Owocobranie cz.I

Kiedy, co i do czego…

Wpis nieco opóźniony, tym niemniej dzikie owoce jesienne na ogół można zbierać dość długo, często aż do grudnia, toteż być może komuś jeszcze się przyda…

Kiedy…

Dzikie owoce zbieramy oczywiście, jak większość, w pełni dojrzałe. Te letnie, jak maliny, jeżyny lub czarne jagody zyskały „nobilitację”: są znane i popularne, doczekały się nawet odmian uprawnych. Nieco słabiej poznane są te jesienne, a warto o nich pamiętać nie tylko jako o roślinach ozdobnych!

Wiele takich owoców utrzymuje się na gałęziach lub krzewinkach długo, często do zimy. Niektóre, jak tarnina lub żurawina, dojrzewają wręcz dopiero późną jesienią (październik – listopad). Z punktu widzenia smaku oraz oryginalności wyrobów, większość można zbierać  nawet spod śniegu, o czym zresztą wspominałam ubiegłej zimy (kalina). Przemrożenie wielu gatunków jest wskazane, trzeba tylko pamiętać, że owoce zebrane w kilka miesięcy od czasu dojrzewania mają zwykle nieco niższą wartość, głównie tę leczniczą, ale i odżywczą. Warto też podkreślić, że nie ma wielkiego sensu zbieranie owoców „ususzonych” na drzewach lub krzewach, gdyż deszcze, wiatr i długotrwałe niskie temperatury pozbawiają je większości cennych składników. Pilnujmy zatem, by nasze zbiory, szczególnie te późniejsze, były jędrne i soczyste. Dotyczy to szczególnie owoców dzikiego bzu, często wysychających na gałęziach. Zdarzają się też wysuszone owoce jarzębiny, zwłaszcza na starszych drzewach. Takie surowce najlepiej pozostawić ptakom.

co i do czego…

Skupię się w tym tekście na owocach mi znanych, których używałam i które są obecne w różnych wersjach kuchni tradycyjnej lub ludowej. Nie zagłębiam się w te, z którymi nie mam praktyki, oraz wszelkie gatunki kontrowersyjne.

Czyli takie, których owoce są użytkowe przy zachowaniu bardzo ścisłych zaleceń,

w przeciwnym razie mogą być groźne dla zdrowia i życia (jak na przykład trzmielina lub osnówki cisu).

Zatem:

berbeys copy

Ozdobna odmiana berberysu

  • Berberys

Bardzo zapominany w wykazie użytkowych krzew, o jadalnych, cennych liściach, kwiatach i owocach. Coraz rzadziej spotyka się go w postaci dzikiej. Najczęściej widujemy berberysy jako krzewy ozdobne, z liśćmi barwnymi wiosną, jesienią, czasem przez cały sezon. Często są sadzone, niestety, przy ruchliwych ulicach lub drogach szybkiego ruchu. W takich miejscach oczywiście surowce z nich nie przydadzą się do niczego poza podziwianiem!

Owoce berberysu, dojrzewające wczesną jesienią, dość trudno wykorzystać do przetworów, ze względu na ich niewielki rozmiar i duże pestki. Najczęściej służą jako dodatek smakowy – są mocno kwaśne.

Dla zachowania maksymalnej ilości zawartej w nich witaminy C, najkorzystniej jest je po prostu suszyć – koniecznie w zaciemnionym miejscu.

Owoców berberysu nie warto zbierać później niż w początkach grudnia – chyba, że wyłącznie dla smaku.

bez owoce

  • Bez czarny dziki,

  • Bez koralowy (kalinka)

Oba gatunki bzu występują powszechnie. Przez wiele lat szczególnie bez czarny traktowano jako „chwast roślinny”. Z drugiej strony, zgodnie z wielowiekową tradycją, jego krzewy szanowano i otaczano estymą… Dla naszych przodków, nawet tych bardzo dawnych, był rośliną świętą, czczoną. W tradycji wielu regionów zachowano dla niej poszanowanie.

Czerwony dziki bez, o drobniejszych koralach, rozpowszechniony raczej w lasach i gęstych zaroślach, bardziej znany był (i jest) na wschodzie i w terenach górzystych. Popularnie zwany „kalinką”, ze względu na czerwone owoce, przypominające kalinę koralową, z którą nie należy go mylić!

