Czas świętowania

Miło jest świętować!

Mieliśmy w minionych dniach sporo okazji do świętowania.

Okazji różnych i w różnym stopniu –  dla każdego odmiennym –  znaczących.

Taki wspólny, jednoczący wielu czas świętowania przynosi przebogatą, cudowną, magiczną energię. Nieocenioną dla każdego z nas i dla świata….

Może by zatem przedłużyć ów

Czas świętowania???

Dzień po dniu, na cały rok, na każdy kolejny dzień, godzinę, minutę, chwilę???

Odnajdujmy codzienne okazje do wdzięczności,

świętujmy je i wyrażajmy tę swoją wdzięczność – tak, jak dyktuje serce!

IMG_1252

***

W ramach własnego wkładu w ten pomysł – świętuję!

Kilka dni temu z radością odkryłam,

że mam już okrągły tysiąc przyjaciół, obserwujących blog  

„Zielicha”!

Nie jest to zapewne wiele dla wytrawnych blogerów, ale dla mnie – miła niespodzianka! Z tej okazji po raz kolejny  „wzięłam się za bary” z tajnikami internetowych zawiłości i udało mi się się udostępnić

„Zielnik pierwszej pomocy”,

moją pierwszą i, jak do tej pory jedyną, poważniejszą publikację zielarską. Mam szczerą nadzieję, że nie pozostanie osamotniona, na razie zaś link do e-booka zainteresowani znajdą pod zdjęciem okładki w pasku bocznym bloga.

okładka poprawiona copy

***

Wszystkim obserwującym wyrażam ogromną, serdeczną wdzięczność

z nadzieją,

że treści zawarte w blogu są przydatne,  

sprawiają Wam przyjemność i stanowią dla Was inspirację!!!

***

Tu zaś pozwalam sobie wrzucić króciutki fragmencik tekstu „Zielnika”:

„Porady praktyczne

Pogotowie roślinne

Znajdując się w otoczeniu mniej lub bardziej dzikiej przyrody, wielu ludzi ma poczucie zagubienia, bezradności i braku zaspokojenia najbardziej, ich zdaniem, elementarnych potrzeb. Wprawdzie telefonia komórkowa wiele zmieniła, dając jakąś namiastkę kontaktu z cywilizacją (a często realną pomoc), ale i telefon może zawieść. Nie mówiąc już o braku zasięgu na przykład. Ewentualnie braku telefonu, co wbrew pozorom nie jest niemożliwe. Nawet w dzisiejszej rzeczywistości…

Warto zatem wiedzieć, jak zapobiegać temu wyobcowaniu. Odbudowywać poczucie przynależności i bezpieczeństwa w naturalnym otoczeniu. Natura jest naszym środowiskiem, czy tego chcemy czy nie. Umiejętność korzystania z jej potencjału to nie nowość, a powrót. Bardzo nam potrzebny we współczesnych realiach!

A rośliny to ogrom możliwości. Gdzie i które z nich zastosować? Często natychmiast, doraźnie? W jaki sposób?

W czasie obozów, wyjazdów, pobytu nad wodą, w lesie, wakacji w gospodarstwach agroturystycznych, podczas wycieczek i „zielonych szkół” – potencjał Natury mamy w zasięgu ręki. Porady tu zawarte dotyczą sytuacji awaryjnych, ale nie tak znowu rzadkich, jak ukąszenia owadów, oparzenia (w tym słoneczne), stłuczenia, zranienia, zwichnięcia i nadwyrężenie mięśni lub stawów, bóle brzucha czy głowy, zatrucia pokarmowe, kolki, nudności, „skoki” ciśnienia tętniczego i wiele innych. Zanim znajdziemy lub doczekamy się na jakąkolwiek pomoc fachową – można zapobiec pogorszeniu, a często wręcz uniknąć konieczności leczenia konwencjonalnego! W jaki sposób, postaram się pokazać.

Nie omówię oczywiście ani wszystkich możliwych przypadłości, ani całego potencjału roślin w tym zakresie! Ale zamieszczone tu porady z pewnością umożliwią pomoc, przynajmniej w zakresie podstawowym.”

Reklamy

Z wiosną!!!

Trzydziesty wpis na blogu przypadł na początek wiosny…

Nie planowałam tego ani też nie celowałam specjalnie.

Cieszę się jednak, że ów „mini jubileusz” wita tę właśnie porę roku!

Oczywiście kalendarzowy 1 dzień wiosny nie musi być jednoznaczny z eksplozją wiosenną wokół nas. Często w naszych warunkach klimatycznych nie bywa nią, pozostając nadal szarawym jeszcze przedwiośniem lub wręcz białą zimą!

Tym niemniej Wiosenna Równonoc, czyli 20 lub 21 marca to umowny, kalendarzowy i astronomiczny „próg”.

Moment przełomu.

Od tej daty ilość godzin światła słonecznego w ciągu doby przeważa i niezależnie od temperatur czy też pogody, budzi sie wkoło coraz więcej życia. Mamy też juz spokojną pewność, że, wraz z nasiloną aktywnością zwierząt, w tym rozśpiewanych ptaków, prędzej niż później pojawi się zieleń, kwiaty, barwy i ciepłe dni.

