III Zlot Zielarski – Sokolec 2016

logo zlotu

III Zlot Zielarski – Sokolec 2016

Kolejny Zlot Zielarski za nami i nie mogę oprzeć się z wrażeniu,

że każdy kolejny porusza coraz wrażliwsze struny i obszary.

Cokolwiek bym nie napisała – nie opiszę ani nie oddam tego bogactwa,

w jakie zanurzyłam się przez ten, pozornie krótki, czas…

Bogactwa ludzi, zdarzeń, przeżyć!

Powtórzę może po prostu swoje wcześniejsze podziękowania:

Kochani!

Nie da się wyrazić żadnym słowem w żadnym języku tego ogromu i mocy:

piękna, radości, spontaniczności, życzliwości, ufności i wzajemnego

dopełniania się,

jakie dane było nam wszystkim podczas zlotowych dni!

Czarodziejko Inez,

dziękuję za ten cudowny i coraz cudowniejszy pomysł!

(tylko Ciebie wymieniam z imienia, bo ani miejsca ani pamięci mi nie wystarczy na spisanie wszystkich).

Ale chcę po prostu powiedzieć: DZIĘKUJĘ!!!!

Wszystkim i za wszystko!

Góry Sowie - Agnieszka Jeske

Fot. Agnieszka Jeske

Góry Sowie, nie tak groźne i majestatyczne jak Tatry, nie tak rozłożyste jak Bieszczady, mniej skaliste i strome niż Pieniny i Gorce – swoim niezrównanym klimatem zauroczyły mnie. Pozwoliły doświadczyć nagłych załamań pogody, płynących mgieł, obecności owiec… zaś skrzaty, Elfy i Koboldy miały pole do popisu w ich urokliwej ciszy…

Góry Sowie K.Kalemba

Fot. Krzysztof Kalemba

Pierwsze to było moje spotkanie zielarskie, gdzie swoją uwagę, kierowaną na rośliny, mogłam poświęcić niemal w całości na ich omawianiu przez innych i widzeniu innymi oczyma! Dane mi było przeżywać z Wami pasje i zaangażowanie, odszukiwanie nazw roślin, ich wyglądu i występowania; smakować i podziwiać smakołyki, napoje, maceraty, octy, mydła i kremy, fermentacje takie i inne, destylacje, zastosowania na 1000 i 1 sposobów!

Mogłam brać udział w podróżach dalekich i bliskich, słuchać cudownych wykładów, dotykać wraz z wieloma sercami tematów lekkich jak piórko i stawiających spore wyzwania! Dane mi było też doświadczyć Waszego udziału w mojej własnej, nie tylko roślinnej „bajce” – i cudownej reakcji na nią! Spotkać się z ludźmi, żyjącymi podobną do mej własnej pasją, doświadczać ciszy, opowieści, harmonii, dynamiki i spokoju…

CUDu Życia…

Dziękuję to dużo za mało –

ale nie wiem jak inaczej

ten ogrom wdzięczności wyrazić!

Własnych fotek nie mam, bo nie robiłam, pozwolę sobie zatem zamieścić dla pamięci kilka użyczonych obrazów. Ich autorom – także bardzo dziękuję!

Inez - Tusia Jałowiecka

Fot. Tusia Jałowiecka

13334298_1123552181027559_2135210683_o

Fot. Jacek Damaziak

grupowe

Razem, chociaż nie w komplecie…

Fot….. (autor proszony o przypomnienie się)

Kilka kadrów z moich spotkań z Wami

Opowieści o runach – i ruchu

13321045_1123552137694230_524018907_o

Fot. Jacek Damaziak

słowo o runach J.Piotrowski

Fot. Jerzy Piotrowski

Czarowanie żadanic

czarowanie żadanic - J.Piotrowski

Fot. Jerzy Piotrowski

P5289240

Motanka/ żadanica otrzymana w prezencie tuż przed Zlotem

od Asi Bednarz z Natule

fot. Mariusz Szczypciak

O Kadzidłach i kadzeniu

fot. Dorota Sowa

Fot. Dorota Sowa

Medytacja „zielska”

Władysław Podkowiński W ogrodzie

Nikt jej nie uwieczniał fotograficznie,

pozwalam sobie zilustrować obrazem

„W ogrodzie” W. Podkowińskiego

Dziękuję, Przyjaciele!!!

Wiodące zdjęcie wpisu: Dorota Natura Życia

Wiosennie raz jeszcze

Na początek wypada chyba przeprosić za kolejne „powtórki’!

 Z nadzieją, że komuś jednak przydatne…. 

***

Jak co roku w podobnym mniej więcej czasie „na scenę”

wkroczyła wiosna!

Wraz z nią zaś początek naszego szerokiego użytkowania darów Natury,

mniej lub bardziej ujarzmionej.

Tę „oswojoną”, ogrodową, sadowniczą i polną w większości znamy

i wiemy jak z jej zasobów korzystać.

A co z dziką częścią roślinnego świata?

Dla wielu nadal tajemniczą i nieznaną?

Dla chcących ją zgłębiać pozwolę sobie zamieścić kilka sugestii…

Rozpoczynanie przygody z dzikimi roślinami bardzo ułatwi wszystkim trening dwóch umiejętności:

uważności i cierpliwości.

