 dni. Po tym czasie starannie cedzimy 2 lub 3 krotnie. dodatkowo można przefiltrować przez bibułkę.

Jeżeli zamiast roślin świeżych używamy do macerowania suszu, ocet przed zalaniem ich podgrzewamy – maksymalnie do ok 50 stopni. Nie zagotowujemy!!!!

 

Do przetworzenia na ziołowy macerat najlepszy jest ocet jabłkowy, sam zresztą posiadający wiele cennych właściwości, tak kulinarnych jak kosmetycznych. Ale można użyć także innych – wspomnianych wyżej.

Innym, i jednym z ciekawszych sposobów jest uzyskiwanie octowego maceratu nieco odmienną techniką. Tu przykład  maceratu mniszkowego  z kwiatów mniszka lekarskiego, powszechnie znanego jako mlecz.

mniszkowy

Fot. z bloga Herbiness

Ocet, zarówno „czysty” winny jak i macerat ziołowy, przechowujemy w ciemnym, chłodnym miejscu. Używamy go w kuchni, wspomagająco dla mineralizacji i oczyszczania organizmu, leczniczo, kosmetycznie….

Jako się rzekło, zastosowań są setki (albo i więcej!)

W kuchni

W tym zakresie, jak sądzę, rekomendować octu nie ma potrzeby. Warto tylko podkreślić, że octy winne z powodzeniem nadają się do wszelkich potraw, nie tylko sosu winegrette…  Dobrze wykonanym octem zakonserwujemy owoce, ogórki, śledzie, urozmaicimy smak barszczu lub innych zup, słowem – gdziekolwiek w kuchni potrzebny kwas, mamy go pod ręką. Okazjonalnie może zastąpić nawet sok z cytryny.

 W kosmetyce

Ocet winne i maceraty ziołowe z nich zrobione są bardzo wartościowym surowcem kosmetycznym.  Mogą być  płukanką do włosów, dodatkiem do kąpieli, bazą maseczki itd itp. Rozcieńczone wodą, najczęściej pół na pół, stanowią cenne toniki. Można z nich korzystać przy wykonaniu kremów, mydeł – zachęcam do eksperymentów!

Octowy tonik z rozmarynu i rumianku

 ozmaryn +rumianek

1 szklanka octu jabłkowego, po 1 łyżce ziela rozmarynu i koszyczka rumianku, do rozcieńczenia – woda

Przygotowujemy macerat octowy z ziół. Gotowy rozcieńczamy przegotowaną lub źródlaną wodą w proporcji pół na pół lub 2(wody): 1 (octu). Rozcieńczyć warto niewielką ilość, do użytku na kilka dni. Resztę maceratu odstawiamy w chłodne, ciemne miejsce – jako użytkowy ocet ziołowy albo półprodukt do kolejnych porcji toniku.

Identyczną metoda można zrobić maceraty z różnych roślin – to tylko jedna z bardzo wielu propozycji!

W profilaktyce codziennej

Najprostsze zastosowanie octu winnego w codziennym użytkowaniu prozdrowotnym to poranna porcja mieszanki: 1 łyżeczka octu, 1 łyżeczka miodu, pół szklanki wody.

Popijanie co rano takiego specyfiku bywa ostatnio polecane nawet jako profilaktyka raka! W tym akurat zakresie nie mam zdania, tym niemniej jest to dobry sposób na wspomaganie odporności, poprawę krążenia, stabilizowanie przemiany materii, obniżanie zakwaszenia organizmu i wiele innych. Można tu wykorzystywać wiele różnych rodzajów octu winnego lub ziołowych maceratów.

Bardzo wiele prozdrowotnych i leczniczych zastosowań octu, szczególnie jabłkowego, omawia w  swoich książkach

dr Jadwiga Górnicka – renomowany lekarz – naturopata. 

Uwaga!!! Octomania wciąga!

 Serdecznie zachęcam do zaprzyjaźnienia się

z  tym, kolejnym już,

bogactwem zielarskim.