Coś odmiennego…

Wiem, że powinnam usiąść do „wpisu jesiennego” o ziołach, ich możliwościach, pomysłach…  przepisach „na” itd itp

To poczucie przyciąga moją uwagę do bloga już od kilku dni…

A jednak – jakoś nie płynie. Nie ma weny. Brak konkretnej koncepcji, mimo niemałej listy „gotowców”!!!

Dobija się natomiast do mojej świadomości temat

zupełnie dla mnie nietypowy.

Rzadko, przyznaję, jestem „na bieżąco” w sprawach globalnych – nie mam tv ani radia, na ogół nie zaglądam na informacyjne strony internetu! Ten konkretny temat jednak – uchodźców syryjskich, planów związanych z ich osiedlaniem (lub nie) w Europie – pojawia się jak bumerang, w różnych wersjach i odsłonach…

A jako że nadal jestem częścią tego świata, próbuję mu się przyglądać, skoro aż tak się dopomina uwagi!

I cóż widzę?

Najogólniej można by rzec, że powstają dwa obozy: ten „za” i ten „przeciw”. Nieważne, w którą stronę…

Oraz, co łatwo przewidzieć, jak wiele razy wcześniej w historii tak i dziś, zdań jest tyle, ile opiniodawców. Każdy ma „rację”, każdy ma niepodważalne argumenty i stara się przekonać do nich innych…

Z racją, podobnie jak z prawdą jest, jak to mówi stareńkie przysłowie, jak z dupą (wybaczcie proszę kolokwializm!). Każdy ma własną i to podzieloną na pół. A zatem – nie moją rzeczą jest szacować, czyja racja (oprócz mojej własnej) jest słuszna. I nie mam takiego zamiaru!!!!

Ale – znowu jak wiele razy wcześniej w historii – wraz z tą dyskusją płynie ogromna fala obaw, żalu, bólu, wzajemnych oskarżeń, wypominań, poczucia zagrożenia… od każdej ze stron! Silne wibracje strachu…

I tak sobie myślę:

TO JUŻ BYŁO!!!

Przerabialiśmy to (jako społeczność świata) wielokrotnie wcześniej. Zwykle ze skutkiem opłakanym…

A gdyby tak zamiast lęku, obaw i niepokoju dać tej, z pewnością będącej wyzwaniem,  sytuacji

MIŁOŚĆ ??? 

Spotkajmy się w miłości. Codziennie. Kwadrans, może mniej, jeżeli dla kogoś to za długo… Wieczorną porą, kiedy najchętniej „buszują upiory” wyślijmy impuls miłości do całej, globalnej sytuacji Europy, uchodźctwa, problemów i wyzwań.

***

Bez znaczenia jest w moim odczuciu, czy zrobimy to w formie modlitwy, medytacji, oddechu, 2 punktu czy jakiejkolwiek innej. Byle z prawdziwą, głęboką, czystą

Miłością!

Najpiękniejszą i najmocniejszą, na jaką stać w danej chwili każdego z nas!!!!

Z intencją rozwiązania najlepszego z możliwych dla każdej Duszy,

która tej sytuacji doświadcza! 

Światu, Naturze, nam samym potrzeba dziś harmonii. Nie zakłócajmy jej po raz kolejny!

***

Nie sądzę by wśród czytelników tego bloga był ktokolwiek władny podejmować decyzje globalne!

Ale… „gdzie dwóch lub trzech spotka się w Moje imię”!!!

***

Razem jesteśmy silni! Bądźmy silni miłością, nie lękiem!!!

Zapraszam…

Tekst  w ikonie wpisu pochodzi z książki F.Herberta  pt. „Diuna”