Ta pierwsza, czyli uważność, niezbędna jest by zacząć dostrzegać. Patrzeć tak, by widzieć. W tym, co zwykle jest dla nas tylko mniej lub bardziej zielonym (lub kolorowym) tłem, zauważyć różnorodność form, barw, faktur, ich wzajemne przenikanie. Innymi słowy – bogactwo Natury i jego poszczególne skarby.

Ten etap jest w zasadzie prosty. O ile tylko mamy wolę i chęć, by patrząc – widzieć, bardzo szybko opanujemy tę umiejętność. Wystarczy czasem nawet jeden, a z pewnością kilka spacerów w jakikolwiek zielony teren. Może być nawet trawnik przed blokiem wielkiego miasta!

No ale… jak to zrobić?

Wyjdź przed dom: na trawnik/ do parku/ na łąkę, pole, do lasu – gdziekolwiek.

Zatrzymaj się w miejscu, gdzie wkoło ciebie jest „zielono” i….

po prostu patrz!

DSCF1414

Fot. Ewa Ślęczek – Bodzentyn

Zobacz różnorodność i bogactwo. Przyjrzyj się uważnie, spostrzegaj różne kształty, kolory, odcienie i ich wzajemne relacje. Nie tylko pod nogami, także wokół siebie i ponad głową – krzewy i drzewa to też cenne rośliny! Jeżeli takich „spacerów uważności” zaplanujesz więcej, z kolejnych dniach zobaczysz także zmiany – często bardzo subtelne.

Dla niepewnych siebie lub chcących potrenować – przydatne może być ćwiczenie,

które opisywałam TUTAJ.

Na takim, początkowym etapie, nie musimy nawet wiedzieć CO widzimy,

nie ma potrzeby nazywania ani dokładnej klasyfikacji roślin.

Najważniejszym zadaniem na początek

jest dostrzec, że SĄ!

Świat roślin warto poznawać nie tylko wzrokiem. Dotykaj, powąchaj.. Tylko ze smakowaniem trzeba się wstrzymać do momentu, kiedy już wiemy „co jest czym”! I tu wkracza na scenę druga umiejętność zielarza – praktyka, z własnego doświadczenia wiem, że dużo trudniejsza do opanowania – cierpliwość!

Cierpliwości tak prawdę mówiąc „nauczyć się” nie da. Ale… da się ją wytrenować. Zresztą sama Natura zadba o to, byśmy tę cierpliwość posiedli! Żadne poganianie z naszej strony nie zmusi naturalnego cyklu do zmian – pozostaje jedynie przystosować się do nich!

Jak już wspominałam kiedyś, nasz brak cierpliwości szkodliwy i męczący jest jedynie dla nas samych. Jego owocami są: stres, emocjonalna presja, często – nieprzemyślane, mylne lub niepotrzebne zbiory….

Naprawdę – nie warto się niecierpliwić!

Kolejny cenny sprzymierzeniec w zbiorach roślin to brak oczekiwań. Nawet jeżeli mamy pomysł co chcemy odnaleźć i zebrać – nie przywiązujmy się do tych planów. Pozwólmy sobie (i Naturze) na improwizację, niespodzianki, a nawet brak zbiorów. Każda wyprawa w świat roślin dostarczy nam skarbów – nawet taka, z której wrócimy z pustymi rękami. Co, mówiąc nawiasem, zdarza się bardzo rzadko! Jeżeli uczymy się poznawać rośliny, warto mieć pod ręką aparat fotograficzny (albo szkicownik!) i uwieczniać okazy na miejscu, tam, gdzie rosną. Zarówno nam samym jak i innym łatwiej będzie klasyfikować gatunki widziane „w Naturze” niż zerwane i pokazane osobno. Przy okazji unikniemy niepotrzebnego niszczenia…

gwiazdnica

Gwiazdnica w „towarzystwie”

Z kolei dla wszystkich mających już za sobą doświadczenia „zielarskie”

mała podpowiedź…

Przygotowując się do kolejnego sezonu obfitości w Naturze warto zrobić mały (albo i większy) remanent. Sprawdzić czego z potrzebnych w codzienności surowców mamy nadmiar, czego pozostało „akurat w sam raz”, czego zaś zabrakło? Łatwiej będzie dopasować plany na kolejny rok do własnych potrzeb.

Z pewnością też w nowym sezonie pojawią się nowinki jeszcze nam nie znane, albo takie, których nie poznaliśmy dokładniej. To żelazna reguła, nawet po latach pracy z roślinami! Liczmy się z tym, planując zbiory, maceraty, wyroby, przetwory, itp. Nie jest trudno ulec pokusie „wszystko ze wszystkiego”, szybko zaś okazuje się, że połowa albo i więcej się nam dubluje! Albo zwyczajnie nia mamy co zrobić z przygotowanymi zapasami… Piszę to oczywiście dla osób, które swoje zbiory przeznaczają dla siebie i bliskich.

Bywa czasem tak, że znajdujemy wyjątkowo bogate stanowisko rośliny, którą znamy i cenimy.

Jak chociażby łąka pełna kwiatów mniszka

P1210227

Nie ulegajmy złudzeniu,

że jeżeli nie zbierzemy (i nie przerobimy) ich wszystkich,

to one się „zmarnują”!

W Naturze nic się nie marnuje, nie ma takiej możliwości! Nie jesteśmy jedynymi użytkownikami tego bogactwa. Rośliny rosną, kwitną i owocują, podobnie jak zwierzeta żyją własnym rytmem, niezależnie od tego, czy ludzie są w pobliżu, czy ich nie ma. Ba, z punktu widzenia naturalnego cyklu, obecność czlowieka często bywa niszcząca. O czym wszyscy doskonale wiemy – nie trzeba byłoby dziś tworzyć obszarów chronionych ani otaczać ochroną kolejnych gatunków, gdybyśmy umieli szanować Naturę od wieków.