Owoce bzu dojrzewają bardzo nieregularnie, zdarza się, że na tym samym krzewie mamy grona w pełni dojrzałe tuż obok jeszcze zielonych. Łatwiej odróżnić w pełni dojrzałe owoce bzu czarnego niż czerwonego (kalinki), przy czym te drugie dojrzewają nieco wcześniej. Szybciej też osypują się z krzewów – teraz, późna jesienią, raczej ich już nie znajdziemy. Bzy zbieramy od momentu pełnej dojrzałości, tak długo, jak długo pozostają soczyste. Najczęściej jest to wrzesień i częściowo październik.

Wokół owoców bzu narosło mnóstwo mitów, obaw i wątpliwości, związanych z jego toksycznymi składnikami. Jednocześnie w wielu regionach, nie tylko Polski, są traktowane jako podstawa potraw tradycyjnych. Z własnego, wieloletniego doświadczenia wiem, że, używane z umiarem, cenne i nieszkodliwe są zarówno soki, susze jak i „powidełka” (inaczej dżemy) z tych owoców, nawet z pestkami. Jedynym wymogiem dotyczącym owoców bzu jest ich podgrzanie (do temperatury ok 70 – 80 stopni), chociaż wina z ich dodatkiem są czasami robione z nieogrzanego surowca. Regułą jednak, także w przepisach tradycyjnych, jest ogrzewanie owoców bzu.

I bardzo zachęcam do pilnowania tej zasady!

Podobny zakres działania mają owoce aronii i można łączyć z nią owoce bzu, szczególnie czarnego.

Przy czym aronia nie zawiera zwiazków toksycznych, można ją jeść na surowo!

  • Czeremcha amerykańska (późna)

W zakresie użytkowania czeremchy odsyłam do bardziej doświadczonych…

róża pomarszczona

Róża pomarszczona

  • Dzika róża (owoc)

Owoce (wcześniej – płatki kwiatów) dzikich róż są bardzo pospolite i na ogół dość znane jako jadalne. Dzikie róże owocują bardzo nierównomiernie w czasie, zależnie od odmiany. Od środka lata (róża pomarszczona) do późnej jesieni. Wszystkie owoce róż można jeść na surowo, wręcz prosto z krzaków, oczywiście po uprzednim usunięciu pestek. Nie wymagają przemrożenia. Można je suszyć.

Oczywiście można (i warto) robić z owoców róży najróżnorodniejsze wyroby: soki, konfitury, dżemy, nalewki, wina, octy, owoce kandyzowane itd. Trzeba tylko mieć na uwadze, ze każda obróbka cieplna pozbawia je częściowo zawartej w nich witaminy C….

głóg

  • Głóg (owoc)

Bywa powszechnie mylony z innymi owocami, głównie dziką różą. Głóg to wysoki, dorodny, kolczasty krzew, bardzo rozpowszechniony w całym kraju. Pomyłka w nazwie wynika z podobieństwa do róży owoców głogu, liście są zupełnie odmienne, odmienny też jest ogólny pokrój rośliny.

Owoce przypominają zreszta różę tylko zewnetrznym wyglądem. Nie mają chcrakterystycznych, drobnych pestek z włoskami, tylko jedną, sporą. Zupełnie inny jest też smak, mączysty, lekko cierpki, pozbawiony wyraźnego u róż kwasku. Duża pestka i niewielka ilość miąższu sprawiają, że głogowe owoce są trudne do zagospodarowania w postaci przetworów. Można je suszyć, robić z nich soki lub octy, unikając tym samym problemu małej ilości surowca. Doskonale też nadają się do mieszanek z innymi, bardziej obfitymi owocami – dzikimi lub hodowlanymi.

Pomimo trudności w zagospodarowaniu warto pamiętać o głogu. Krzewy dają zwykle spore zbiory, zaś sam owoc jest bardzo cennym dodatkiem zarówno leczniczymm jak i spożywczym. Wspaniale stabilizuje i wzmacnia pracę serca, dostarcza tez cennych, szczególnie zimą, składników mineralnych. Dodatek głogu do mieszanek wzmacnia ich ogólne działanie.

Owoce głogu mozna zbierać bardzo długo, w zasadzie dopóty, dopóki się nie osypią lub nie zostaną zjedzone przez ptaki lub zwierzęta. Są odporne na wysychanie i mrożenie, chociaż pod koniec zimy sporo tracą na swojej wartosci , podobnie jak róża, miękną, ciemnieją. To sygnał, że przestały być zdatne do użytku.

jarząb

Jarząb szwedzki

  • Jarząb zwyczajny (jarzębina),

  • Jarząb szwedzki,

  • Jarząb mączysty (itp)

Do niedawna jedyną w gruncie rzeczy powszechnie dostępną odmianą jarząbu była w naszym regionie popularna jarzębina, czyli jarząb zwyczajny. Na północy kraju spotykało się jarząb szwedzki i mączysty. Obecnie coraz częściej te właśnie odmiany, chronione na stanowiskach dzikich, są sadzone jako drzewa ozdobne.