Od wieków była to okazja do świętowania odradzajacego sie, zmartychwstającego

ŻYCIA

z jego bogactwem, różnorodnością, szczodrością – i pięknem.

Bogatą i różnorodną paletą surowców na smakołyki, kosmetyki, wspomagajace zdrowie, a i lecznicze preparaty. Jeszcze nie kolorową, wciąż zieloną tylko ledwo ledwo, tym niemniej już użytkową.

Jare Gody, Ostara, Marzanna, Wielkanoc

cieszmy się wiosną, świętujmy ją, uhonorujmy każdy po swojemu i… korzystajmy z jej dobrodziejstw!

pokrzywa marzec

Z szacunku dla Natury

Zajmuję się wiedzą zielarską i pracą z (i pomiędzy) roślinami już ponad ćwierć wieku. Zaś znajomość i przyjażń z Naturą zawarłam kolejne ćwierć wieku wcześniej…

Wszystkie te lata nauczyły mnie kilku naprawdę bardzo prostych, a często trudnych do zaakceptowania dla współczesnego człowieka prawd i zasad.

Natura bowiem, której tak wiele zawdzięczamy, włącznie z własnym istnieniem i życiem osobistym, jakby nie pasuje do naszego świata. Do sposobu myślenia i działania, w którym wyrastamy i do którego przywykliśmy. A może raczej to nasze nawyki do niej nie pasują?

Natura uczy cierpliwości. Spokoju w oczekiwaniu. Obserwacji, uważności, troski.

Uczy szacunku do innych istot żywych i ich, odmiennego często od naszych oczekiwań (czy też wymagań), trybu/ cyklu życia.

Pomaga dostrzec rytm klimatu, zapisany w każdej żywej istocie do konkretnego klimatu przypisanej.

Uświadamia ich potrzeby, ściśle powiązane z innymi. W niesamowitym, harmonijnym, powtarzalnym, a jednak stale zmiennym,

tańcu Wielkiego Koła Życia…

Nauczyłam się przez te lata ze spokojem czekać na kolejny rok, nową wiosnę, lato, jesień – czas obfitości.

Nauczyłam się, że zima jest porą odpoczynku. Regeneracji. Wytchnienia przed kolejnym sezonem aktywności.

4 pory roku Mucha

„Cztery pory roku” A. Mucha – źródło internet

Przywykłam, że zbiór określonego „surowca” (liści, kwiatów, ziela, owoców, nasion, korzeni) ma swój, powtarzalny co roku, a jednak każdego roku jedyny „czas i miejsce”. Nauczyłam się, że każde z ziół ma swoich „zastępców”: rośliny/ części roślin o podobnym działaniu i potencjale, a odmiennej biologii. Dzięki temu nigdy podczas sezonu nie trzeba się martwić, że „coś mi uciekło”!

Nie zdążyłam? Nie sprzyjała pogoda? Nie było warunków? Nie szkodzi – będzie coś innego – za jakiś czas…

Stało się czymś oczywistym, że nie ma sensu zbiór czegokolwiek w nadmiarze, ponad rzeczywiste potrzeby. Susz, soki, syropy, przetwory itp przygotować warto „do kolejnego sezonu”. Ewentualnie z niewielkim zapasem, żeby mieć się czym podzielić…

Niczemu też nie służy „dublowanie funkcji” wyrobów. Cudowne są zabawy i eksperymenty, ale w codziennym użytkowaniu wystarczają jeden – dwa kremy, ulubione szampony czy mydełka. Maści rozgrzewajace lub wspomagające gojenie, peelengi, toniki, płyny dezynfekujące – na tyle, by były pod ręką. W przeciwnym razie, nawet jeżeli mamy kogo obdarować (ja długo nie miałam), większość wyrobów traci wartość zanim zdołamy je zużyć. Podobnie rzecz ma się z suszeniem wszystkiego „jak leci”, robieniem kilku różnych preparatów odpornościowych, wyciągów olejowych kilkunastu gatunków itd itp. Szybko dane mi było się przekonać, że jest to prosta droga do zaśmiecania domu, konieczności wyrzucania rzeczy już nieprzydatnych i zarazem marnowanie surowców…

Przez wiele lat owo codzienne zielarstwo było dla mnie wielka pasją, przygodą, „sposobem na siebie”. Długo też byłam w nich osamotniona. Mało kto traktował wiedzę o rodzimych roślinach dziko rosnących jako coś cennego. Lub chociażby przydatnego. A jeżeli już w ogóle – to w postaci fitoterapii, którą jakiś czas zresztą się zajmowałam.

do bloga

Dziś jest inaczej. Cieszy mnie to, cieszy ogromnie!

Czego wyraz daję stale, w tym i tutaj: linki, odnośniki, popularyzacja…

To wspaniałe i bezcenne, że ucywilizowany świat nareszcie CHCE widzieć

bogactwo i potęgę Natury!!!

Ostatnio jednak zaczął mi cicho, a teraz jakby głośniej, dzwonić ostrzegawczy dzwoneczek…

Może nie mam racji. Może przesadzam i trochę panikuję. Ale mam takie odczucie…

Współczesny sposób myślenia jest nam dobrze znany. I rozrasta się.