Z drugiej strony – Życie jest zmianą, cyklem. Upieranie się by wszystko pozostawało stale w stanie niezmienionym jest równie utopijne jak na przykład oczekiwanie, że wiosenne kwiaty będą kwitły aż do zimy… Albo, że nasze dzieci nie dorosną. Albo że…. (można tak długo!).

Wracając jednak do praktyki – zbierajmy (mniej więcej) tyle, ile nam realnie potrzeba. I bądźmy świadomi, iż ten cudowny Świat wokół nas jest bogaty, zmienny i pelen możliwości. Każdy surowiec możemy uzupełnić lub zastapić innym, o ile naprawdę nam na tym zależy. Przynajmniej do późnej jesieni… W miarę poznawania różnorodności i możliwości roślin zdobędziemy nie tylko cenne, wartościowe składniki naszych potraw, kosmetyków, octów, maceratów, nalewek itp.

Z każdą kolejną wyprawą po naturalne dobro odnajdziemy więcej doświadczenia, radości, spokoju i własnej satysfakcji. Nauczymy się dokładnie tego, od czego powinniśmy zaczynać: uważności i cierpliwości!

Nie tylko wobec Natury – także wobec siebie samych i otaczającego świata. Takiego, jakim jest!

20140424_164128

Łąki nowohuckie; fot. Ewa Ślęczek

Im rychlej odnajdziemy w sobie otwartość na ten,

pozamaterialny wymiar zielarskiej przygody,

tym więcej z niej skorzystamy.

Czego wszystkim bez wyjątku poszukiwaczom,

zbieraczom, wytwórcom i „zielarzom”

z całego serca życzę w kolejnej odsłonie piękna i bogactwa Natury….

W ikonie wpisu – fot. Ewy Ślęczek 

Gongi, podróże i stara brzoza

Znów bardzo dawno nie odzywałam się na „kartach” bloga.

Cóż… dla form i grzeczności: ponownie przepraszam!

Z automatycznych rejestrów wynika, że jest czytywany, toteż od kilku dni myślę, że pora sobie przypomnieć o tej formie komunikacji – i zarazem przypomnieć o sobie. A przy okazji coś niecoś wyjaśnić.

Tytuł tego wpisu nie przypadkowo stanowi nawiązanie do baśni o krainie Narnii… Dziś nie będzie o jesiennych pożytkach ziołowych, dziś będzie o jesiennej magii. A magia to przecie domena bajek, czyż nie?

A zatem:

Moje milczenie tutaj wynika z prostego faktu: jestem w podróży…

Niewiele ma ta podróż wspólnego z czasem ani przestrzenią (chociaż w jej ramach przemierzyłam niemało kilometrów!); jest głęboko osobista. I to właśnie, ten jesienny „czas dojrzewania” sprawia, że nie mam zbytnio głowy (ani nawet ochoty), by stwarzać blogowe wpisy! Cykle się powtarzają, ale nigdy nie są takie same. Natura już wielokrotnie mnie tego uczyła – i uczy nadal!

Jesień zawsze sprzyja refleksji i zbiorom. Zbieram zatem pieczołowicie bogate „owoce” wieloletnich poszukiwań, przetwarzam, opisuję… Pracuję, jak wielokroć wcześniej, bez gotowych przepisów ani receptur. Nie mam zatem pojęcia CO tak naprawdę uzyskam!

Wiem tylko, że będzie to (a raczej – jest!) cenne…

brzoza wczesna

Jedna z moich podróży przez czas i przestrzeń przywiodła mnie niedawno do pięknych, ciekawych wrażeń, pięknych, ciekawych ludzi, doświadczania siebie, oddechu, dźwięku i…. do prastarej brzozy. Przy okazji: brzoza na załączonej fotografii nie jest stara, ma zaledwie około 20 lat! To młodziutkie dziewczę jeszcze. Tamtej, wiekowej, majestatycznej, omszałej, pochylonej lekko nad ogromnym głazem, nie miałam jak uwiecznić. Brzóz rosło w okolicy sporo i wiele z nich bardzo okazałych. Ta jednak przywołała mnie niemal natychmiast. Rosła tuż pod balkonem pokoju, w którym spędziłam dwie noce. Była, jak wszystkie brzozy, opiekuńcza, macierzyńska, kobieca. Przepojona magią – również jak wszystkie brzozy.

Kolejne poznane urokliwe miejsce: Zagroda Ojrzanów i naprawdę magiczny czas: warsztaty z Arapatą.  Głęboko osobiste spotkanie z kulturą z dalekich stron, tak egzotyczną, odmienną, a tak zarazem tak bliską. Z samą prowadzącą, niezwykłą, wrażliwą, świadomą Istotą. Z grupą niesamowitych, doświadczających siebie kobiet. Wszystko nasycone pięknym rezonansem gongów (dziękuję Kamilo!!!), radością tańca, oddechu, ciszą wspólnego milczenia…

Prastara brzoza była mi tam strażniczką, powiernicą, nauczycielką, dawczynią. Przewodniczką w kolejne rejony znanego przecież świata… 