Wszystkie jarzębiny mają jadalne owoce. Dojrzewają w zależności od gatunku od września do początków pażdziernika. Zaleca się ich przemrożenie (na drzewie lub w zamrażalniku). Nie jest to wymóg absolutnie niezbędny, ale zmrożone owoce mają łagodniejsze działanie, szczególnie dla żołądka, oraz lepszy smak. Owoce jarzębin wpływają regulująco na przemianę materii, wspomagają też pracę serca i układu krążenia. W niewielkich dawkach są świetnym uzupełnieniem dietetycznym.

Zbierać można je długo, szczególnie z odmian północnych, na których owoce utrzymują się dłużej i pozostają jędrne. Nadają się do wyrobu mnóstwa przetworów, słodkich i wytrawnych. Można je suszyć.

kalina

  • Kalina koralowa

Kalina – bardzo zapomniana i nadal często traktowana jako owoc trujący. Warto o niej przypominać, z jedną ważną uwagą: nie każdy dobrze toleruje kalinę, szczególnie jeżeli nie jest z niczym łączona!!!

Kalina może dość mocno wpływać na pracę serca, przyśpieszając jego rytm. Jest to sprawa indywidualna i zanim zdecydujemy się zajadać smakołyki z kaliny, warto sprawdzić jak na nią reagujemy!

Dla skontrolowania swojego „dogadywania się” z kaliną wystarczy, na przykład, ugotować ( i wypróbować) małą ilość kompotu lub naparu z jej owoców…

Reakcja na kalinę jest zwykle znacznie łagodniejsza gdy łączymy ją z innymi surowcami. Może to być np jarzębina, róża, ale mogą być też owoce uprawne, jak jabłka, gruszki lub śliwki. W przetworach łączonych znacznie łagodniejszy jest też jej, bardzo charakterystyczny i nie dla każdego przyjemny, smak i zapach…

Kalina jest rośliną bardzo rozpowszechnioną w Polsce. Dojrzewa na ogół w październiku. Warto poczekać z jej zbiorem do przymrozków, gdyż przemrożenie korzystnie wpływa zarówno na jej działanie jak i smak. Chociaż można, oczywiście, zamrozić zebrane owoce w zamrażarce lub zamrażalniku.

Nadaje się do zrobienia w zasadzie wszystkiego, co tradycyjnie robi się z owoców, a zatem: soków, dżemów i konfitur, marmolady, suszu, a także win i nalewek. Przy czym wszystkie przetwory kalinowe oraz z dodatkiem kaliny maja, jak wspomniałam, specyficzny, wyrazisty smak i też warto skontrolować, czy przypadnie nam do gustu, zanim zabierzemy się za kalinowe przetwórstwo.

CDN…

Reklamy

Czas na kwiaty

Lato

ogórecznik

wierzbówka

Kolejny etap cudownego Cyklu Natury…

Wczesne lato to czas na kwiaty  i ziele. Obfitość kwitnienia o tej porze roku jest nie mniejsza niż wiosną, zaś bogactwo zakwitających roślin stanowią kwiatostany, kwiaty, płatki i … ziele. Warto może uściślić znaczenie tego słowa w nomenklaturze zielarskiej:

Ziele

to ukwiecone i ulistnione pędy roślin

serdecznik

Ziele serdecznika

Pojawiają się już także wczesne owoce letnie, pora też sięgać po niektóre niedojrzałe jeszcze, takie jak orzech włoski lub kasztany…

orzech_wloski_741

fot. internet

Wczesne lato

to idealny czas na wiele wyrobów zielarskich, na zbiory do suszenia, ale nade wszystko – bogactwo użytkowania roślin na co dzień!

Cieszmy się naparami, herbatkami, sałatkami, marmoladkami, budyniami, kisielami, ciasteczkami kwiatowymi, świeżymi przyprawami w kuchni, kąpielami i natryskami ziołowymi ze świeżych roślin – teraz mamy na nie czas przebogaty!!!

prawoślaz

Zakwitły ślazy…

róża kwiat

Kwiat róży

wiązówka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lipa, ślazy, róża… mieszanka do mydełka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kwiat nagietka – będzie „olejek”

dziurawiec

Zdjęć tu zaledwie kilka,

ale wszystkim wspaniałych poszukiwań i zbiorów życzę!