„Dużo, szybko, niecierpliwie, byle prędzej;

wszystko, co się da, jak najwięcej, bez ograniczeń” .

Taka zasada nie daje się przenosić w świat Natury i jej rytmu. A przede wszystkim – nie powinna! Głównie dlatego, że jest niszcząca.

Tę prawdę też zresztą dobrze znamy…

Jest nas, Ziołomaniaków, coraz więcej. Cudownie! Wspaniale! Tylko przyklasnąć!

Nie rozrasta się jednak, niestety, baza, z której możemy czerpać. Raczej przeciwnie… Przynajmniej na razie.

Baczmy zatem, by naszej wiedzy o roślinach, ich możliwościach, potenacjale, stosowaniu, towarzyszyła Mądrość. Szacunek. Uważność i troska. Czyli to wszystko, czego sama Natura jest najlepszą nauczycielką.

Las, łąka, pole czy ogród to nie supermarket. To, czego nie „wykupimy” lub (z naszego punktu widzenia) „przedatuje się” – nie zostanie wyrzucone ani zmarnowane! Służy bowiem nie tylko nam. W takiej czy innej postaci – znajdzie swoje zastosowanie. Zarazem zaś – nikt nie „dowiezie towaru”. Sami musimy zadbać, by „producenci” mieli się dobrze!

Pory zbioru roślin i ich części wynikają nie tylko z potencjału, jaki mają dla nas. Są ważne także dla nich samych i innych ich „użytkowników”.

Jesteśmy piękną i wartościową cząstką Wielkiego, Cudownego, Harmonijnego Cyklu. Pamiętajmy, czerpiąc z ogromnych zasobów Natury dla zadbania o siebie,

by o jakość i harmonię tego cyklu dbać równie uważnie!

Pozwolę sobie zacytować fragmenty z własnego tekstu

„Zielarstwo – wiedza czy dar”

SONY DSC

„Las, łąka, ugory – to laboratorium istnieje przecież nadal! Bliskie, znane, swojskie, codzienne. Tajemnicze, o tyle tylko, o ile przyroda sama swych tajemnic broni. I o ile zapominamy lub lekceważymy wiedzę naszych przodków, przywaloną stertami śmieci, reklam, ignorancji… pseudonauki.

Wstęp do niego jest otwarty. Dla każdego. I nadal, jak przed wiekami, chętnie daje schronienie ludziom. Zmęczonym, znerwicowanym, szukającym oazy ciszy mieszkańcom wielkich miast, których przybywa tu coraz więcej. I tym, którzy z tej ziemi i jej tradycji wyrośli, zakorzenieni w czasie głębiej, niż zdają sobie sprawę. W progi tego właśnie laboratorium zapraszam wszystkich, których zmęczył pośpiech, ogłuszył zgiełk, przejadły się plastikowe smakołyki. Zapraszam, prosząc jednocześnie o szacunek. Pokorę. Wrażliwość. To, znacznie bardziej niż niedostępne instytuty badawcze – jest Sanktuarium!”

Wpis tymczasowy

Blogowanie ma swoje prawa i reguły, w które dopiero teraz po troszę „wchodzę”… A może wcześniej po prostu tych reguł nie było???

Gdzieś pod czaszką kołacze mi się anegdota na temat „zawodów przyszłości”. Konkluzja była taka, że, co dekadę mniej więcej, pojawiaja się nowe zawody, dziedziny, rodzaje pracy, których nie jesteśmy w stanie nazwać ani przewidzieć…

Cóż, blogger z pewnością do takich „świeżynek” należy. Przynajmniej z mojej życiowej perspektywy!

Nie mam na razie pojęcia, czy i na ile blog „Zielicha” stanie sie dla mnie formą pracy! Chwilowo jednak staram sie pilnować regularnosci wpisów (wow! wyraźna poprawa wobec wcześniejszych prób!), totez wrzucam kolejny – tymczasowy…

Tymczasowy, bo sytuacja domowo – życiowo – remontowa utrudnia pisanie kolejnych rozbudowanych porad/ przemyśleń/ podpowiedzi / sugestii (niepotrzebne skreślić), na zbudowanie „buforu zasobow bloga” zaś jeszcze nie było czasu….

Wprawdzie tekstów o różnej treści i zawartości merytorycznej mam sporo. Ale i one wymagaja „szlifu”!

Tymczasowo zatem, z ogromną wdzięcznością za kolejne dni bogatych zmian i przetasowań, głównie domowych, ale i własnych, dziekuję czytelnikom, prosząc o nieco cierpliwości!

 

Żeby zaś nie było całkiem dywagująco, pozwolę sobie wrzucić pomysł na poratowanie rąk, zmęczonych sprzątaniem, myciem, kurzem, pyłem poremontowym i skokami temperatur, przewidywalnymi o tej porze roku:

Balsamik do rąk wersja I

(testowa!)

Olej kokosowy, olejowy wyciąg z nagietka – w stosunku 1 : 1.

Wymieszać na ciepło, używać….