Nie po raz pierwszy spotkałam w życiu takie matrony. Pamięć cofnęła mnie o kilka lat wstecz i przywiodła do wspomnień z uroczego, chociaż krótkiego epizodu, któremu także patronowały prastare brzozy. Tam pełniły wartę przy leśnym źródełku zamienionym w studnię. Tutaj? Czyjeś wrażliwe oko dostrzegło wyjątkowość miejsca. Na głazie u stóp drzewa umieszczono piękne, srebrzyste naczyńko o eleganckim kształcie sosjerki, jakby czekające na wiosenne zbiory brzozowego soku…

Powróciły tez z mroków niepamięci, a raczej odległych wspomnień, ukochane przyjaciółki – brzozy z dzieciństwa…

Tym razem zaś ta leciwa opiekunka ułatwiła usuwanie dokuczliwych, starych drzazg, rozplątywanie zapętlonych od lat kłębuszków pamięci, docieranie do zapomnianych, piekących zranień… Wylewanie tamowanych łez. Jak na brzozę przystało, wspomogła mnie łagodnie, kojąco i oczyszczająco. U jej stóp w skoszonej trawie odnalazłam listki młodej bylicy…

Magia roślin.

Faktem jest, że nauczyć się jej nie da!

Da się ją wyłącznie poczuć!

 

pień brzozy

Można przeczytać opasłe tomiszcza na jej temat (co nie oznacza, że łatwo je zdobyć!). Można szukać i poznawać różnorodne tradycje i kultury. Można (i warto) odnajdować coraz to nowe wzorce, techniki i metody.

Ale kluczem jest zawsze doświadczanie!

Magiczna, nomen omen, chwila,

kiedy pozornie nagle,

bez powodu i zrozumiałej przyczyny,

WIEM!

To jest, między innymi, „jesienny owoc” jaki przypomniał mi o sobie nie tak dawno… i którym dzielę się z radością!

Na razie tylko na piśmie, co zaś z nim uczynię? Jeszcze nie wiem!

003

Zdjęcie w ikonie wpisu pochodzi z tegorocznego Zlotu Zielarzy, wykonała je Ola Domowa. Dziękuję!!!

Medialnie

Nareszcie ujarzmiłam ten, zawiły dla mnie, temat: udostępnianie filmu… A zatem spóźnione, ale jest! Z ogromną wdzięcznością dla Aleksa Berdowicza i jego wielkiej pasji!

 

 

 

 

 

II Zlot Zielarski

Z miłości do roślinności

Trzy magiczne dni w magicznym miejscu i wśród magicznych ludzi!  

Mogłabym napisać po prostu: „moje klimaty” – bo tak było!

Ale byłoby to uogólnienie i spłycenie tego, co spotkało mnie (a i wiele innych osób, było na sporo ponad 200!!!) oraz co dane mi było przeżyć  podczas

II Zielarskiego Zlotu w Wycince Wolskiej!

Tego, czego doznałam, doświadczyłam, z czym miałam cudowną okazję po prostu

„Pobyć” TU I TERAZ

Wiele osób opisało już to zdarzenie, zamieszczenie zaś podziękowań wszystkim, którym chciałabym, oraz opis wszystkich wydarzeń zajęłyby długaśny wpis. Nie byłam zresztą wszędzie ani nie poznałam wszystkich – zadanie „awykonalne” :) Nie robiłam też własnych zdjęć, mam zatem tylko te podarowane (dziękuję!)

11420401_994403523937706_274016428_o

Fot. Katarzyna Miłochna i Artur

Działo się mnóstwo, nie tylko ziołowo, ale najcenniejsza w moim odczuciu była piękna, radosna, życzliwa atmosfera i fakt, że ludzie z tak różnych światów zebrali się wspólnie. Dla świętowania codziennego cudu obecności i Natury!

Wszystkim zatem:

organizatorom, gospodarzom, uczestnikom obecnym i nieobecnym,

stokrotne DZIĘKUJĘ!

DSC_0767

fot. Ola domowa

Dodatkowo

z całego serca dziękuję uczestniczkom moich warsztatów „Magia Ziół”

za cudowną, płynącą między nami energię siły i Miłości!

***

Oraz urzekającym koniom i ich opiekunkom … za cierpliwość do ludzi! 

11402289_697980580348523_2917621202866477287_o

fot. Lilia Matuszkiewicz

Kiedy zacząć? Wiosenne pożytki

Wiosna bywa chyba najbardziej wyczekiwaną porą roku.

Przynajmniej w warunkach klimatu umiarkowanego.

brzoza wczesna

Doskonale pamiętam, jak będąc początkującą poszukiwaczką ziół, a nawet i wcześniej, dzieckiem jeszcze, z nosem przy ziemi i wytężoną uwagą śledziłam każdy, nawet najmniejszy ślad zieleni. Przyglądałam sie pąkom drzew, pierwszym listkom i kwiatom z nie mniejszą uwagą niż ptasim harcom wokół gniazd, za to z większą niecierpliwością. Skubałam miniaturowe listeczki, „piórka” krwawnika, ssałam pączki brzóz, lipy, nawet wierzby, chociaż gorzkie…

Całe to moje napięcie i wyczekiwanie najmniejszym stopniu nie miało wpływu na rytm i cykl Natury.

Miało natomiast i po latach to widzę wyraźnie, wpływ na mnie samą! Widzę również jak wiele dała mi lekcja cierpliwości i zaufania, odbierana rok po roku mojej zielarskiej przygody.