Czy na co dzień?

003Jak to nierzadko bywa, temat wpisu nieco się zmienił w stosunku do wstępnego planu…

Pisałam o suszeniu roślin, kolejne powinny być teoretycznie inne sposoby ich konserwacji. Tymczasem z różnych stron i źródeł (i różnymi drogami ) przypomniało o sobie pytanie na tyle częste, iż uznałam je za warte rozważenia….

Otóż wielokrotnie słyszę, czytam, spotykam sie z zapytaniem:

Jak często można pić zioła?

Czy można codziennie?  Ile, jeżeli tak? 

Czy robić przerwy? Ewentualnie – kiedy i jakie?

Cóż – jak na wiele innych pytań związanych z ziołami, na te również nie ma jednoznacznej ani kompleksowej odpowiedzi, ponieważ zależy ona od definicji słowa „zioła” oraz celu, w jakim chcemy ich używać. Postaram się jednak rozważyć ten temat – i podsunąć kilka prostych wskazówek do własnego wykorzystania.

Na początek może słów kilka o historii – oraz  semantyce. Otóż lat temu… kilkaset w Europie, jak wszędzie na świecie, piło się różne napoje. To raczej oczywiste.  Europejskimi napojami codziennymi, poza bardzo popularnym piwem, w niektórych regionach winem, wodą oraz sokami, były „herby” – czyli napary z roślin, oczywiście  rodzimych: mięty, lipy, maliny, czarnego bzu, rumianku, poziomki, macierzanki, krwawnika, pokrzywy, dziurawca, mniszka, dzikiej róży i wielu, wielu, bardzo wielu innych. Były łatwo dostępne i zbierane, a z czasem także  kupowane, właśnie w celu popijania „herbatek”. Czyli – naparów z ziół (roślin)… Jako że słowo „ziele” tłumaczy się z łaciny na „herba”

Używane dziś polskie określenie „herbata” powstało z połączenia słów „herba” oraz zapożyczonych z chińskiej wymowy „tê” lub „chá”, nazw napojów z krzewu herbacianego (agielskie „tea„); dosłownie można przetłumaczyć to jako: „ziele tê”.

Zastosowania lecznicze ziół stanowiły osobny rozdział, temat do badań, rozważań i „poznawania” dla osob specjalizujących się w tematach terapii – zielarzy, aptekarzy, wiedźm, wiedzących… lekarzy. „Lekarskie” stosowanie roślin wymagało (i nadal wymaga) nieco innego niż do codziennego użytku preparowania i dawkowania.

Nie były znane na naszym kontynencie rośliny rodzaju Camellia sinensis, Coffea L., Theobroma cacao L., Aspalathus linearis czy też wielu innych egzotycznych. Poza stosunkowo niewielką ilością gatunków przyprawowo-zapachowych,  tzw „korzeni” (imbir, kurkuma, gałka muszkatołowa, cynamon, z czasem goździki), nie znano ich. Nie używano – a już na pewno nie  na co dzień – ich liści, kwiatów ani owoców (nasion).  Zostały „odkryte” i zaczęto je spowadzać  dopiero PO fali wielkich odkryć geograficznych. W różnych latach i z różnych kontynentów. Warto też pamietać, że wszystkie one, bez wyjątku, swoją karierę w Europie zaczynały jako rośliny lecznicze, zalecane do terapii, w małych dawkach i wedle ścisłych receptur!

Rozszyfruję może tajemniczo brzmiące łacińskie nazwy:

Camellia sinensiskrzew herbaty chińskiej (rodzina Camelia, herbatowate)

Coffea L. – Kawowiec (rodzina marzanowate)

Theobroma cacao L. – kakaowiec właściwy (rodzina ślazowate)

 Aspalathus linearisczerwonokrzew, rooibos (rodzna bobowate)

Jak widać napoje, takie jak kawa, kakao, różne gatunki herbaty, uznawane dziś za podstawę codziennego użytkowania, nie są w świecie roślin wyjątkami. Również, podobnie jak te rodzime – są ziołami! I jako przybysze z dalekich stron, przez czas dłuższy za takowe były uznawane. W odróżnieniu od roślin rodzimych, których używało się „na codzień”…

 

IMG_1169

fot. Archiwum własne

Czasy sie zmieniają, obyczaje – także. Dziś napoje takie jak herbata (w bardzo różnych odmianach i gatunkach), kawa czy kakao są dla nas codziennymi towarzyszami. Poszły natomiast w zapomnienie i odstawkę rośliny rodzime. Mało tego, odwrotnie niż nasi przodkowie – w nich, a nie gatunkach egzotycznych – poszukujemy „potencjału zielarskiego”. Co w wolnym tłumaczeniu oznacza – leków… Bo tak właśnie, jako fitoterapię, nauczyliśmy się postrzegać zielarstwo! 

Dużo częściej też i z dużo wiekszą swobodą posługujemy się egzotycznymi przyprawami różnego pochodzenia i zastosowań. Dotyczy to także wielu warzyw (włoszczyzna, ziemniaki, dynie), zbóż (kukurydza, ryż), owoców (cytrusy, banany, ananasy). Po pierwsze – łatwiej obecnie je zdobyć, po drugie – przestały być fascynującą (i bardzo kosztowną!) nowinką, po trzecie zaś – podobnie jak w przypadku kawy czy herbaty – nie postrzegamy ich jako „ziół”, czyli leków…

Czy to nasze postrzeganie zmienia w jakikolwiek sposób potencjał roślin?  OTÓŻ – NIE!  One są, podobnie jak w czasach historycznych, tak samo wartościowe jako „leki”. I odwrotnie – rośliny rodzime nadal, poza potencjałem leczniczym, zachowały ten „codzienny”, można by rzec – profilaktyczny… prozdrowotny.

Jak więc odpowiedzialnie odpowiedzieć na pytania o częstotliwość, ilości i regularność „picia ziół”?

Jeżeli na co dzień i bez zbędnych wahań pijamy różne herbaty, kawy, a nawet napoje mało mające wspólnego z jakością zdrowia (gazowane, energetyki, ba, nawet wody mineralne z dodatkiem stabilizatorów), to wątpliwości w kwestii mięty, rumianku, pokrzywy, róży, lipy, lawendy, dziurawca – itd itp – stają sie zupełnie nieuzasadnione! Urozmaicenie diety o te herbatki nikomu nie przyniesie szkody, raczej pożytek.

Oczywiście należy podkreślić wyraźne rozróżnienie pomiędzy herbatką dla wzbogacenia diety (regulacji, stabilizacji, wspomagania), a terapią jako taką. Ale terapia ziołowa to proces. Złożony, określony czasem, dawkowaniem i często specyficznym preparowaniem lub obróbką konkretnych roślin… Oczywiście, są i takie, których nie używa się na codzień i lekką ręką. Ale dotyczy to roślin i surowców z każdego obszaru i klimatu – nie tylko tych rodzimych! I raczej nie należą do nich te z „listy codziennej”…

Niewiele  spośród powszechnie znanych roślin określanych jako zielarskie nie nadaje się do częstego użytkowania.  Większość, w niewielkich dawkach, jako napary, dodatki przyprawowe, smakowe, urozmaicające posiłki –  są po prostu pożyteczne.

Najwięcej obaw i oporów w stosunku do dzikich roślin rodzimych wynika z braku wiedzy, traktowania ich wyłącznie jako „leków” oraz po prostu… zapomnienia.  Jeszcze niespełna sto lat temu mięta, maliny, lipa, rumianek (i znowu – lista jest długa) były stałym elementem codzienności. Jako napoje, jako przyprawy, składniki potraw… Nikogo to nie dziwiło – i nie przerażało! Nikt też nie miał wątpliwości czy to jest bezpieczne…


10259818_616385688449991_1956885314612563980_n

 fot. – warsztaty w „Dobrym Miejscu”

Reasumując

Nie próbujmy sami i według zaleceń z prasy, internetu czy telewizji stosować ziół leczniczo. Nie ma to wielkiego sensu – i realnie może zaszkodzić. Ale nie przesadzajmy też w drugą stronę. Jest bardzo wiele roślin, których częste, a nawet codzienne stosowanie, wyjdzie na pożytek nam samym i naszym rodzinom. Warto kierować się tu własnym gustem, smakiem, preferencjami, potrzebami organizmu i po prostu zdrowym rozsądkiem. Jeżeli mamy obawy przed zbyt długim stosowaniem tych samych naparów – zmieniajmy je! Mniej szkody przyniesie codzienna herbatka ziołowa niż kilka razy dziennie pita kawa, mocna herbata lub kupne napoje!

Zdrowia życząc wszystkim, zachęcam do prób. Warto!