Naturalnych zmian poganiać ani zmusić do niczego się nie da. Nie zbiorę i nie przetworzę liści przed ich rozwinięciem, kwiatów, dopóki nie zakwitną, owoców czy nasion… Nie uda mi się niczego zdobyć przed czasem – ani po czasie.

Z wieloletniego doświadczenia wyniosłam cenne nauki dla siebie i szacunek dla Dawczyni – Przyrody.

Pisałam już o tym TUTAJ.

Zbyt wczesne, w bardzo młodych fazach wzrostu zbieranie roślin, mnie samej być może dawało trochę surowca i satysfakcji – ale wielu roślinom utrudnia rozwój i opóźnia go. Bardzo trudno też wiele gatunków rozpoznać, nie mówiąc już o wysiłku wkładanym w zbiory. Niewspółmiernym często do korzyści z nich.

Teraz to już wiem i bez niepokoju ani nadmiernej presji czekam z radością na kolejne „odsłony”, rok po roku przecież te same, chociaż nie zawsze w dokładnie identycznym terminie!

To nie oznacza, że bardzo wczesna wiosna i przedwiośnie nie mają swoich „pożytków”!

Jest ich wprawdzie niezbyt wiele, ale sporo z nich ma unikalną wartość i w późniejszych okresach już ich nie będzie. Są i takie, po które warto sięgać już teraz, mimo, że będą dosstępne i później. Chociażby dla urozmaicenia stołu i wzmocnienia/ oczyszczenia organizmu.

SONY DSC

Kwiaty magnolii

źródło internet

Surowce wyłącznie wczesnowiosenne:

  • Soki drzew – klonu, jawora i brzozowy  (oskoła)

  • Ziarnopłon wiosenny

  • Kwiat podbiału

  • Ziele miodunki plamistej

  • Kwiat forsycji

  • Kwiat magnolii

    • kwiaty (bazie) leszczyny, olchy, wierzby

  • Pączki wybranych drzew i krzewów

    • Czosnaczek (liść)

    • Czosnek niedźwiedzi

(i kilka/ kilkanaście innych)

szczawik

Listki szczawiku zajęczego

Surowce wartościowe od wczesnej wiosny:

  • Mlodziutka pokrzywa

  • Mlode liście krwawnika

  • Listki mniszka

  • Młode jasnoty

  • Gwiazdnice

    • Szczawik zajęczy i szczaw polny

    • Pędy przytulii

To oczywiście też jeszcze nie wszystko, w dodatku pora na konkretne zbiory jest różna w różnych regionach. Tym niemniej wymienione wyżej rośliny są cennymi wiosennymi skarbami, po które warto sięgać już w porze „wybudzania” Natury z zimowego snu…

Jak to wszystko zagospodarować, by dało nam pożytek i radość?

Poza oczywistą radością samego zbioru, spaceru, poszukiwań?

O sokach drzew, szczególnie brzozy było już tyle w różnych miejscach i blogach, w tym w moim, że nie będę się przy niej zatrzymywać…

 Ziarnopłon: dość mało rozpowszechniona w zbiorach roślina, której okres pozyskiwania jest stosunkowo krótki – do zakwitnięcia. Jadalne są listki, bardzo wartościowe odżywczo (witaminy, w tym C, łatwo przyswajalne minerały), drobne, ale zwykle rosnące wręcz „dywanowo”. Ziarnopłon będzie użytkowy jeszcze późnym latem, jako bulwki. Dr. Różański podaje bardzo cenne informacje o ziarnopłonie (link)

Podbiał, miodunka: urocze rośliny, kwitnące wcześnie i wnoszące w przedwiosenna szarzyznę barwy i radość. Najlepiej nadają się do spożycia „od ręki” lub na syropy

Forsycja i magnolia: egzotyczne piękności, ubarwiające wiosnę swymi urokliwymi kwiatami, znane i popularne na tyle, że warto i o nich pamiętać. Forsycje nieco upowszechniły opowieści o niej i akcje w rodzaju „Cała Polska widzi forsycję”; o magnolii mówi się niewiele, a również jest bardzo cennym surowcem, chociaż raczej leczniczym niż profilaktycznym.

Kwiaty, w umiarkowanych ilościach, są jadalne.

Bazie i pączki drzew i krzewów: zawsze trzeba pamiętać, by te akurat surowce zbierać bardzo oszczędnie! Warto je znać, warto wspomagać się ich potencjałem, ale miejmy świadomość, ze są to pożytki niezbędne do prawidłowego rozwoju i harmonii również dla Natury! W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że wartość pączków liściowych znana była już przed wiekami, na długo zanim powstała dziedzina o mądrej nazwie „gemmoterapia”

Dla przykładu „wiekowy”  przepis:

 Maść topolowa

 łyżkę świeżo zmiażdżonych pączków topoli zmieszać z 2 łyżkami niesolonego smalcu i smażyć tak długo, aż wilgoć z pączków zupełnie wyparuje, po czym jeszcze w stanie ciepłym przecisnąć zawartość przez płótno; zastudzić

Pisze o niej też dr. Różański:

„W dawnej medycynie stosowana była maść topolowa […] Maść topolowa nadaje się do leczenia stanów zapalnych skóry, do smarowania urazów, oparzeń ( w tym oparzeń słonecznych), obrzęków okołostawowych. Pomocna do smarowania i masażu przy nerwobólach i bólach mięśni, po kontuzjach sportowych
h i intensywnym treningu (dla przyspieszenia ustępowania wysięków i zakwasów). Także po ciężkiej pracy fizycznej (np. w ogrodzie) maść topolowa przyniesie ulgę w cierpieniach.”

Czosnek niedźwiedzi i podobny do niego w smaku i zapachu czosnaczek to kolejne atrakcje wiosny – może nie tak wczesnej jak pączki lub sok brzozowy, ale są to zdecydowanie rośliny sezonowe. W zasadzie każda z nich zasługuje na osobny wpis, wspomnę tylko zatem, że są jadalne, smaczne i, szczególnie czosnek niedźwiedzi, bardzo wartościowe jako zamienniki czosnku. Zarówno w smaku jak i zakresie działania.

Pozostałe wymienione – a i sporo nie wymienionych – rośliny warto wykorzystywać po prostu do spożycia. Nie ma potrzeby zbierać ich w dużych ilościach, nie trzeba również pilnować proporcji ani składu takich „miksów” spożywczych. Nie zajmujemy się w ten sposób żadnym leczeniem – są to najłatwiejsze z możliwych działania prozdrowotne, do których zachęcam od początku istnienia mojego bloga!

I wszelkimi innymi metodami:

warsztaty, Kurs Profilaktyki Zielarskiej, wykłady, pogadanki, spotkania… 

mix sałatkowy

 Mix sałatkowy: gwiazdnica, pokrzywa, przytulia

fot. Ewa Ślęczek; mix: Zielicha

W zestawieniach spożywczych kierujmy się dostępnością roślin, własnym gustem, smakiem i … rozsądkiem. Po raz kolejny zachęcam do uruchomienia wyobraźni i polotu! Wykorzystać można mnóstwo znanych przepisów kuchennych (jajecznice, twarogi, masła, pasty, sałatki, jogurty, nadzienia, soki, zielone shake’i  – itd itp), albo komponować zupełnie nowe.

Garść gotowych przepisów, w tym kosmetycznych, w kolejnym wpisie.

Na razie zaś:

cudownej wiosny wszystkim!!!

fiołek wonny

źródło internet

Z wiosną!!!

Trzydziesty wpis na blogu przypadł na początek wiosny…

Nie planowałam tego ani też nie celowałam specjalnie.

Cieszę się jednak, że ów „mini jubileusz” wita tę właśnie porę roku!

Oczywiście kalendarzowy 1 dzień wiosny nie musi być jednoznaczny z eksplozją wiosenną wokół nas. Często w naszych warunkach klimatycznych nie bywa nią, pozostając nadal szarawym jeszcze przedwiośniem lub wręcz białą zimą!

Tym niemniej Wiosenna Równonoc, czyli 20 lub 21 marca to umowny, kalendarzowy i astronomiczny „próg”.

Moment przełomu.

Od tej daty ilość godzin światła słonecznego w ciągu doby przeważa i niezależnie od temperatur czy też pogody, budzi sie wkoło coraz więcej życia. Mamy też juz spokojną pewność, że, wraz z nasiloną aktywnością zwierząt, w tym rozśpiewanych ptaków, prędzej niż później pojawi się zieleń, kwiaty, barwy i ciepłe dni.

Od wieków była to okazja do świętowania odradzajacego sie, zmartychwstającego

ŻYCIA

z jego bogactwem, różnorodnością, szczodrością – i pięknem.

Bogatą i różnorodną paletą surowców na smakołyki, kosmetyki, wspomagajace zdrowie, a i lecznicze preparaty. Jeszcze nie kolorową, wciąż zieloną tylko ledwo ledwo, tym niemniej już użytkową.

Jare Gody, Ostara, Marzanna, Wielkanoc

cieszmy się wiosną, świętujmy ją, uhonorujmy każdy po swojemu i… korzystajmy z jej dobrodziejstw!

pokrzywa marzec

Strachy na Lachy czyli czego tu się bać?

Opory i niepewność. Lęk i obawy. Brak zaufania wobec własnych pomysłów, blokady na chęć próbowania i eksperymentów…

Cały ten bagaż problemów i zahamowań dotyczy nie tylko ziół. Odnośnie zielarstwa ten temat już poruszałam w tekście „Czy na co dzień?”, przewija się on także przez inne wpisy.

Dlaczego? Bo jest istotny!

Istotne jest jak dalece i do jakiego stopnia potrafimy uruchomić własną kreatywność, odwagę i swobodę. Spokój, z jakim podchodzimy do nowinek… Beztroskę, dzięki której dane jest nam nie przejmować się czy coś się uda, czy nie.

W świecie zielarstwa prozdrowotnego ten sposób myślenia jest bardzo znaczący i potrzebny.

Powodów jest kilka:

  • wszystko, co użytkowe w codzienności, jest łatwo dostępne w postaci „gotowców”; możemy każdej chwili pójść do przeładowanych towarem sklepów i wybrać; jedzenie, napoje, kosmetyki przywykliśmy otrzymywać w postaci gotowej lub przynajmniej półproduktów, z dołączoną „instrukcja obsługi”;
  • rośliny rodzime nauczyliśmy sie traktować albo jako nieprzydatne zielsko, albo – surowiec leczniczy; opcja użytkowania codziennego niemalże zanikła, co powoduje, że każdy „pomysł na” wydaje się nowatorski, rewelacyjny, odkrywczy…i trudny do realizacji
  • konsekwencją powyższego jest obawa przed ich używaniem i oczekiwanie dokładnych przepisów i receptur – a one często po prostu NIE ISTNIEJĄ!
  • nie mamy albo mamy bardzo niewiele starych, tradycyjnych wzorców; te zaś, które sie zachowały, są niełatwe do odnalezienia
  • współczesność oferuje nam dostęp do surowców i produktów, o które nie tak dawno jeszcze było bardzo trudno lub nie było ich na rynku wcale (jak np masła shea czy kakaowe, olej kokosowy, arganowy, laurowy, foremki z silikonu, czy choćby blendery)