 

Konserwacja ziół; sposób 1 – jak suszyć zioła?

listki rzut copy

Suszenie 

Najbardziej znaną i najpowszechniej stosowaną metodą konserwowania ziół jest ich suszenie. Z pewnością też jedną  z najstarszych, o ile nie najstarszą! Proces prosty, łatwy, nie wymagąjacy wiele pracy ni doświadczenia, dający zaś wartościowy surowiec o długiej przydatności do użycia – na ogół około roku. Suszyć można  w zasadzie wszystkie rośliny i wszystkie ich części. Suszenie ma też i tę zaletę, że rośliny tak zakonserwowane łatwo przechowywać i są proste w użyciu. Do robienia mieszanek leczniczych i „tematycznych” często wręcz lepiej używać suszu niż, dajmy na to, świeżego surowca. Łatwiej jest dobrac proporcje    i zestawiać ze soba różnorodne „materiały roślinne”.

Są oczywiście pewne podstawowe zasady, których przy suszeniu ziół należy przestrzegać!

  Podstawową i niezmienną jest:

NIE suszymy roślin na słońcu!

Chodzi głównie o niedopuszczenie do odbarwienia surowca roślinnego. To istotne, ponieważ rośliny odbarwione często tracą sporo swoich cennych wartości, o smaku i estetyce nie wspominając… Dotyczy to zarówno liści, pędów jak i kwiatów albo owoców. Jedynymi częściami roslin nie zmieniającymi na ogół zabarwienia podczas suszenia są nasiona i kora. Ale i tak lepiej im zapewnić  miejsce zacienione, lub wręcz podwyższoną temperaturę (chociaż to nie zawsze jest konieczne).

Jak zatem suszyć?

Do suszenia większości materiału roślinnego wystarczy przewiewne, zacienione miejsce – np strych.

Ziele i liście z pędami można suszyć w pękach, pamiętając, by nie były to zbyt duże pęczki. Kilka, w wyjątkowych przypadkach kilkanaście łodyżek, to maksimum.

Mniejsze liście oraz pozostałe, drobniejsze części roślin, suszymy rozłożone pojedynczą warstwą na specjalnych siatkach, płótnie lub papierze. Nie powinny być układane zbyt ciasno ani leżeć kilkuwartwowo – to może spowodować zaparzanie i kiepską jakość suszu.

Soczyste części roślin oraz kwiaty, łatwo tracące barwy, a często także korzenie i korę, najlepiej suszyć w lekko podwyższonej temperaturze. Doskonale nadają się do tego celu suszarki do grzybów, może też być to po prostu piekarnik. Trzeba tylko pamiętać, by temperatura nie przekroczyła 100 stopni i by piekarnik wyłączyć przed włożeniem roślin. Czas suszenia zawsze zależy od jędrności i soczystości surowca.

Dobrze wysuszony materiał zielarski powinien zachować kształt, kolor jak najbardziej zbliżony do naturalnego oraz specyficzny dla danej rośliny, zazwyczaj przyjemny, zapach.

Tak przygotowane rośliny chowamy do opakowań od razu po stwierdzeniu, ze są już zupełnie suche! To istotne, aby nam się nie kurzyły, nie traciły koloru ani zapachu… Susz przechowujemy w płóciennych workach, tekturowych pudełkach, papierowych torebkach, ewentualnie słoikach lub puszkach blaszanych. Takie szczelnie zamknięte pojemniki przydają się do roślin łatwo chłonących wilgoć (jak płatki kwiatów) albo jeżeli zależy nam na długim zachowaniu aromatu.

Zawsze warto pamiętać o opisaniu opakowań z ziołami – powinny się w tym opisie znaleźć koniecznie: nazwa i data zbioru. To pierwsze ułatwi nam rozpoznanie suszonych roślin, jako że nie wszystkie mają charakterystyczny wygląd (jak płatki kwiatów, owoce itp), czy też zapach (róża, mięta, szałwia).

Dzieki wpisaniu dat łatwo oszacować ilość i jakość naszych zapasów…

Wszystkie te uwagi dotyczą oczywiście suszenia roślin dla użytkowania zielarskiego (kulinarnego, leczniczego, kosmetycznego).

Rośliny ozdobne, suszone do bukietów albo po prostu dla urozmaicenia pomieszczeń nie stawiaja takich wymagań! Ale suszone w sposób „przypadkowy”, poza wartością estetyczną, nie mają innych zastosowań użytkowych!

Udanych doświadczeń z suszeniem roślin życzę – jak ich używać? to już kolejne tematy….