To wszystko powoduje, że z jednej strony surowców i półproduktów oraz pomocy „technicznych” mamy dostatek, wrecz nadmiar. Z drugiej – odwykliśmy od samodzielności, wykonywania, a tym bardziej kreowania czegokolwiek. Nawet w tak prostych działaniach jak kulinarne, cóż dopiero o kosmetyce mówić!

Pozbywajmy sie tych nawyków, obaw i lęków. Oporów, które hamuja naszą kreatywność, inicjatywę, chęć zabawy. Pozwólmy sobie na próby – i błędy. Nie wszystko musi nam wyjść „na medal”, może się zdarzyć, że jakiś pomysł nie wypali, nie da oczekiwanych efektów, że rezultat okaże się inny niż planowaliśmy.

CÓŻ TO ZA PROBLEM???

Nie mamy obowiązku zawsze być perfekcyjni – zaś ciekawość, chęć nowości, eksperymentowanie i nowe próby daja mnóstwo radości! Budują też naszą pewność siebie i zaufanie do własnych możliwości – a to akurat cechy, które pomogą nam w każdej dziedzinie życia.

Ileż niespodzianek nas czeka jeżeli tylko uwolnimy się od „jedynie słusznych” oczekiwań!

Nie tylko w eksperymentach i zabawach z ziołami i surowcami naturalnymi!

Każdy bez wyjątku pomysł, przepis czy recepta zostały wymyślone, zaproponowane przez kogoś. Jakiegoś człowieka, identycznego z nami samymi. Współcześnie czy nie to już nie ma większego znaczenia! Różnicą jest jedynie to, że „ten ktoś” zaryzykował, odważył się, podjął wyzwanie…

Możemy zrobić dokładnie to samo!!!

Uwaga!!!

Nie zajmujemy się leczeniem!!!

Nie podejmujemy zatem celowych działań leczniczych i prób tworzenia mieszanek leczących,

o ile nie mamy wiedzy wystarczającej do ich komponowania!

Pozostałe zasady są proste:

  • wszelkie inne działania, służące zdrowiu, stałemu, regularnemu użytkowaniu roślin opierajmy na tych surowcach, które znamy
  • w działaniach kuchennych bazujmy na znanych sobie przepisach i potrawach, modyfikując je przez dodatek roślin „nietypowych”
  • kosmetycznie zapoznajmy się ze „sposobami bazowymi” – np wyrobu mydła, kremu, kul kapielowych – na tyle, na ile czujemy się na siłach i mamy ochotę
  • wszelkie modyfikacje powyższych metod traktujmy jako zabawę, wyzwanie, eksperyment; co nam wyjdzie to wyjdzie, wszystko będzie przydatne, chociażby jako doświadczenie!
  • NIE używamy w tego typu próbach roślin trujących i o mocnym działaniu leczniczym; reszta (znacznie bogatsza!) pozostaje do naszej dyspozycji…

Z szacunku dla Natury

Zajmuję się wiedzą zielarską i pracą z (i pomiędzy) roślinami już ponad ćwierć wieku. Zaś znajomość i przyjażń z Naturą zawarłam kolejne ćwierć wieku wcześniej…

Wszystkie te lata nauczyły mnie kilku naprawdę bardzo prostych, a często trudnych do zaakceptowania dla współczesnego człowieka prawd i zasad.

Natura bowiem, której tak wiele zawdzięczamy, włącznie z własnym istnieniem i życiem osobistym, jakby nie pasuje do naszego świata. Do sposobu myślenia i działania, w którym wyrastamy i do którego przywykliśmy. A może raczej to nasze nawyki do niej nie pasują?

Natura uczy cierpliwości. Spokoju w oczekiwaniu. Obserwacji, uważności, troski.

Uczy szacunku do innych istot żywych i ich, odmiennego często od naszych oczekiwań (czy też wymagań), trybu/ cyklu życia.

Pomaga dostrzec rytm klimatu, zapisany w każdej żywej istocie do konkretnego klimatu przypisanej.

Uświadamia ich potrzeby, ściśle powiązane z innymi. W niesamowitym, harmonijnym, powtarzalnym, a jednak stale zmiennym,

tańcu Wielkiego Koła Życia…

Nauczyłam się przez te lata ze spokojem czekać na kolejny rok, nową wiosnę, lato, jesień – czas obfitości.

Nauczyłam się, że zima jest porą odpoczynku. Regeneracji. Wytchnienia przed kolejnym sezonem aktywności.

4 pory roku Mucha

„Cztery pory roku” A. Mucha – źródło internet

Przywykłam, że zbiór określonego „surowca” (liści, kwiatów, ziela, owoców, nasion, korzeni) ma swój, powtarzalny co roku, a jednak każdego roku jedyny „czas i miejsce”. Nauczyłam się, że każde z ziół ma swoich „zastępców”: rośliny/ części roślin o podobnym działaniu i potencjale, a odmiennej biologii. Dzięki temu nigdy podczas sezonu nie trzeba się martwić, że „coś mi uciekło”!

Nie zdążyłam? Nie sprzyjała pogoda? Nie było warunków? Nie szkodzi – będzie coś innego – za jakiś czas…

Stało się czymś oczywistym, że nie ma sensu zbiór czegokolwiek w nadmiarze, ponad rzeczywiste potrzeby. Susz, soki, syropy, przetwory itp przygotować warto „do kolejnego sezonu”. Ewentualnie z niewielkim zapasem, żeby mieć się czym podzielić…

Niczemu też nie służy „dublowanie funkcji” wyrobów. Cudowne są zabawy i eksperymenty, ale w codziennym użytkowaniu wystarczają jeden – dwa kremy, ulubione szampony czy mydełka. Maści rozgrzewajace lub wspomagające gojenie, peelengi, toniki, płyny dezynfekujące – na tyle, by były pod ręką. W przeciwnym razie, nawet jeżeli mamy kogo obdarować (ja długo nie miałam), większość wyrobów traci wartość zanim zdołamy je zużyć. Podobnie rzecz ma się z suszeniem wszystkiego „jak leci”, robieniem kilku różnych preparatów odpornościowych, wyciągów olejowych kilkunastu gatunków itd itp. Szybko dane mi było się przekonać, że jest to prosta droga do zaśmiecania domu, konieczności wyrzucania rzeczy już nieprzydatnych i zarazem marnowanie surowców…

Przez wiele lat owo codzienne zielarstwo było dla mnie wielka pasją, przygodą, „sposobem na siebie”. Długo też byłam w nich osamotniona. Mało kto traktował wiedzę o rodzimych roślinach dziko rosnących jako coś cennego. Lub chociażby przydatnego. A jeżeli już w ogóle – to w postaci fitoterapii, którą jakiś czas zresztą się zajmowałam.

do bloga

Dziś jest inaczej. Cieszy mnie to, cieszy ogromnie!

Czego wyraz daję stale, w tym i tutaj: linki, odnośniki, popularyzacja…

To wspaniałe i bezcenne, że ucywilizowany świat nareszcie CHCE widzieć

bogactwo i potęgę Natury!!!

Ostatnio jednak zaczął mi cicho, a teraz jakby głośniej, dzwonić ostrzegawczy dzwoneczek…

Może nie mam racji. Może przesadzam i trochę panikuję. Ale mam takie odczucie…

Współczesny sposób myślenia jest nam dobrze znany. I rozrasta się.

„Dużo, szybko, niecierpliwie, byle prędzej;

wszystko, co się da, jak najwięcej, bez ograniczeń” .

Taka zasada nie daje się przenosić w świat Natury i jej rytmu. A przede wszystkim – nie powinna! Głównie dlatego, że jest niszcząca.

Tę prawdę też zresztą dobrze znamy…

Jest nas, Ziołomaniaków, coraz więcej. Cudownie! Wspaniale! Tylko przyklasnąć!

Nie rozrasta się jednak, niestety, baza, z której możemy czerpać. Raczej przeciwnie… Przynajmniej na razie.

Baczmy zatem, by naszej wiedzy o roślinach, ich możliwościach, potenacjale, stosowaniu, towarzyszyła Mądrość. Szacunek. Uważność i troska. Czyli to wszystko, czego sama Natura jest najlepszą nauczycielką.

Las, łąka, pole czy ogród to nie supermarket. To, czego nie „wykupimy” lub (z naszego punktu widzenia) „przedatuje się” – nie zostanie wyrzucone ani zmarnowane! Służy bowiem nie tylko nam. W takiej czy innej postaci – znajdzie swoje zastosowanie. Zarazem zaś – nikt nie „dowiezie towaru”. Sami musimy zadbać, by „producenci” mieli się dobrze!

Pory zbioru roślin i ich części wynikają nie tylko z potencjału, jaki mają dla nas. Są ważne także dla nich samych i innych ich „użytkowników”.

Jesteśmy piękną i wartościową cząstką Wielkiego, Cudownego, Harmonijnego Cyklu. Pamiętajmy, czerpiąc z ogromnych zasobów Natury dla zadbania o siebie,

by o jakość i harmonię tego cyklu dbać równie uważnie!

Pozwolę sobie zacytować fragmenty z własnego tekstu

„Zielarstwo – wiedza czy dar”

SONY DSC

„Las, łąka, ugory – to laboratorium istnieje przecież nadal! Bliskie, znane, swojskie, codzienne. Tajemnicze, o tyle tylko, o ile przyroda sama swych tajemnic broni. I o ile zapominamy lub lekceważymy wiedzę naszych przodków, przywaloną stertami śmieci, reklam, ignorancji… pseudonauki.

Wstęp do niego jest otwarty. Dla każdego. I nadal, jak przed wiekami, chętnie daje schronienie ludziom. Zmęczonym, znerwicowanym, szukającym oazy ciszy mieszkańcom wielkich miast, których przybywa tu coraz więcej. I tym, którzy z tej ziemi i jej tradycji wyrośli, zakorzenieni w czasie głębiej, niż zdają sobie sprawę. W progi tego właśnie laboratorium zapraszam wszystkich, których zmęczył pośpiech, ogłuszył zgiełk, przejadły się plastikowe smakołyki. Zapraszam, prosząc jednocześnie o szacunek. Pokorę. Wrażliwość. To, znacznie bardziej niż niedostępne instytuty badawcze – jest Sanktuarium!”